Turystyka . Kultura . Tradycja . Historia . BESKIDZKIE BIBUŁOWE KWIATY .

ŻOŁNIERZE NIEZŁOMNI

  • poniedziałek, 03 lipca 2017
  • niedziela, 19 marca 2017
  • wtorek, 28 lutego 2017
    • KAZIMIERA PAJESTKA "FRANEK" . HISTORIA PRAWDZIWA, KTÓRĄ OPOWIEDZIAŁA MI SIOSTRA FRANKA - ANIELA ŁAJCZAKOWA.

      CIOCIA ANIELA ŁAJCZAKOWA Z DOMU PAJESTKA - SIOSTRA FRANKA I MICHAŁA,ŻOŁNIERZY NSZ, KTRZY ZGINĘLI W 1946 r. . JEJ MĄŻ FRANCISZEK ŁAJCZAK TO BRAT STANISŁAWA ŁAJCZAKA - TEŻ ŻOŁNIERZA NSZ , KTÓRY ZGINĄŁ W 1946 r. ORAZ BRAT  ŁĄCZNICZKI GENOWEFY MADEJCZYK Z DOMU ŁAJCZAK. UKOCHANA FRANKA TO TEŻ POSTAĆ PRAWDZIWA, ALE ZMIENIŁAM JEJ IMIĘ, ABY NIE MYLIŁY SIĘ ANIELKI. ZMARŁA W UBIEGŁYM ROKU.

      http://kpa.blox.pl/2013/05/Kazimiera-Pajestka-Franek.html

      Majowy dzień śmiał się dziś do Franka .

      Jechał na spotkanie ze swoją ukochaną . 
      Był wczesny ranek  ,  bo dwudziestodwuletni  chłopak obudzony został o świcie śpiewem słowika  ,  który zagnieździł się w kalinie rosnącej u wezgłowia jego leśnego legowiska położonego pod gołym niebem    .
       Zjeżdżał stromym  zboczem  Małej Barani  ,  porośniętym  dzikimi czeremchami , pod którymi jak śnieg leżały opadłe białe płatki dopiero co przekwitłych drzew . Franek gwizdał swoją ulubioną melodię "Serce w plecaku " i raz po raz powstrzymywał cugle Siwka , który wyrywał się do przodu . Zatrzymał go na chwilę , zgrabnie zeskoczył , wyjął z kieszeni woreczek , nienawykłe palce zrobiły grubego skręta i zaciągnąwszy się głęboko , zakaszlał . Właściwie to papierosy nie smakowały mu , ale tym razem chciał jeszcze chwilę posiedzieć na miedzy .

      Był to szczupły, wysoki i przystojny chłopak z ciemnymi, lekko wijącymi się dość długimi teraz, bo dawno nie obciętymi włosami, który podobał się dziewczynom. Wyglądem przypominał swojego ojca Leona.

      Dużo za wcześnie wyjechał z lasu . Przywiązał więc konia do drzewa i patrzył na swoją wieś widoczną jak na dłoni .

      Przerzedzone przez niemieckich hitlerowskich nazistów domy ciągnęły się to rzadziej , to gęściej wzdłuż błękitnej wstęgi Soły na obu jej brzegach . Jak kwiaty wśród liści sadów . Oczy Franka zatrzymały się w miejscu , gdzie stał przed wojną jego dom rodzinny . Był tam tylko sad ze starymi gruszami sadzonymi jeszcze przez dziadka a plac po domu i podwórku zielenił się świeżą trawą . Dwa domy dalej mieszkała Hanka . Z komina jej domu snuła się błękitna smużka dymu .

      Obraz przybliżał się w miarę jak zjeżdżał stromo w dół . Już z dala na moście zobaczył kolorową szczupłą sylwetkę . Serce zabiło mocniej a na policzki wystąpiły rumieńce . Przeczesał ręką bujną ciemną fryzurę , poprawił ubranie pod pasem .

       Franek zaciął konia , który zadudnił kopytami po drewnianym moście na Sole . Chłopak porwał na konia krzyczącą i śmiejącą się głośno dziewczynę w tym samym czasie , kiedy siwek ślizgiem zahamował na wilgotnych jeszcze od porannej rosy deskach mostu . Całował ją długo i namiętnie wyczuwając nieme przyzwolenie dziewczyny .

      Znów zadudniły głucho kopyta i rozległ  się miarowy stukot wozu . Hanka spojrzała przez ramię  z trwogą , zeskoczyła zgrabnie z konia .  Poznał zbliżającą się sylwetkę starego Józofa , ojca Hanki .  Franek skłonił grzecznie głowę i zasalutował . Ten lekko skinął głową  i rzekł spokojnie do córki :

      - Szukałem cię koło domu ale mama powiedziała , żeś pewnie już w polu . A ty pobiegłaś do niego . 

      Zarumieniona Hanka lekko jak ptaszek wleciała na drabiniasty wóz i z wdziękiem zamachała Frankowi na pożegnanie .

      Zaciął konia i pojechał w stronę domu siostry Anielki , która  odwiedziny partyzantów traktowała jak normalne zdarzenie , bo jej mąż , też Franek ,  miał brata w partyzantce a siostra Gienia była ich łączniczką .

       W piekarniku chociaż pora była wczesna topił się tłuszcz z psiny , który  służył  jako maść na przeziębienie , bo obie dziewczynki Anielki kaszlały jakby na wyścigi . Wybiedzony w lesie zimą Franek wciągał nosem zapach pieczeni , która po odlaniu do słoika tłuszczu , miała iśc dla suni ,  matki trojga głodnych szczeniąt . Dla Franka  czekała już na stole jego ulubiona jajecznica . Kiedy kończył jeść , usłyszał przeraźliwe gwizdnięcie Janka  Drożdża , który wieczorem pojechał do rodziców . Mieli zaciągnąć języka we wsi i dowiedzieć się co u Niemców . W ten sposób gwizdali na ostrzeżenie . Franek nie zwlekając porwał czapkę , rzucił od drzwi :

      -Z Bogiem !

      I wskoczył na konia . Pognali na most i dalej stromym zboczem Gronia - do lasu .

      Janek zawsze miał nosa , umiał przeczuć bezbłędnie czyhające niebezpieczeństwo - takie było zdanie Franka o  przyjacielu , z którym tworzył jedną z trzech par zwiadowców w swoim oddziale . Dlatego tak szybko reagował i nawet nie pytał o przyczynę . Rozumieli się bez słów .

      Do kuchni siostry zwabieni zapachem weszli dwaj Niemcy w policyjnych mundurach .

      - Ciekawe czy Franek z kolegą są już na moście - przemknęło przez głowę Anieli .

      Anielka z małą córeczką Marysią na ręce uczyniła zapraszający gest . Jeden z nich znał trochę język polski :

      - Kózka ? - zapytał chyba dlatego , że obok domu pasła się stara rogata koza .

      - Ja , ja - odpowiedziała Aniela , bo tyle tylko umiała po niemiecku .

      Gdy jeden z nich zaglądał do piekarnika , Aniela otworzyła  drzwiczki . Zapach był tak apetyczny , że wszyscy przełknęli głośno ślinkę : ojciec , mąż Franek,  pięcioletnia Zosia a nawet malutka Marysia . A najgłośniej obaj Niemcy .

      Co było robic ?

      Obie tylne nóżki wylądowały na talerzach . Natychmiast Niemcy rozpoczęli ucztowanie . Ojciec z mężem i mała Zosia wynieśli się cichaczem . Chleb upieczony wczoraj przez Franię - bratową Anieli dopełniał reszty .

      Dopiero teraz Aniela zdała sobie sprawę z tego , co wydarzyło się przed chwilą . Niemcy kończyli psie udka .

      Co będzie dalej ? - zadrżała Aniela z trwogi .

      Niemcy z apetytem pochłaniali pieczeń . Anielka widziała , że im smakuje  . Podziękowali i wyszli tupiąc po podłodze podkutymi obcasami . Wsiedli  na swoje rowery .

      Głośno zapłakała Marysia a Aniela poczuła jak wali jej serce ze strachu i plecy oblewa zimny pot .

      KAZIMIERA PAJESTKA.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      2009sara46
      Czas publikacji:
      wtorek, 28 lutego 2017 20:49
    • FRANIA GOTUJE . HISTORIA PRAWDZIWA OPOWIEDZIANA PRZEZ MOJĄ TEŚCIOWĄ.

      MATKA MOJEGO MĘŻA - FRANCISZKA PAJESTKA  Z DOMU KUBICA. TO SIOSTRA ŻONY WŁADYSŁAWA SZCZOTKI "ORLIKA" , KTÓRY UKRYWAŁ SIĘ W LASACH AŻ DO 1950 r. DWÓCH BRACI MOJEGO TEŚCIA STANISŁAWA PAJESTKI : FRANCISZEK PAJESTKA  I MICHAŁ PAJESTKA  NALEŻELI DO NSZ I ZGINĘLI W 1946 r. MIETEK - MÓJ MĄŻ A MARYSIA TO MATKA PIOTRA TYRLIKA, GRZEGORZA TYRLIKA, JACKA TYRLIKA I GABRYSI KABACIK.

      http://kpa.blox.pl/2014/04/Frania-gotuje.html

      Od sierpnia 1943 roku Niemców w okolicy przybyło . Przez wieś przejeżdżały patrole policyjne .  Jeździło także gestapo swoimi ciężkimi motocyklami .

      A we wrześniu 1943 r. bestialski mord na Polakach w Kamesznicy i w Żabnicy odbił się echem od Beskidów i cały październik płakał deszczem .

      Ludzie wspominali też jesienną gehennę sprzed dwóch lat , kiedy to Żywiecczyzna zadrżała od grozy podczas wysiedleń , które trwały od 22 września 1940 r. do 31 stycznia 1941 r. na mocy wydanego przez Adolfa Hitlera dekretu z 7 października 1939 r. Zakładał on włączenie Górnego Śląska , w ramach którego znalazła się i Żywiecczyzna do Rzeszy Niemieckiej .

      16 tysięcy mieszkańców Żywiecczyzny zostało wywłaszczonych , wysiedlonych i deportowanych do Generalnego Gubernatorstwa przez okupanta hitlerowskiego w ramach Akcji Żywiec (Aktion Saybusch).

      Do izby u dobrych ludzi , którą zajmowała Frania - żona Frankowego brata Stanisława będącego na przymusowych robotach w Niemczech i do innych rodzin partyzantów coraz częściej zaglądali Niemcy .

      Frania oczekiwała dziś obu chłopców z lasu . I Franek i szesnastoletni Michał przystępowali do sakramentu Bierzmowania w sąsiedniej wsi Żabnicy , którego udzielić miał im  biskup krakowski . Przyjechać miał sam Arcybiskup Adam Książę Sapieha .

      Obaj przebrali się w garnitury i śnieżnobiałe , wyprane przez bratową Franię koszule i poszli przez pola do Żabnicy . Frania z małym Mietkiem na ręce i Marysią biegającą za jedną z pięciu ich kur stała przed domem i modliła się za całą rodzinę . Oczami śledziła znikające sylwetki szwagrów . Wpadła do ciasnej , zajmowanej przez nią izby . Wyniosła ubrania do stodoły i przykryła słomą .

      - Mamo , Niemcy tu idą .

      Frania wrzuciła do popielnika leżący pod poduszką pistolet , przysypała go resztką zimnego popiołu .

      Hitlerowiec rozejrzał się po izbie , podniósł poduszkę , pierzynę , zajrzał pod łóżko i do szafy .

      - Gdzie syn ? - rzucił pytanie .

      Wskazała ręką na bawiącego się kamykami Mietka .

      - Ale ten partyzant ?

      - Nie mam innego syna tylko jeszcze mam córeczkę .

      - Był tu dziś wujek ? - zwrócił się do małej Marysi  Niemiec .

      - Nikogo u nas nie było - hardo i śmiało odrzekła dziewczynka .

      Drugi wszedł do sąsiedniego pomieszczenia  . Później obaj zajrzeli do szopy i stodoły. Wreszcie poszli sobie. Frani wydawało się , że trwa to wieki .

      Obrała ziemniaki . Postawiła z garnkiem na piec . Napaliła w piecu . Kiedy już sporą chwilę ziemniaki i zupa gotowały się na piecu rozległ się huk i piec rozleciał się na kawałki .

      - Bogu dzięki , że dzieci były na podwórku .

      KAZIMIERA PAJESTKA.

       

      Mam jeszcze kilka historii rodzinnych, które mam nadzieję zamieścić tutaj.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      2009sara46
      Czas publikacji:
      wtorek, 28 lutego 2017 20:26
  • niedziela, 26 lutego 2017
  • poniedziałek, 13 lutego 2017
  • poniedziałek, 06 lutego 2017
    • ŻOŁNIERZ NSZ I LEKARZ ADAM BODZEK.

        

      Notatka i fotografia skopiowane z internetu :

      W kościele Św.Floriana w Żywcu-Zabłociu odbędą się uroczystości pogrzebowe dn, 7 lutego 2017 r. (wtorek) o godz. 14.

      W wieku 84 lat zmarł Adam Bodzek ps. Najlepszy. Był Żołnierzem wywiadu w oddziele Jerzego Figury ps. Juhas. Podporządkowanym Henrykowi Flame ps. Bartek. Od grudnia 1945 do 1947 roku działał w konspiracji NSZ. Nigdy Urząd Bezpieczeństwa nie trafił na jego trop a więc uniknął wiezienia. Ukończył Szkołę Gimnazjum w Żywcu. Następnie rozpoczął studia medyczne. Był lekarzem Chorób Wewnętrznych. W latach 90-tych wstąpił do powstałego Związku Żołnierzy Narodowych Sił Zbrojnych Okręg Podbeskidzie, gdzie aktywnie działał.Przesłuchiwany i zastraszany przez funkcjonariuszy SB nie zrezygnował z tworzenia Związku i do końca realizował misję działacza związkowego. 

       Adam Bodzek (znany w środowisku żywieckim lekarz chorób wewnętrznych) w latach 80 podjął aktywną działalność na rzecz utworzenia struktur NSZZ "Solidarność" w służbie zdrowia na terenie Żywca i powiatu.W dniu 23.11.2010 r. w Szpitalu Powiatowym w Żywcu odbyło się uroczyste spotkanie z dr. med. Adamem Bodzkiem, wyróżnionym medalem trzydziestolecia NSZZ "Solidarność".

      Wieczny odpoczynek racz Mu dać Panie :


      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      2009sara46
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 06 lutego 2017 17:58
  • wtorek, 31 stycznia 2017
  • sobota, 28 stycznia 2017
    • PARTYZANCI VII OKRĘGU ŚLĄSKIEGO NSZ ZGRUPOWANIA "BARTEK".

      RYNGRAF - noszony na piersi przez partyzantów NSZ.

        Henryk Flame (1918 Frysztat - 1 grudnia 1947 Zabrzeg).

      Antoni Biegun "Sztubak"(1924-2001)obok symbolicznego grobu partyzantów NSZ.

       Ks.mjr. Rudolf Marszałek. Związany z Oddziałem NSZ "Orła Białego" (Gustawa Matusznego), Brygadą  Świętokrzyską i z VII Oddziałem NSZ Henryka Flamego (Bartka). Aresztowany przez UB w 1946 r. Zamordowany 2 lata później przez władze komunistyczne.

      Święty  Jan Paweł II (18.05.1994 r.): 

      Trzeba wspomnieć wszystkich zamordowanych rękami także polskich instytucji i służb bezpieczeństwa pozostających na usługach systemu przyniesionego ze wschodu. Trzeba ich przynajmniej przypomnieć przed Bogiem i historią, aby nie zamazywać prawdy, naszej przeszłości w tym decydującym momencie dziejów”.

       Walka z okupantem niemieckim podczas wojny .

      Od września  1939 r. czyli od samego początku  podbicia Polski przez niemieckie nazistowskie wojska Hitlera zaczęły powstawać organizacje czynnego oporu na terenie lasów okolic Baraniej Góry . Zalążkiem były kilkuosobowe grupy . Te  oddziały początkowo niezrzeszone tworzyli mężczyźni ukrywający się w lasach  przed wywiezieniem na roboty do Niemiec czy wcieleniem do niemieckiego wojska , lub  członkowie tworzących się pod okupacją niemiecką polskich organizacji podziemnych .  Napadały one na Niemców głównie w celu zdobycia na nich broni , często równocześnie w kilku wsiach . Szerzyli w ten sposób panikę wśród Niemców budząc w nich przeświadczenie , że oddziały partyzanckie są liczne i silne .

      Z biegiem czasu grupy partyzanckie rozrosły się do sześciu  kilkunastoosobowych oddziałów . Oddział "Orła Białego" przyjął nazwę  "Barania" i Związek Walki Zbrojnej narzucił mu dowódcę "Urbana" jesienią 1942 r. Partyzanci lubili go i szanowali jako niezwykle uczciwego i prawego człowieka .

      W rejonie Beskidu Żywieckiego i Śląskiego powstały :"Romanka" , "Czantoria" , "Malinka"a do beskidzkich lasów przenikali nawet Słowacy jak Rudolf Bestwina (który po wojnie ożenił się w Kamesznicy ).

      Władze hitlerowskie stosowały różne sposoby przeciwdziałania partyzantom . Osadzanie ludności polskiej w więzieniach i obozach koncentracyjnych , rozstrzeliwanie i wieszanie , przesłuchiwanie w więzieniach - stało się nieodłącznym elementem działań niemieckich .

      Od 22 września 1940 r. do 31 stycznia 1941 r. na mocy wydanego przez Adolfa Hitlera dekretu z 7 października 1939 r. , który zakładał  włączenie Górnego Śląska , w ramach którego znalazła się i Żywiecczyzna do Rzeszy Niemieckiej , ludność polska traktowana była jako cudzoziemcy  . 16 tysięcy mieszkańców Żywiecczyzny zostało wywłaszczonych , wysiedlonych i deportowanych do Generalnego Gubernatorstwa przez okupanta hitlerowskiego w ramach Akcji Żywiec (Aktion Saybusch).

      Za działalność partyzancką w lasach w okolicach Baraniej Góry i za pomoc okolicznej ludności niesioną  partyzantom Niemcy hitlerowscy  powiesili  w Kamesznicy 10 osób dnia 3 września 1943 r. , a 11 osób  tego samego dnia w Żabnicy .

      Partyzanci po wojnie

      Oto fragment uchwały Sejmu RP z 9 listopada 2012 r., podjętej w związku z 70. rocznicą powstania Narodowych Sił Zbrojnych:

      „Siedemdziesiąt lat temu, w 1942 r., powstały Narodowe Siły Zbrojne, jedna z trzech największych polskich organizacji wojskowych walczących o wolną i niepodległą Polskę. Narodowe Siły Zbrojne utworzone zostały przez działaczy ruchu narodowego i realizowały program polityczny tego nurtu ideowego, akcentując szczególnie potrzebę walki z okupantem zarówno niemieckim, jak i sowieckim. Historyczną zasługą tej organizacji było wysunięcie przez jej środowisko polityczne postulatu powrotu Polski na Ziemie Zachodnie.

      Narodowe Siły Zbrojne, zachowując swoją samodzielność, stały się częścią Sił Zbrojnych w Kraju, podległych legalnym władzom RP na uchodźstwie i wniosły istotny wkład w walkę o niepodległość Rzeczypospolitej. Po zakończeniu II wojny światowej żołnierze Narodowych Sił Zbrojnych, a także członkowie Narodowego Zjednoczenia Wojskowego, które przejęło spuściznę NSZ, byli zaciekle zwalczani przez komunistyczne siły bezpieczeństwa. Ostatnie oddziały zbrojne ruchu narodowego wytrwały w walce do przełomu lat czterdziestych i pięćdziesiątych.

      Sejm Rzeczypospolitej Polskiej, czcząc ich pamięć, stwierdza, że Narodowe Siły Zbrojne dobrze zasłużyły się Ojczyźnie”.

      Antoni Biegun "Sztubak""Szary"  z Milówki wśród partyzantów na Baraniej Górze pojawił się dopiero w lipcu 1945 r. Szybko zebrał ich  przeszło trzydziestoosobowy oddział , który zajął się najpierw likwidacją kolaboracji  i bandytyzmu .

      Oto słynna akcja 3 Maja 1946 r.  w Wiśle w relacji Władysława Foksa pseud. "Rodzynek"(mieszkającego w Żywcu i obchodzącego w br. 97 rocznicę urodzin ) :

      „Na dzień 3 maja 1946 roku została zarządzona koncentracja prawie wszystkich oddziałów do sztabu na Baraniej Górze. W koncentracji tej nie brał udział oddział „Szarego” Antoniego Bieguna, któremu wyznaczono rolę zabezpieczenia terenu wokół Wisły, natomiast żołnierze oddziału Rodzynka rozmieszczeni zostali w miastach Cieszynie, Bielsku, Białej i Żywcu przy koszarach wojskowych, Urzędach Bezpieczeństwa, Komendach MO i ORMO, gdzie w razie jakichkolwiek większych zgrupowań mieli natychmiast o tym meldować. Przy takiej obstawie oddziały „Bartka” zeszły ze stoków Baraniej Góry i w szyku bojowym, w pięknym uzbrojeniu, z ryngrafami na piersiach przemaszerowali ulicami Wisły. Oddziały te w ilości 200 żołnierzy prowadził z-ca komendanta Oddziałów Leśnych Jan Przewoźnik „Ryś” a defiladę przyjmował sam komendant Henryk Flame „Bartek”. Trwało to około dwóch godzin".

      Kpt. Henryk Flame ps. "Grot" w AK ( w walce z hitlerowcami ) ,  a później działał pod pseudonimem  "Bartek" - legendarny dowódca partyzantów NSZ (w walce z komunizmem), bohater , który powinien służyć za wzór naszej młodzieży - i Antoni Biegun "Sztubak"(dowódca  VII Okręgu NSZ wchodzącego w skład zgrupowania "Bartka"). Obaj przeciwni byli wysyłaniu na zachód swoich partyzantów i nawet podejrzewali zagrożenie ze strony Henryka Wendrowskiego ps."Lawina" .  Henryk Wendrowski wygłosił 20 sierpnia 1946 roku na Baraniej Górze płomienne przemówienie do partyzantów NSZ, w którym poinformował o rozkazie dowództwa NSZ przegrupowania oddziałów leśnych na zachodnie ziemie odzyskane. Tak rozpoczęła się operacja bezpieki pod kryptonimem „Lawina” , która stanowiła początek zbrodni ludobójstwa dokonanej na  partyzantach Narodowych Sił Zbrojnych.

      Dziś już wiemy , że były  2 miejsca masowych mordów . Jedno - w okolicach wsi Baruta , na pograniczu opolskiego i śląskiego województwa , drugie niedaleko Łambinowic .

      Antykomunistyczna partyzantka prowadziła nierówną walkę z UB , MO , KBW , ORMO po wojnie do roku 1947 , kiedy to władze ogłosiły amnestię . Wtedy nieliczni pozostali ujawnili się , a kilku dalej pozostało w lesie . Najdłużej , bo do 24 listopada 1950 r. ukrywali się w Kamesznicy dwaj partyzanci "Bartka" : Jan Filary ps."Lis" i Władysław Szczotka ps."Orlik" . Zostali otoczeni przez grupę operacyjną w zasadzce zorganizowanej na podstawie donosów przez cieszyński Urząd Bezpieczeństwa Publicznego  i zastrzeleni tam , gdzie samotnie w strachu pędzili tak długo swoje życie - wśród beskidzkich lasów , które wiele powiedziałyby o przyjaźni i zdradzie gdyby potrafiły mówić.

      Zbigniew Herbert powiedział 

      "Nie dajmy zginąć poległym ".

      a  Wawrzyniec Hubka  :

      "Mnie okrzyczano przestępcą , lecz tej potwarzy nie wstydzę się wcale ,

      Bo to , com uczynił - czyniłem dla Polski i ku jej chwale "...

      Słowa wiersza żołnierza Narodowych Sił Zbrojnych Wawrzyńca Hubki pseudonim "Drwal" i drugi :"Góral" , poety . Ukrywał się w lesie do 1951 r.  Jesienią tegoż roku został aresztowany i  skazany na 12 lat więzienia za działalność w antykomunistycznej partyzantce. Wyszedł w 1956 r. Pisał wiersze . Zdobywał nagrody w konkursach poetyckich ziemi żywieckiej .

      Na prośbę Antoniego Bieguna z Milówki pseudonim  "Sztubak"- byłego dowódcy jednego z oddziałów partyzanckich działających po wojnie w rejonie Baraniej Góry ,  ks. Władysław Nowobilski - proboszcz kościoła jednej doby w Ciścu  wyraził zgodę na wzniesienie symbolicznego grobu przed kościołem .

      Ks. bp. Tadeusz Rakoczy poświęcił nagrobek w 1997 r. podczas zorganizowanej uroczystości patriotycznej.Tu w Ciścu w naszym Kościele jednej doby odbywają się teraz co roku  patriotyczne uroczystości dla uczczenia żołnierzy walczących po wojnie o wolną Polskę .

      Tu  27 kwietnia 2014 r. do Kościoła pod wezwaniem św. Maksymiliana Kolbe  przybyli przedstawiciele Instytutu Pamięci Narodowej , w celu uświadomienia mieszkańcom Ciśca i innych miejscowości  okoliczności w jakich zginęli żołnierze Narodowych Sił Zbrojnych oraz w celu pobrania próbek materiałów genetycznych i danych osobowych ofiar od ich najbliższych krewnych .

      Licznie zebrani krewni ofiar z września 1946 r. wysłuchali prelekcji ilustrowanej pokazem fotografii z miejsca tragedii , gdzie IPN prowadzi prace archeologiczne z użyciem najnowocześniejszego sprzętu wykopaliskowego . Wstrząsające były fotografie znalezionych kości ofiar , z których żadna nie była w całości . W oczach wielu słuchaczy błyszczały łzy .  Pracownicy Instytutu Pamięci Narodowej  podjęli się tak trudnego a potrzebnego wyjaśniania mrocznych historycznych tajemnic .

      Dzięki badaniom IPN dziś już wiemy więcej  o tym , gdzie i w jakich okolicznościach zginęli  partyzanci z naszych okolic  , którym wzniesiono ten symboliczny grób .

      Dziś już wiadomo , że do zarządu Narodowych Sił Zbrojnych w Gliwicach weszło dwóch agentów kontrwywiadu sowieckiego i oni przyjechali  do "Bartka" , dowódcy jednego z  partyzanckich oddziałów działających w rejonie Baraniej Góry z rozkazem załadowania partyzantów na samochody , bo organizowany jest przerzut na zachód . Wyjechali kilkoma samochodami w różnych terminach . I ślad po nich zaginął .

      Dopiero kilka ostatnich lat badań przynosi wyjaśnienie chociaż części tajemnicy ich zaginięcia - to  Polana Śmierci w Barucie  w pobliżu Strzelec Opolskich .  

       Do Baruty corocznie z Ciśca ks. Władysław Nowobilski organizuje wyjazdy rodzin poległych partyzantów .

      Partyzanci działający w lasach porastających stoki Baraniej Góry mogli prowadzić  działalność ponieważ mieli oparcie w swoich rodzinach mieszkających w okolicznych wsiach Beskidu Śląskiego i Żywieckiego . Aprowizacja dla przeszło 180 ludzi , przetrwanie zimy , chorób , akcje - to wszystko wymagało zaangażowania wielu ludzi akceptujących ich działania : gospodarzy , piekarzy a także zaprzyjaźnionych lekarzy . Twardzi , beskidzcy górale w większości potrafili być pomocni partyzantom . Na szczególne wyróżnienie zasługują mieszkańcy polan śródleśnych  takich jak : Barania Bobki , Barania Cisiecka , Stecówka , Cumówki , Berkówki , Pietrasionka i inne , które w niedostępnych okresach zimowych służyły ciepłem swych siedzib . Latem pomocą służyli aż do 1950 r. juhasi i baca Jopek Józef wypasający owce na Hali Magurce (radziechowskiej). 

      Początkowo oddział "Sztubaka " należał do zgrupowania " Bartka "Henryka Flame ,który w grudniu 1947 r. zginął od kuli milicjanta Rudolfa Dadaka .

      Krewni partyzantów NSZ nauczeni strasznymi doświadczeniami , milczeniem przez długie lata o czynach swoich bliskich dalej niezbyt chętnie o nich opowiadają .

      Ludzie z Ciśca , którzy należeli do oddziałów Narodowych Sił Zbrojnych (NSZ) na czele których stał legendarny "Bartek" Henryk Flame wg listy IPN:

      Jan                    pseudonim : "Roch",Cisiec  ,partyzant

       1. Jan Dróżdż                   łącznik , partyzant,

       2. Franciszek Dziedzic  , "Orlik" ,  partyzant

       3. Władysław Dziedzic  "Waldemar" ,  partyzant

      4. Józef Greń                               partyzant

      5. Antoni Gustyński  "Kuna"    partyzant

      6. Józef Kubica   "Bolesław"   łącznik "Bartka"

      7. Władysław Kubica   "Czapla",  partyzant

      8. Stanisław Kupczak , "Huragan", "Zdrój" , partyzant

      9. Franciszka Kubica   , "Frania" , łączniczka

      10. Stanisław Kuśnierz , partyzant

      11. Stanisław Łajczak   ,"Wtorek , partyzant

      12. Jan Łajczak  ,  partyzant

      13. Genowefa Madejczyk  , "Jodła",  łączniczka

      14. Józef Maślanka , "Borsuk , partyzant

      15. Karol Maślanka  , "Tygrys" ,partyzant

      16. Jan Motyka                         , partyzant

      17. Franciszek Pajestka ,   partyzant

      18. Michał Pajestka  ,  partyzant

      19. Tadeusz Skrzypek ,"Zan", wywiad,łączność , partyzant ,

      20. ?           Słowik  ,  partyzant

      21. Jan Szczotka  , "Hucuł",  partyzant

      22. Karol Szczotka  ,  partyzant

      23. Stanisław Szczotka   ,  partyzant

      24. Jan Talik , "Konicek" , partyzant

      25. Franciszek Talik  , "Miś", partyzant

      25. Karol Talik , "Ryś" , partyzant

      26 .         Tetłak  , partyzant

      27.         Tyrlik , partyzant

      28. Julian Wojciuch  , "Wróbel",  partyzant

      29. Jan Wojtas  ,"Pilot",  partyzant

      30.        Wojtas ,  partyzant

      31. Franciszek Zawada , "Skrzetuski",  partyzant

      32. Jan Zawada , "Grom" , partyzant

      33. Józef Zawada  , "Sosna" , partyzant

      34.Franciszek Brodka, partyzant

      (Szczegółowe dane mam jeszcze niepełne i w miarę ich zdobywania wpis będę uzupełniać. K. Pajestka).

      Władysław Dziedzic "Waldemar". Na początku lat pięćdziesiątych odsiadywał wyrok w więzieniu w Rawiczu . Następnie wyjechał do Australii. Według słów pani Ewy Kuś w latach osiemdziesiątych ub. wieku powrócił do kraju i mieszkał w mieszkaniu , które było zapisane na panią Ewę, wraz z matką, którą przywiózł do Bielska - Białej ze Świnnej. Pani Ewa Kuś po jego śmierci przeniosła się do Żywca - Sporysza .Szczegółów podała mi mało, bo ma już kłopoty z pamięcią . Podkreślała w rozmowie, że bał się i nie chciał mówić o swoim życiu . 

      Franciszek Dziedzic  . Wraz ze starszym bratem Władysławem  i innymi brał udział w latach pięćdziesiątych w ucieczce z więzienia , jednak pochwycony , oskarżony o czynny udział w zorganizowaniu akcji skazany został na dożywocie . Po wyjściu z więzienia pracował jako piekarz w Milówce . W 1972 przeszedł na rentę inwalidzką .

      Jan Talik "Konicek" po wyjściu z więzienia zbierał przedmioty używane przez przodków mieszkańców tych terenów ,  do swojego prywatnego muzeum ,  człowiek niezwykły , miłośnik gór , góralskiej tradycji , umiejący pięknie śpiewać i opowiadać gwarą okolic Żywca .

      Jan Drożdż , Michał Pajestka i Franciszek Pajestka  . Młodszego , siedemnastoletniego zapaleńca Michała , który był w oddziale chroniony i nie mógł się doczekać , kiedy pójdzie z innymi na akcję żegnał w Wiśle starszy brat Franek Pajestka - który był w oddziale Bartka zwiadowcą wraz z Janem  Drożdżem . Obaj : i Janek  Dróżdż i Franek Pajestka wyjechali wraz z innymi drugim  transportem w nieznane   . W tej liczbie wysłanych 167 żołnierzy Bartka  z NSZ " Beskidy" zginęło 2  wujków mojego męża , braci ojca  i zarazem 2 wujków wójta Gminy Węgierska Górka Piotra Tyrlika ( bracia dziadka Stanisława Pajestki ) : Franciszek Pajestka  i Michał Pajestka.

      Jan Szczotka pseud . "Hucuł" - były żołnierz Zgrupowania Partyzanckiego NSZ "Bartek" , kombatant NSZ . Podczas wojny walczył z okupantem hitlerowskim w lasach sandomierskich , gdzie wraz z rodzicami został wysiedlony z Ciśca . Walkę kontynuował w beskidzkich lasach zaraz po wojnie w oddziale najpierw Antoniego Bieguna pseud."Sztubak" , później "Bartka"( Henryka Flame ) z innym wrogiem - komunistyczną władzą panoszącą się w Polsce . Ujawnił się 5 marca 1947 r i był jednym z nielicznych , którzy przeżyli powojenne piekło skrytobójczych mordów dokonanych przez funkcjonariuszy UBP , wieloletnie więzienie i represje . Zdobył zawód spawacza i pracował w Węgierskiej Górce .

      Antoni Gustyński "Kuna" i Franciszka ( Kubica)"Frania" - On były partyzant NSZ , ona: łączniczka . Ujawnili się w 1946 . Zwolnieni z więzienia w 1947 r. po amnestii . W 1948 r. pobrali się . W 1951 r. został aresztowany w Milówce i oskarżony o zabicie sowieckiego skoczka i za posiadanie broni . Dostał 5 lat więzienia . Odsiedział 3 lata pracując cały czas w kopalni "Siersza" i wyszedł na warunkowe zwolnienie . Żona jego , po aresztowaniu męża żyła w skrajnej biedzie z trójką dzieci , często niepokojona przez odwiedziny milicji i UB , bo podejrzewali , że dalej kontaktuje się z pozostałymi w lesie  kilkoma partyzantami antykomunistycznymi . A tak właśnie było . W 1954 r. Gustyńscy przenieśli się z Kamesznicy do   Ciśca  . Tu wychowali swoje dzieci . Na cmentarzu w Ciścu znajduje się ich grób .

      Tadeusz Skrzypek "Zan" nie ujawnił się i zaginął bez śladu .

      Stanisław Kupczak "Huragan" , "Zdrój" . Ujawnił się w Nowym Targu . Wrócił do domu . Tu w 1948 r. został aresztowany i przetrzymywany bez wyroku do 1950 r. Wrócił do Ciśca , ożenił się , pracował jako księgowy . Kombatant NSZ .

      Anna Szczotka ( primo voto Maślanka   wdowa po Józefie Maślance pseudonim  „Borsuk”, partyzancie Narodowych Sił Zbrojnych z oddziału Antoniego Bieguna „Sztubaka”." za pomoc udzielaną partyzantom była aresztowana w grudniu 1945 r. Maltretowana przez funkcjonariuszy UB w Żywcu, nikogo nie wydała . Sądzona przez Wojskowy Sąd Rejonowy w Krakowie wiosną 1946 r. została uniewinniona . W sierpniu 1946 r. ostatni raz widziała się z mężem, który wraz z innymi partyzantami zdecydował się na wyjazd na Zachód. Józef Maślanka został zamordowany we wrześniu 1946 r. przez funkcjonariuszy UB, najprawdopodobniej w trakcie tzw. operacji „Lawina” na  Śląsku Opolskim.  

      Przeszło 70 lat upłynęło od r. 1946 - bohaterowie walk antykomunistycznych  między innymi i z Ciśca zginęli w niewyjaśnionych dotąd do końca okolicznościach . Zdrajcy nie zostali ukarani . Rodziny latami poszukiwały swoich bliskich przez Polski Czerwony Krzyż  i innymi dostępnymi środkami .

      Maciej T. Nowak " Operacja "Lawina" . "Dzieje przemilczanej zbrodni "to książka wydana w 2012 r. przedstawiająca te tragiczne zdarzenia w świetle badań Instytutu Pamięci Narodowej

      Na polanie Hubertus między wsiami Barut i Dąbrówka miejscowa ludność postawiła partyzantom z rejonu Beskidu Śląskiego i Żywieckiego pomnik . Napis na na nim głosi :

      "We wrześniu 1946 r. do resztek oddziałów leśnych NSZ , AK , Win działających w górach w rejonie źródeł Wisły , Soły i Skawy , a walczących dalej , (mimo zakończenia wojny w maju 1945 r. ) o prawdziwie wolną i niepodległą Polskę , przeniknęli konfidenci z milicji i Urzędu Bezpieczeństwa PRL-u , którzy obiecywali przeprowadzenie żołnierzy do Armii Polskiej gen. Andersa we Włoszech .

      W czasie tej akcji oddziały zostały podzielone na mniejsze grupki , a następnie rozbrojone . Partyzantów przewieziono samochodami do stodoły stojącej na tej polanie . Po drodze dołączono do nich przetrzymywanych w więzieniach żołnierzy powracających z zachodu do Polski oraz AK - owców .

      By nie było żadnych świadków , przygotowanego dokładnie mordu , las otoczono szczelnym kordonem milicji , w czasie przejazdu samochodów przez pobliską wieś Barut , z drogi i obejść usunięto wszystkich ludzi , okna musiały być szczelnie pozasłaniane , przy każdym domu stał milicjant .

      Spowodowany został potężny wybuch amunicji i benzyny celowo ukrytych pod dylami i słomą . Ogień strawił doszczętnie stodołę , łącznie z ciałami rozszarpanych żołnierzy . Ranni porozrzucani wybuchem po całej polanie byli dobijani i wrzucani do ognia . Żołnierzy , którzy nie mieścili się w stodole , rozstrzelano w pobliskich zagajnikach .

      Postawienie tegoż pomnika stało się możliwym dopiero po 54 latach od dokonania tego perfidnego mordu , gdy zrywem Solidarności całego narodu , obalony został zbrodniczy ustrój komunistyczny a do Polski nadeszła wolność i niepodległość , o którą walczyli ci młodzi 18 - 25 letni partyzanci . Cześć ich pamięci ! Boże daj Im wieczne spoczywanie !" 

       A DO CZEGO POTRZEBNY CI TEN MÓJ TEKST, ŻE DRUKUJESZ GO W TEN SPOSÓB?

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      2009sara46
      Czas publikacji:
      sobota, 28 stycznia 2017 21:23
  • środa, 30 listopada 2016
    • ZIEMIA PRZEMÓWIŁA - FILM O MAKABRYCZNEJ ZBRODNI BEZPIEKI.

       

      "ZIEMIA PRZEMÓWIŁA"- film o makabrycznej zbrodni bezpieki na Żołnierzach Wyklętych  z terenu Żywiecczyzny w wyniku akcji prowokacyjnej "Lawina" przeprowadzonej przez U B przeszło 70 lat temu.

      "We wrześniu 1946 roku żołnierze z oddziału legendy Podbeskidzia kpt. Henryka Flame ps. „Bartek” byli przekonani, że trwa akcja ewakuacji ich na zachód. W rzeczywistości była to operacja Urzędu Bezpieczeństwa, któremu udało się wprowadzić w szeregi oddziału swoich agentów. Zgrupowanie Narodowych Sił Zbrojnych dowodzone przez „Bartka” zostało podzielone na trzy transporty, które z Podbeskidzia miały jechać na zachód. Wszystkie zatrzymały się na Opolszczyźnie. Żołnierze dostali kolację, w trakcie której częstowano ich zatrutym alkoholem. O świcie zaczęła się likwidacja – niektórych rozstrzelano, część zaś wysadzano w powietrze w budynkach, w których poprzedniego wieczora położyli się spać".

      Scenariusz produkcji, którą wyreżyserował Andrzej Buchowski, został oparty o książkę Macieja Nowaka pt. „Operacja Lawina. Przemilczana zbrodnia UB”.

       Zespół prof. Krzysztofa Szwagrzyka od kilku lat poszukiwał śladów tej zbrodni w Barucie, w okolicy Łambinowic i na terenie starego niemieckiego lotniska pod Starym Grodkowem. Równocześnie trwało też śledztwo IPN w tej sprawie. Szczątki żołnierzy Narodowych Sił Zbrojnych z oddziału kpt. Henryka Flame ps. „Bartek” udało się odnaleźć dopiero w marcu 2016 roku.

      Pomnik Żołnierzy Wyklętych w Żywcu.

       

      Symboliczny grób Żołnierzy Wyklętych w Ciścu .

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      2009sara46
      Czas publikacji:
      środa, 30 listopada 2016 00:17
  • czwartek, 15 września 2016
  • niedziela, 26 czerwca 2016
  • poniedziałek, 02 maja 2016
  • niedziela, 03 kwietnia 2016
    • ŻOŁNIERZE WYKLĘCI - ODNALEZIENI !

      LINKI :

      RAECZPOSPOLITA : IPN trafił na szczątki żołnierzy "Bartka"?

      Wyklęci - odnalezieni.

      Rodziny odwiedziły miejsce ich spoczynku

        

      /fot. z internetu/

      Dzięki pracy archeologów z IPN  udało się w okolicach Starego Grodkowa odkryć szczątki  Żołnierzy Wyklętych z oddziału Henryka Flamego "Bartka" zamordowanych we wrześniu 1946 r.

      Katowicki IPN wznowił śledztwo w sprawie zbrodni komunistycznej będącej zbrodnią przeciwko ludzkości popełnionej przez UB na żołnierzach NSZ z oddziału Henryka Flamego ps."Bartek".

      1 kwietnia delegacja rodzin zamordowanych z Ciśca na czele z proboszczem Władysławem Nowobilskim z Ciśca  oraz z Piotrem Tyrlikiem - wójtem Węgierskiej Górki i z Zofią Pajestką-Jurasz (pracującą  nad albumem "Cisiec na starej fotografii") udali się na miejsce- w okolice Grodkowa na Opolszczyźnie, gdzie znaleziono szczątki zamordowanych przez UB we wrześniu 1946 r. 

      ..."W komunikacie poinformowano , że w piątek ( 8 kwietnia) zakończono prace dotyczące poszukiwania szczątków w Starym Grodkowie na Opolszczyźnie prowadzone przez Samodzielny Wydział Poszukiwań IPN pod kierunkiem prof. Krzysztofa Szwagrzyka, pełnomocnika prezesa IPN ds. poszukiwań nieznanych miejsc pochówku ofiar terroru komunistycznego. Prace te trwały od 7 marca 2016 r"...

      W ich wyniku odnaleziono szczątki ok. 30 osób , które przewieziono do Zakładu Medycyny Sądowej Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu celem wykonania szczegółowych badań i wydania kompleksowej opinii sądowo-lekarskiej a także wykonane zostaną badania genetyczne.

      ..."Z komunikatu katowickiego IPN wynika , że 69 żołnierzy z formacji "Bartka" miało zostać zastrzelonych  strzałem w potylicę na terenie nieustalonej wciąż miejscowości powiatu opolskiego"... 

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      2009sara46
      Czas publikacji:
      niedziela, 03 kwietnia 2016 18:24
  • sobota, 27 lutego 2016
  • niedziela, 09 marca 2014
    • Partyzanci na Baraniej Górze - szkic .

      Publikacje na tematy związane z walką Żołnierzy Wyklętych są coraz liczniejsze ale bohaterowie i świadkowie tamtych zdarzeń odeszli a nielicznych pozostałych wnet nie będzie . Dokumenty pozostałe w UB Katowice czy też z aresztowań w czasie wojny w Mysłowicach i w Bielsku - i po wojnie oczywiście są niewiarygodne .

      Właściwie to ludźmi starymi są ci , którzy wówczas byli dziecmi .

      Maciej T. Nowak " Operacja "Lawina" . "Dzieje przemilczanej zbrodni "to książka wydana w 2012 r. przedstawiająca te tragiczne zdarzenia w świetle badań Instytutu Pamięci Narodowej .

      Od września  1939 r. czyli od samego początku  podbicia Polski przez niemieckie nazistowskie wojska Hitlera zaczęły powstawac organizacje czynnego oporu na terenie lasów okolic Baraniej Góry . Zalążkiem były kilkuosobowe grupy . Jedną z nich tworzyli Gustaw Matuszny "pseudonim "Biały Orzeł ", Ludwik Ligocki , Gorzałka  Paweł -  pochodzący z Koniakowa i ich kilku towarzyszy .

      Te kilkunastoosobowe oddziały początkowo niezrzeszone tworzyli mężczyźni ukrywający się  przed wywiezieniem na roboty do Niemiec czy wcieleniem do niemieckiego wojska , lub  członkowie tworzących się pod okupacją niemiecką polskich organizacji podziemnych .  Napadały one na Niemców głównie w celu zdobycia na nich broni , często równocześnie w kilku wsiach . Szerzyli w ten sposób panikę wśród Niemców budząc w nich przeświadczenie , że oddziały partyzanckie są liczne i silne .

      Z biegiem czasu grupy partyzanckie rozrosły się do sześciu  kilkunastoosobowych oddziałów . Oddział "Orła Białego" przyjął nazwę  "Barania" i Związek Walki Zbrojnej narzucił mu dowódcę "Urbana" jesienią 1942 r. Partyzanci lubili go i szanowali jako niezwykle uczciwego i prawego człowieka . "Urban" zginął od kuli ...(artykuł w następnym wpisie).

      W rejonie Beskidu Żywieckiego i Śląskiego powstały :"Romanka" , "Czantoria" , "Malinka"a do beskidzkich lasów przenikali nawet Słowacy jak Rudolf Bestwina (który po wojnie ożenił się w Kamesznicy ).

      Władze hitlerowskie stosowały różne sposoby przeciwdziałania partyzantom . Osadzanie ludności polskiej w więzieniach i obozach koncentracyjnych , rozstrzeliwanie i wieszanie , przesłuchiwanie w więzieniach - stało się nieodłącznym elementem działań niemieckich .

       

      Za działalnośc partyzancką w lasach w okolicach Baraniej Góry i za pomoc okolicznej ludności niesioną  partyzantom Niemcy hitlerowscy  powiesili  w Kamesznicy 10 osób dnia 3 września 1943 r. Dwie osoby nieznane z nazwiska oraz : Kuśnierz Franciszek , Kurowski Leon , Misiarz Jan , Matuszny Stanisław , Roczyna Józef , Szczotka Wawrzyniec , Zeman Jan i Zeman Ludwik . Miejsce egzekucji upamiętniono obeliskiem z tablicą pamiątkową . Wspomnienia naocznego świadka .

      Tego samego dnia  1943r.  Niemcy hitlerowscy powiesili też partyzantów w Żabnicy . H. Woźniak : cytuję : ..."Na skutek prowokacji i donosów konfidentów, w lipcu i sierpniu 1943 roku nastąpiły masowe aresztowania w Kamesznicy, Sopotni Małej, i Wielkiej, Węgierskiej Górce i Żabnicy, pod zarzutem kontaktu z partyzantką i udzielanie jej pomocy. Wszyscy aresztowani byli przewożeni do Bielska, a następnie do Mysłowic. Spośród aresztowanych wybrano 21 osób i publicznie na oczach spędzonych na egzekucję powieszono w dniu 3 września 1943 r. 10 w Kamesznicy i 11 w Żabnicy. W Żabnicy zginęli wtedy: Fryderyk Gaweł, Józef Fijak, Franciszek Chowaniec, Jan Kania, Jan Żabnicki, Franciszek Szumlas, Stanisław Konior, Jan Waligóra, Rudolf Dobosz i Jan Zeman ".

       We wrześniu 1943 r. bestialski mord na Polakach w Kamesznicy i w Żabnicy wywołał trwogę w okolicznych wsiach  .

      Ludzie wspominali też jesienną gehennę sprzed dwóch lat , kiedy to Żywiecczyzna zadrżała od grozy podczas wysiedleń , które trwały od 22 września 1940 r. do 31 stycznia 1941 r. na mocy wydanego przez Adolfa Hitlera dekretu z 7 października 1939 r. Zakładał on włączenie Górnego Śląska , w ramach którego znalazła się i Żywiecczyzna do Rzeszy Niemieckiej . 16 tysięcy mieszkańców Żywiecczyzny zostało wywłaszczonych , wysiedlonych i deportowanych do Generalnego Gubernatorstwa przez okupanta hitlerowskiego w ramach Akcji Żywiec (Aktion Saybusch).

       Partyzantka umacniała się i organizowała . Związek Walki Zbrojnej w czasie okupacji przekształcał się w Armię Krajową a po wojnie partyzanci , którzy nie akceptowali  nowej władzy organizowali Narodowe Siły Zbrojne .

      "Sztubak" - Antoni Biegun z Milówki wśród partyzantów na Baraniej Górze pojawił się dopiero w lipcu 1945 r. Szybko zebrał ich  przeszło trzydziestoosobowy oddział , który zajął się najpierw likwidacją kolaboracji  i bandytyzmu .

      Oto słynna akcja 3 Maja 1946 r.  w Wiśle w relacji Władysława Foksa pseud. "Rodzynek" :

      „Na dzień 3 maja 1946 roku została zarządzona koncentracja prawie wszystkich oddziałów do sztabu na Baraniej Górze. W koncentracji tej nie brał udział oddział „Szarego” Antoniego Bieguna, któremu wyznaczono rolę zabezpieczenia terenu wokół Wisły, natomiast żołnierze oddziału Rodzynka rozmieszczeni zostali w miastach Cieszynie, Bielsku, Białej i Żywcu przy koszarach wojskowych, Urzędach Bezpieczeństwa, Komendach MO i ORMO, gdzie w razie jakichkolwiek większych zgrupowań mieli natychmiast o tym meldować. Przy takiej obstawie oddziały „Bartka” zeszły ze stoków Baraniej Góry i w szyku bojowym, w pięknym uzbrojeniu, z ryngrafami na piersiach przemaszerowali ulicami Wisły. Oddziały te w ilości 200 żołnierzy prowadził z-ca komendanta Oddziałów Leśnych Jan Przewoźnik „Ryś” a defiladę przyjmował sam komendant Henryk Flame „Bartek”. Trwało to około dwóch godzin".

      Partyzanci działający w lasach porastających stoki Baraniej Góry mogli prowadzic  działalnośc ponieważ mieli oparcie w swoich rodzinach mieszkajacych w okolicznych wsiach Beskidu Śląskiego i Żywieckiego . Aprowizacja dla przeszło 180 ludzi , przetrwanie zimy , chorób , akcje - to wszystko wymagało zaangażowania wielu ludzi akceptujących ich działania : gospodarzy , piekarzy a także zaprzyjaźnionych lekarzy . Twardzi , beskidzcy górale w większości potrafili byc pomocni partyzantom . Na szczególne wyróżnienie zasługują mieszkańcy polan wśródleśnych  takich jak : Barania Bobki , Barania Cisiecka , Stecówka , Cumówki , Berkówki , Pietrasionka i inne , które w niedostępnych okresach zimowych służyły ciepłem swych siedzib . Latem pomocą służyli aż do 1950 r. juhasi i baca wypasający owce na Hali Mgurce (radziechowskiej).

      Początkowo oddział "Sztubaka " należał do zgrupowania "Bartka" Henryka Flame , jednak później w marcu 1947 ze względu na różnicę zdań w dowództwie NSZ odłączył się od "Bartka", który w grudniu 1947 r. zginął od kuli milicjanta Rudolfa Dadaka .

       Kapitan Henryk Flame   to polski bohater , który winien  służyc za wzór naszej młodzieży .

       Kpt. Henryk Flame ps. "Grot" w AK ( w walce z hitlerowcami ) ,  a później pod pseudonimem  "Bartek" - legendarny dowódca partyzantów NSZ( w walce z komunizmem) i Antoni Biegun "Sztubak"(dowódca  VII Okręgu NSZ wchodzącego w skład zgrupowania "Bartka") przeciwni byli wysyłaniu na zachód swoich partyzantów i nawet podejrzewali zagrożenie ze strony Henryka Wendrowskiego ps."Lawina" podającego się za kapitana z dowództwa VII Śląskiego okręgu NSZ oraz ze strony Kazimierza Zaborskiego ps. "Górny - Łamigłowa" .

      " Ten perfidny agent UB "LAWINA" - Henryk Wendrowski wygłosił 20 sierpnia 1946 roku na Baraniej Górze płomienne przemówienie do partyzantów NSZ, w którym poinformował o rzekomym rozkazie dowództwa NSZ przegrupowania oddziałów leśnych na zachodnie ziemie odzyskane.
      W taki oto sposób rozpoczęła się operacja bezpieki pod kryptonimem „Lawina” , która stanowiła początek zbrodni ludobójstwa dokonanej na kilkuset partyzantach Narodowych Sił Zbrojnych.
      Według mojej wiedzy pełna lista członków NSZ współpracujących z bezpieką nigdy nie została opublikowana, a z uwagi na fakt, że do NSZ wstępowali również funkcjonariusze MO a nawet UB, to warto byłoby wreszcie sprawdzić , który z nich wstąpił do zgrupowania „Bartka” dlatego , że został oddelegowany przez bezpiekę ?" - cytowałam Rajmunda Pollaka .

      Natomiast młodzi chłopcy  zostali wysłani z Wisły w zaplombowanych z zewnątrz wagonach towarowych na śmierc   i nigdy do domu nie wrócili .

      Ich transport odbył się pociągiem w dwóch grupach . Młodszego , siedemnastoletniego zapaleńca Michała , który był w oddziale chroniony i nie mógł się doczekac , kiedy pójdzie z innymi na akcję żegnał w Wiśle starszy brat Franek Pajestka - który był w oddziale Bartka zwiadowcą wraz z Janem  Drożdżem . Obaj : i Janek  Dróżdż i Franek Pajestka wyjechali wraz z innymi drugim kolejowym transportem z Wisły  . 

      W tej liczbie wysłanych 167 żołnierzy Bartka  z NSZ " Beskidy" zginęło 2  wujków mojego męża , braci ojca : Franciszek Pajestka  i Michał Pajestka.

      Ci , którzy się ujawnili spędzili w więzieniu powojenne lata .

      Najdłużej , bo do 24 listopada 1950 r. ukrywali się w Kamesznicy dwaj partyzanci "Bartka" : Jan Filary ps."Lis" i Władysław Szczotka ps."Orlik" . Zostali otoczeni przez grupę operacyjną UB zostali zastrzeleni tam , gdzie samotnie w strachu pędzili tak długo swoje życie - wśród beskidzkich lasów , które wiele powiedziałyby o przyjaźni i zdradzie gdyby potrafiły mówic.

      CZEŚC ICH PAMIĘCI !

      Poniżej córka Władysława Szczotki : Wanda Snaczke oraz po prawej łączniczka "Bartka" Genowefa Madejczyk .

        

       

      Symboliczny grób partyzantów Narodowych Sił Zbrojnych przed kościołem jednej doby w Ciścu .

       

      Na prośbę Antoniego Bieguna pseudonim "Sztubak"- byłego dowódcy jednego z oddziałów partyzanckich działających po wojnie w rejonie Baraniej Góry ,  ks. Władysław Nowobilski - proboszcz kościoła jednej doby w Ciścu  wyraził zgodę na wzniesienie symbolicznego grobu przed kościołem . Ks. bp. Tadeusz Rakoczy poświęcił nagrobek w 1997 r. podczas zorganizowanej uroczystości patriotycznej .

      Dzięki badaniom IPN dziś już wiemy więcej niż wtedy o tym , gdzie i w jakich okolicznościach zginęli  partyzanci z naszych okolic  , którym wzniesiono ten symboliczny grób .

      Dziś już wiadomo , że do zarządu Narodowych Sił Zbrojnych w Gliwicach weszło dwóch agentów kontrwywiadu sowieckiego i oni przyjechali  do "Bartka" , dowódcy jednego z  partyzanckich oddziałów działających w rejonie Baraniej Góry z rozkazem załadowania partyzantów na samochody , bo organizowany jest przerzut na zachód . Wyjechali kilkoma samochodami w różnych terminach . I ślad po nich zaginął .

      Dopiero kilka ostatnich lat badań przynosi wyjaśnienie chociaż części tajemnicy ich zaginięcia : Polana Śmierci w Barucie  w pobliżu Strzelec Opolskich .  

      A oto sprawozdanie z ubiegłorocznych obchodów rocznicowych (wraz z błędem w nazwisku naszego proboszcza - uczestnika tego święta ).

       CYTUJĘ :"O tej zbrodni przez lata nie można było mówić. Ten czas na szczęście już minął i można oddać cześć partyzantom i żołnierzom zamordowanym w 1946 roku pod Dąbrówką w gminie Wielowieś.
      W ostatnią sobotę września na polanie w Barucie koło Dąbrówki odbyła się uroczystość upamiętniająca zbrodnię, dokonaną w tym miejscu 65 lat temu. We wrześniu 1946 roku zginęło tu ok. 200 partyzantów Polskiego Państwa Podziemnego z Podhala, zwabionych obietnicą wyjazdu na Zachód przez agentów UB i NKWD, a także żołnierzy wracających z Zachodu. Umieszczono ich w baraku, który został wysadzony w powietrze i spalony. Miejsce to upamiętnione mogło zostać dopiero po polskich przemianach ustrojowych w 1989 roku – stoi tu postawiony przez miejscową ludność krzyż, pod którym co roku właśnie w każdą ostatnią sobotę września odprawiana jest msza św. i odbywa się Apel Poległych. Pamięć o pomordowanych ocalił od zapomnienia Światowy Związek Żołnierzy AK Oddział w Gliwicach.
      – Stoimy w miejscu, gdzie brat zabił brata – mówił na początku tegorocznej uroczystości wójt Wielowsi Ginter Skowronek. – Zwabieni tu podstępem partyzanci i żołnierze zostali unicestwieni, tak by nikt się o tym nie dowiedział. Szli do wolności, a trafili do wiecznej wolności.
      W uroczystości uczestniczyli m.in. mieszkańcy okolicznych miejscowości, żołnierze, kombatanci, harcerze, leśnicy, rodziny pomordowanych, posłowie Andrzej Gałażewski i Jan Kaźmierczak, wicewojewoda opolski Antoni Jastrzembski, przedstawiciele władz samorządowych oraz reprezentanci IPN. Mszę św. odprawił ks. prałat kmdr por. Henryk Sofiński, proboszcz wojskowej parafii pw. św. Barbary w Gliwicach. Po Eucharystii odbył się Apel Poległych, a następnie salwę oddała kompania honorowa wystawiona przez 6 batalion powietrznodesantowy z Gliwic. Delegacje złożyły pod krzyżem upamiętniającym zbrodnię wieńce i wiązanki kwiatów. W skład delegacji Powiatu Gliwickiego wchodzili przewodniczący Rady Powiatu Tadeusz Mamok orazstarosta Michał Nieszporek.
      Hołd pomordowanym oddali także górale ze Związku Podhalan Ziemi Żywieckiej, przyjeżdżając do Baruta ze swym sztandarem i nisko pokłaniając się pod tutejszym krzyżem. – Co roku jest nas więcej – zaznaczył ks. prałat Władysław Nowosielski z Cisiec, który towarzyszył ks. Sofińskiemu w odprawianiu mszy św. w intencji poległych.
      Uroczystość zorganizowana została przez Gminę Wielowieś".

      Źródło cytatu :Powiat Gliwicki  

      Wpis w Beskidzkich bibułowych kwiatach : IPN w Ciścu na Żywiecczyźnie Można zabic ciało ale nie duszę .

      Na polanie Hubertus między wsiami Barut i Dąbrówka miejscowa ludnośc postawiła partyzantom z rejonu Beskidu Śląskiego i Żywieckiego pomnik . Napis na na nim głosi :

      "We wrześniu 1946 r. do resztek oddziałów leśnych NSZ , AK , Win działających w górach w rejonie źródeł Wisły , Soły i Skawy , a walczących dalej , (mimo zakończenia wojny w maju 1945 r. ) o prawdziwie wolną i niepodległą Polskę , przeniknęli konfidenci z milicji i Urzędu Bezpieczeństwa PRL-u , którzy obiecywali przeprowadzenie żołnierzy do Armii Polskiej gen. Andersa we Włoszech .

      W czasie tej akcji oddziały zostały podzielone na mniejsze grupki , a następnie rozbrojone . Partyzantów przewieziono samochodami do stodoły stojącej na tej polanie . Po drodze dołączono do nich przetrzymywanych w więzieniach żołnierzy powracających z zachodu do Polski oraz AK - owców .

      By nie było żadnych świadków , przygotowanego dokładnie mordu , las otoczono szczelnym kordonem milicji , w czasie przejazdu samochodów przez pobliską wieś Barut , z drogi i obejśc usunięto wszystkich ludzi , okna musiały byc szczelnie pozasłaniane , przy każdym domu stał milicjant .

      Spowodowany został potężny wybuch amunicji i benzyny celowo ukrytych pod dylami i słomą . Ogień strawił doszczętnie stodołę , łącznie z ciałami rozszarpanych żołnierzy . Ranni porozrzucani wybuchem po całej polanie byli dobijani i wrzucani do ognia . Żołnierzy , którzy nie mieścili się w stodole , rozstrzelano w pobliskich zagajnikach .

      Postawienie tegoż pomnika stało się możliwym dopiero po 54 latach od dokonania tego perfidnego mordu , gdy zrywem Solidarności całego narodu , obalony został zbrodniczy ustrój komunistyczny a do Polski nadeszła wolnośc i niepodległośc , o którą walczyli ci młodzi 18 - 25 letni partyzanci . Cześc ich pamięci ! Boże daj Im wieczne spoczywanie !"

      Żołnierz Narodowych Sił Zbrojnych - WAWRZYNIEC HUBKA - poeta ludowy tak pisał w swoim wierszu :

      "Mnie okrzyczano przestępcą , lecz tej potwarzy nie wstydzę się wcale ,

      Bo to , com uczynił - czyniłem dla Polski i ku jej chwale "... 

      a w innym wierszu pt " RATUJ NAS CHRYSTE":

       Gdy ginie naród ze swej woli
      Choć ma przed sobą drogi przejrzyste
      Wtedy tak serce ogromnie boli
      Ratuj nas Chryste

      Kiedy nas niemoc bezduszna zżera
      Choć nas wzywają prawdy wieczyste
      Pomóż Polakom fałsze odpierać
      Ratuj nas Chryste

      Tym, co zaparli się Twego krzyża
      Wskazuj niebo jasne przejrzyste
      Niech się do prawdy Twojej przybliżą
      Ratuj nas Chryste

      Daj udręczonym narodom wojną
      Koniec bitewnej drogi ciernistej
      Roztocz nad światem ciszę spokojną
       Ratuj nas Chryste.

      Wawrzyniec Hubka (1921 - 1999) -poeta ludowy Żywiecczyzny .

      Oto co o nim pisze Hieronim Woźniak .Cytuję :

      "W czasie drugiej wojny światowej nadal pracował w lesie, ale mało kto wie, że doskonała znajomość terenu była mu pomocna w działalności jaką podjął jako kurier przeprowadzający rodaków na Węgry. Omal tej kurierskiej działalności nie przypłacił wpadką. Ominęły go też aresztowania jakie objęły żywiecki ruch oporu w roku 1942. Dopiero w końcowej fazie wojny związał się z kilkuosobową grupą partyzancką, która nadciągnęła w te strony. Był młody, rwał się do walki, chociaż na większe czyny czasu już nie starczyło. Okazało się później, że ta mała grupa partyzancka to NSZ, która po zakończeniu wojny rozpoczęła walkę z władzą ludową. W ten sposób Wawrzyniec Hubka znalazł się w oddziale Antoniego Bieguna "Sztubaka", rodem z Milówki, przybyłego w rodzinne strony w dniu 6 kwietnia 1945 roku. 

      Po niecałych dwóch latach w lutym 1947 roku "Sztubak" się ujawnił, a Wawrzyniec Hubka wstąpił z poręki "Sztubaka" do Narodowego Zjednoczenia Wojskowego i działał w nim do grudnia 1948 roku. W lipcu 1951 roku nawiązał kontakt z działająca na terenie Ujsół i Rajczy WRN (Wolność, Równość, Niepodległość). Po trzech miesiącach został aresztowany i po roku śledztwa skazany na dożywotnie więzienie, które po zastosowaniu amnestii z 1947 roku zmieniono mu na 12 lat. Siedział we Wronkach i Rawiczu. Wyszedł w październiku 1956 roku".

      Projekt IPN "Powinniśmy wracac po swoich"

      Partyzanci , wywiadowcy , łącznicy

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      2009sara46
      Czas publikacji:
      niedziela, 09 marca 2014 22:32
    • Pamięci Mariana Barthela de Weydenthal ps. "Urban"- artykuł Aliny Świeży - Sobel .

      Alina Świeży-Sobel - "Partyzantowi spod Baraniej Góry".

      W Wiśle( 08 października 2013 r. - dodane przeze mnie )odsłonięto tablicę upamiętniającą pchor. Mariana Barthela de Weydenthal ps. „Urban”. Zginął w sierpniu 1943 r. w okolicach Wyśniego na terenie Wisły Malinki.

      Partyzantowi spod Baraniej Góry   Alina Świeży-Sobel /GN Uczestnicy uroczystości na Zielonym Kopcu

       Był pierwszym dowódcą oddziału „Barania”, należącego do Związku Walki Zbrojnej, a później do Armii Krajowej.

      Wspomnieniowe spotkanie rozpoczęło się w Muzeum Beskidzkim w Wiśle, gdzie przybyli przedstawiciele władz samorządowych, kombatanci II wojny światowej, młodzież gimnazjalna z Istebnej oraz Wisły. Rodzinę reprezentowali: ks. Szymon Fedorowicz oraz Ewa i Jan Barthel de Weydenthal, przybyli do Wisły z Francji.

      Krzysztof Kiereś, nauczyciel historii w Gimnazjum im. Jana Pawła II w Istebnej, a zarazem pomysłodawca i inicjator uczczenia pamięci „Urbana” przedstawił jego losy na tle partyzantki nazwanej powszechnie baraniogórską.

      Marian Barthel de Weydenthal urodził się 2 czerwca 1921 r. Jego ojcem był dr Jerzy Teofil Barthel de Weydenthal, pełniący w okresie międzywojennym funkcje konsula generalnego Ambasady Polskiej w Zagrzebiu oraz delegata pełnomocnego RP w Chinach. Matką była Kazimiera Bzowska. Braćmi jego ojca byli: Przemysław, żołnierz 3. Brygady Legionów, członek Polskiej Organizacji Wojskowej (POW), uczestnik „kryzysu przysięgowego”, odznaczony pośmiertnie krzyżem Virtuti Militari oraz Jan, więzień KL Dachau i Mauthausen – Gusen, w którym zmarł w lipcu 1941 r. Siostrą ojca Mariana była Jadwiga Barthel de Weydenthal ps. „Brzeska”, aktywna działaczka POW w czasie I wojny światowej, matka chrzestna statku pasażerskiego MS „Batory”, odznaczona krzyżem Virtuti Militari.

      Po zdaniu matury w roku 1938 zapisał się na studia politechniczne, najpierw postanawiając odbyć służbę wojskową. Ukończył Szkołę Podchorążych Artylerii Przeciwlotniczej i kurs obsługi fabrycznych armat przeciwlotniczych w 2. Pułku Strzelców Podhalańskich w Sanoku.

      Był uczestnikiem wojny obronnej 1939 r., walcząc w szeregach7. Dywizjonu Artylerii Przeciwlotniczej Armii Poznań. Później podjął działalność konspiracyjną w ramach ZWZ, a następnie AK.

      W okolice Baraniej Góry „Urban” trafił jesienią 1942 r. z rozkazu dowódcy ppłka Pawła Zagórowskiego ps. „Maciej”. We wspomnieniach podkomendnych zapisał się jako świetny dowódca, odważny i stanowczy, zawsze uczciwy.

      Bunkier oddziału znajdował się w Wiśle na Wyśnim, na trasie z Białej Wisełki na Baranią. Zbudował go  jesienią 1942 r. pochodzący z Koniakowa Gustaw Matuszny ps. „Biały Orzeł” oraz Ludwik Ligocki. Byli oni również pierwszymi współpracownikami „Urbana”. Jego zastępcą był przybyły z Katowic Woszczyna ps. „Sosna”.

      Jako dowódca oddziału „Urban” znany był z praworządności i przestrzegania wojskowego kodeksu, To przyczyniło się do jego tragicznej śmierci w czerwcu 1943 r. gdy zginął z ręki dwóch podwładnych, którym nie pozwalał na działania bandyckie.|

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      2009sara46
      Czas publikacji:
      niedziela, 09 marca 2014 20:04
  • poniedziałek, 09 września 2013
  • piątek, 06 września 2013
  • poniedziałek, 16 lipca 2012
  • piątek, 13 lipca 2012
    • Wawrzyniec Hubka "Orka"


      ORKA

      Pług zazgrzytał na niwie ,
      Dym się uniósł z kamienia,
      Lemiesz iskrę wykrzesał...
      Twarda bracie ta ziemia !
      Mały chłopiec co lejce
      Ledwie unieść mógł w dłoni,
      Szedł za pługiem i skrapiał
      Łzami ziemię na groniu.
      Ojciec silny jak mocarz
      Pług do ziemi przyciskał,
      A pług zgrzytał i zgrzytał
      I na boki się ciskał.
      Tak powiada przysłowie:
      Że stąd blisko do nieba,
      Że tu wody początek...
      Za to koniec jest chleba.
      Ziemio moja beskidzka,
      Ziemio twarda jak skała,
      O, nieraz się po tobie
      Krew mych braci polała !
      A tyś krew tę wypiła,
      Kości wzięła do łona,
      Tu są moi ojcowie
      W tych ubogich zagonach
      Niech tam ludzie gadają...
      Tyś mi Ziemio jest miła,
      Bo tam, pod tym pagórkiem
       Kości Ojców przykryłaś .
      Wawrzyniec Hubka

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      2009sara46
      Czas publikacji:
      piątek, 13 lipca 2012 19:43
  • środa, 08 czerwca 2011

Wyszukiwarka

Zakładki

Kanał informacyjny