Turystyka . Kultura . Tradycja . Historia . BESKIDZKIE BIBUŁOWE KWIATY .

Wpisy

  • sobota, 05 lipca 2014
    • W Górkach Wielkich .

      Anna Fenby-Taylor , wnuczka pisarki Zofii Kossak - Szczuckiej (1890-1968 r.) prowadzi działalnośc  w posiadłości Kossaków  w Górkach Wielkich ,  a dzieje się tam wiele : przedstawienia , plenery malarskie , koncerty .

      W dawnym domu ogrodnika znajduje się Muzeum Zofii Kossak .Obecnie zabezpieczane są zamkowe ruiny dworu Kossaków i działa tu Centrum Kultury i Sztuki prowadzone przez Fundację im. Zofii Kossak i organizowane są ciekawe wystawy .

      Nieopodal Muzeum i dworu jest hotel młodzieżowy .

      Można stąd wyruszyc w Beskidy . Można wybrac się na wycieczkę rowerową trasą przez Jaworze do Bielska Białej albo w drugą stronę - do Cieszyna .

      Niezwykła rodzina Kossaków .

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      2009sara46
      Czas publikacji:
      sobota, 05 lipca 2014 10:48
  • wtorek, 01 lipca 2014
  • poniedziałek, 30 czerwca 2014
    • Diablak (1725m) - najwyższy szczyt Beskidów .

       

      /fotografia z internetu/

      Babia Góra , najwyższy szczyt Diablak (1725 m) . To najwyższy szczyt całych Beskidów .

      Pozieroj se Babio Góro,

      Bo zaroz cie dostane.

      Bacz ino jak cie Diabloku

      Załatwie na amen. /Agnieszka Osiecka "Cała góra barwinków"/.

      Lato to czas planowania wakacyjnych podróży. Wybierając miejsce na wypoczynek warto wziąć pod uwagę ciekawe zakątki Polski. Dla miłośników zjawisk paranormalnych z pewnością będą to najbardziej nawiedzone miejsca w kraju. Jednym z nich jest znajdujący się w Beskidzie Zachodnim szczyt Diablak, nazywany podobnie jak cały masyw - Babią Górą. Jest to legendarne miejsce spotkań czarownic.

      Według dawnych opowieści na szczycie Diablaka stał zamek, w którym mieszkał sam diabeł. Dziś zamku już nie ma, zostały z niego tylko rozsypane na szczycie góry kamienie. Słowianie wierzyli, że na jej wierzchołku mieszka bóg zła, mrocznej magii i wojny - Czarnobóg. Inne opowieści głoszą, że góra powstała z kamieni lub śmieci wysypanych przed chatą przez olbrzymkę.

      Niezależnie od tego, jak góra powstała, niegdyś ludzie wierzyli, że na jej zasłoniętym mgłą szczycie zbierały się czarownice, żeby odbywać swoje sabaty. Miały one miejsce w Noc Świętojańską, Zaduszki czy w Wielki Piątek. Szczególnym czasem w roku był dzień świętej Łucji. Obchodzono go 13 grudnia, chociaż wcześniej celebrowano go w okolicach zimowego przesilenia. Według dawnych, przedchrześcijańskich wierzeń, w tym czasie demony cieszyły się ze zwycięstwa nocy nad dniem. Chrześcijanie próbowali “zneutralizować” ten posępny czas, czyniąc jego patronką niosącą światło św. Łucję.

      Panowanie mroku nad ziemią wykorzystywały nie tylko demony, ale także czarownice. To wtedy zbierały się na sabacie. Na spotkanie przylatywały na miotłach. Miały ogromną moc. Mogły zniszczyć zbiory, rozpętać burzę, ściągać grad czy śnieg. Ludzi pozbawiały zmysłów lub zabijały.

      Babia Góra od zawsze przyciągała ciekawskich i śmiałków. Zielarze wierzyli, że zebrane tu rośliny mają wyjątkową, magiczną moc. W miejscu tym dzieją się dziwne rzeczy. Podobno we wnętrzu góry mieszkają smoki. Wielu śmiałków, którzy zdecydowali się wejść na górę, znajdowano potem martwych w lesie. Przyczyną zgonów najczęściej było samobójstwo, choć niektórych zgonów do dziś nie udało się wyjaśnić. Wielu odważnych, którzy weszli na górę, nigdy z niej nie wróciło. Ich ciał nie udało się odnaleźć.

      Wydaje się, że Babia Góra ma tajemniczą moc przyzywania ludzi. Według opowieści zdarzały się przypadki, kiedy ktoś wzywany przez duchy góry wchodził na nią w środku nocy i znikał. Czasem można tu spotkać tajemniczą postać mężczyzny ubranego w czarny płaszcz, z zakrywającym twarz kapturem. W lesie widziano migające światełka lub istoty przypominające skrzaty, które zwodziły ludzi i wyprowadzały ich w leśne ostępy. Legendy mówią też o czarnym koniu, który rżeniem zachęcał ludzi, żeby za nim szli. Kiedy doprowadzał swoje ofiary w las tak daleko, że nie wiedziały, jak wrócić do domu, rumak rozpływał się w mgle. Zdezorientowani ludzie, często rozpaczliwie szukając drogi powrotnej, ulegali wypadkom lub ginęli.

      Wiele osób, które wybrały się na Babią Górę mówiło o tajemniczych postaciach, które można spotkać w drodze na szczyt. Nie są to ludzie, nie mają ciała. To zjawy, które przemykają pod drzewami. Świadkowie mówią, że czuli czyjąś obecność, oglądali się, ale nikogo za nimi nie było. Często zdarzało się, że ich oko rejestrowało ruch gdzieś z boku, jednak kiedy spojrzeli w to miejsce, postacie rozpływały się we mgle. Czasem zdarza się, że tajemnicze postacie atakują turystów. Według jednej z teorii są to podróżujące między światami dusze. Na Babiej Górze ma znajdować się przejście pomiędzy światami.

      Istnieją również teorie, według których na Babiej Górze znajduje się zejście do podziemnych korytarzy, którymi dostać się można do każdego miejsca na ziemi. Najśmielsi badacze łączą tajemnicze zjawiska na tej górze z działalnością UFO.

      W 1963 roku na Babiej Górze rozbił się helikopter. Pilot i pasażerowie zginęli. Tego dnia była piękna pogoda. Do dziś nie wyjaśniono przyczyn wypadku. Sześć lat później, 2 kwietnia 1969 roku, samolot pasażerski lecący z Warszawy do Krakowa z niewyjaśnionych przyczyn zboczył z kursu i rozbił się w masywie Babia Góra. Zginęły 53 osoby. Pogoda była dobra, lecz szczyt góry zakrywała gęsta mgła. Według oficjalnych danych przyczyną miała być awaria sprzętu nawigacyjnego oraz stan zdrowia pilota. Według plotek radiokompas na pokładzie oszalał. Co ciekawe, taśmy z zapisami rozmów pilotów zniknęły. Prawdziwe przyczyny katastrofy do tej pory nie zostały wyjaśnione. W 2013 roku w pobliżu szczytu rozbiła się prywatna awionetka. Śmierć poniosły trzy osoby.

      Na górze występują dziwne zjawiska meteorologiczne. Badacze zanotowali tu nagłe zmiany temperatury i wilgotności powietrza. Pogoda jest tu wyjątkowo zmienna. Często słoneczna pogoda niespodziewanie zmienia się w gwałtowne deszcze czy burze śniegowe. Szczyt prawie zawsze spowija gęsta mgła, przez co łatwo jest się tam zgubić.

      Z całą pewnością miejsce to jest nasycone bardzo skoncentrowaną energią, która powoduje występowanie zjawisk paranormalnych. W miejscach takich jak to ujawniają się byty, pojawiają zjawy, sprzęt nawigacyjny zawodzi i dzieją się niewytłumaczalne rzeczy.

      Trudno stwierdzić, na ile opowieści o Babiej Górze są prawdziwe. Jednak łączą je elementy wspólne i można założyć, że zawierają one ziarno prawdy. Trudno nie zauważyć w różnych opowieściach powtarzających się motywów. Szatana można porównać z Czarnobogiem, tajemnicze istoty z opowieściami o UFO, znikający ludzie pasują do opowieści o przejściu między światami, a smoki mieszkające we wnętrzu góry do opowieści o korytarzach i UFO. Wszystko to sprawia, że Babia Góra jest miejscem niezwykłym.

      Nagromadzenie zjawisk paranormalnych czyni z niej ciekawe miejsce do spędzenia urlopu. Jeśli jednak podczas wspinaczki na górę nie natkniemy się na nic niezwykłego, to zawsze pozostają nam piękne widoki, które zapewnią nam piękne wspomnienia z wakacji.

      Źródło : Małgorzata Mackowiak .

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      2009sara46
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 30 czerwca 2014 08:55
  • sobota, 28 czerwca 2014
  • środa, 25 czerwca 2014
  • niedziela, 22 czerwca 2014
  • piątek, 06 czerwca 2014
    • Węgierska Górka - Pakozd i Lengyeltóti .

      Gmina Węgierska Górka w sierpniu  1999r.  podpisała   umowę   o   międzynarodowej  współpracy  w   dziedzinie   kultury,   turystyki  i  sportu z  dwoma  węgierskimi  miastami:  Pakozd  i Lengyeltóti . Od kilku lat gmina współpracuje także słowackim Svrcinovcem, czeskimi Mostami u Jablunkova, serbską Starą Pazovą,  austriackim Grazem oraz niemieckim Diedenbergen.

      http://forum.wegierskie.com/miasta-partnerskie-Polska-i-W%C4%99gry

      Na Dni Węgierskiej Górki przyjeżdżają zespoły folklorystyczne z miast zaprzyjaźnionych .

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      2009sara46
      Czas publikacji:
      piątek, 06 czerwca 2014 15:26
    • Żywiec - Unterchahing .

      Miasta partnerskie mają na celu wzajemne poznawanie tradycji i zwyczajów . Służą temu wyjazdy o charakterze promocyjnym oraz integracyjnym dzieci i młodzieży, zespołów folklorystycznych, drużyn piłkarskich, twórców ludowych.

      Partnerskie miasto Żywca : Unterchahing , niemieckie miasto k/Monachium w Bawarii .

      Alexander Karl Tiplt zapoczątkował kontakty pomiędzy Żywcem a Unterchahing. Ten śp. niemiecki dziennikarz i historyk był jednym z orędowników  pojednania niemiecko-polskiego .

      30 kwietnia 1993 r. w konsulacie polskim w Monachium z upoważnienia Prezydenta RP Lecha Wałęsy, konsul Andrzej Kaczorowski wręczył Alexandrowi Karlowi  Tipltowi najwyższe polskie odznaczenie dla obcokrajowców – Krzyż Komandorski Orderu Zasługi RP.

      19 listopada 2000 roku została zamontowana na grobie Tiplta tablica „Z wdzięczną pamięcią Honorowemu Mieszkańcowi Miasta Żywca i inicjatorowi partnerstwa pomiędzy miastami Unterhaching i Żywiec”.

      Kontakty  Tiplta z Żywcem sięgają jego czasów licealnych , kiedy przyjeżdżał z Sosnowca w Beskidy wraz z kolegami .

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      2009sara46
      Czas publikacji:
      piątek, 06 czerwca 2014 13:27
  • środa, 04 czerwca 2014
  • wtorek, 27 maja 2014
  • wtorek, 20 maja 2014
  • niedziela, 18 maja 2014
  • środa, 14 maja 2014
    • Gotycki ołtarz z XV w. "Madonna z poziomką " w Żywcu .

      Przed renowacją .

      Gotycki obraz przedstawiający  Madonnę tronującą z Dzieciątkiem, w otoczeniu aniołów.

      W lewej dłoni Maryja trzyma kwiat poziomki, natomiast na rączce Jezusa przysiadł zielony ptak.  Fundatorem obrazu "Madonna z poziomką" był kanonik katedry krakowskiej, żywczanin ks. Andrzej Kozatius. Jego postac znajduje się też na obrazie  wraz z patronem św. Andrzejem, a także napis "Żywiec 1625". Prawdopodobnie duchowny zakupił obraz w Krakowie i kazał na nim umieścić swój wizerunek. Fundator nie zdawał sobie sprawy, że barokowe dzieło ma średniowieczną historię. Pochodzi z II połowy XV wieku i należy do arcydzieł późnośredniowiecznego malarstwa temperowego.

      Obraz obecnie stanowi stałą ekspozycję w żywieckim muzeum .

      Gdańsk ma "Sąd ostateczny" Hansa Memlinga, Kraków ma "Portret damy z gronostajem", a Żywiec „Madonnę z poziomką”!!!

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      2009sara46
      Czas publikacji:
      środa, 14 maja 2014 23:26
  • czwartek, 10 kwietnia 2014
  • piątek, 04 kwietnia 2014
  • wtorek, 01 kwietnia 2014
    • Beskidzkie Centrum Nauki w Świnnej .

      Beskidzkie Centrum Nauki w Świnnej czynne od godz. 8 do 17 oprócz niedziel .

      "...można budować baterię z cytryn bądź ogórków, przyjrzeć się polom wirowym a także dotknąć "pioruna" zamkniętego w kuli plazmowej. Będzie można przekonać się jak bardzo ludzkie dłonie są "dziurawe", jak wielkim oszustem jest nasz mózg, jak złe wyjaśnienia doświadczeń naukowych wpłynęły na mylne pojmowanie świata nauki.

      To miejsce pod każdym względem fascynujące, odnajdą się tu i mała dzieci, jak i młodzież wraz z opiekunami. Pozwoli to sprawdzić szkolną wiedzę w praktyce i zobaczyć w jakim stopniu fizyka towarzyszy nam w codziennym życiu. Miejsce ciekawe nie tylko dla umysłów ścisłych"...

      Źródło i więcej 

       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      2009sara46
      Czas publikacji:
      wtorek, 01 kwietnia 2014 09:48
  • poniedziałek, 31 marca 2014
    • Konkatedra Narodzenia Najświętszej Marii Panny w Żywcu .

      Madonna z poziomką - gotycki obraz Matki Boskiej Tronującej po dwóch i pół latach powrócił z Krakowa , gdzie przeszedł gruntowną renowację . Oglądac go będzie można w żywieckim muzeum na stałej wystawie "Sztuka Sakralna Żywiecczyzny ".

      Konkatedra Narodzenia Najświętszej Marii Panny w Żywcu wybudowana została w XV wieku a rozbudowana w latach 1582-1583 , wtedy dobudowano wieżę wg projektu architekta sprowadzonego z Orawy Jana Ricciego  . Charakter barokowy nadano kościołowi w 1711 r. po pożarze , podczas którego uległy zniszczeniu fragmenty gotyckiego  kościoła .

      Dawniej kościół parafialny , a od 1992 konkatedra diecezji bielsko-żywieckiej .

      Cenna  płaskorzeźba gotycka z r. ok. 1500 Zaśnięcie Matki Boskiej , gotyckie rzeźby Chrystusa Ukrzyżowanego a także drewniany ołtarz główny z 1724 r. wykonany przez snycerza Macieja Weissmanna z Frydka .

      Gotycki obraz przedstawiający  Madonnę tronującą z Dzieciątkiem, w otoczeniu aniołów. W lewej dłoni Maryja trzyma kwiat poziomki, natomiast na rączce Jezusa przysiadł zielony ptak.  Fundatorem obrazu "Madonna z poziomką" był kanonik katedry krakowskiej, żywczanina ks. Andrzej Kozatius. Jego postac znajduje się też na obrazie  wraz z patronem św. Andrzejem, a także napis "Żywiec 1625". Prawdopodobnie duchowny zakupił obraz w Krakowie i kazał na nim umieścić swój wizerunek. Fundator nie zdawał sobie sprawy, że barokowe dzieło ma średniowieczną historię. Pochodzi z II połowy XV wieku i należy do arcydzieł późnośredniowiecznego malarstwa temperowego. Obraz obecnie jest w konserwacji , później stanowił będzie stałą ekspozycję w żywieckim muzeum .

       
      Madonna z poziomką - obraz z internetu .
       
      W ręce widoczny kwiat poziomki . Obraz pochodzi z Kościoła Św. Krzyża - najstarszego w Żywcu .

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      2009sara46
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 31 marca 2014 20:32
  • sobota, 22 marca 2014
  • środa, 12 marca 2014
    • Bibułowe kwiaty w Ciścu .

      Jak zrobię "zawijaniec"?

      Rok 2014 ogłoszony został Rokiem Kolberga .

      Etnografia - nauka o początkach kultury , kierunkach jej rozwoju i współczesnym zróżnicowaniu kultur różnych ludów , ludoznawstwo . Etnografia muzyczna - dział muzykologii zajmujący się badaniem muzyki ludowej różnych narodów ( Słownik języka polskiego t.I ).

      Oskar Kolberg - urodzony 200 lat temu etnograf , folklorysta i kompozytor . Dzieło jego życia "Lud " zawiera 85 tomów czyli 39780 stron druku .

      Urodził się nad rzeką Radomką w Przysusze , gdzie znajduje się obecnie Muzeum Wsi Radomskiej .

      Nagroda Oskara Kolberga -" przyznawana od 1974 r. honoruje całokształt działalności i wyróżnia wybitne osiągnięcia w dziedzinie kultury ludowej. Minister Kultury i Dziedzictwa Narodowego sprawuje patronat i jest głównym fundatorem nagród i wyróżnień honorowych. Organizatorem Nagrody jest Muzeum im. Oskara Kolberga w Przysusze, Oddział Muzeum Wsi Radomskiej w Radomiu.

      Nagrody (w postaci dyplomu, medalu projektu Anny Jarnuszkiewicz oraz gratyfikacji pieniężnej) przyznawane są raz w roku, około dwunastu laureatom w dziedzinach twórczości artystycznej indywidualnej (sztuk plastycznych, literatury ludowej, muzyki instrumentalnej, śpiewu, tańca), kapelom i zespołom folklorystycznym oraz w dziedzinie działalności badawczej, dokumentacyjnej, animacji i upowszechniania kultury ludowej. Nagrody honorowe wyróżniają osiągnięcia osób, instytucji i organizacji wspierających rodzimą kulturę. Uroczystość wręczenia nagród odbywa się w Zamku Królewskim w Warszawie".

       

      Bibułkarstwo , malarstwo na szkle , rzeźba głównie w drewnie - charakteryzują tradycyjną i współczesną sztukę ludową Żywiecczyzny .

      Zręczne palce bibułkarek żywieckich naśladowały kształty i barwy kwiatów polnych i róż oraz lilii z ogrodu . Inspirowały je : maki , chabry , polne róże , dzwonki , stokrotki , niezapominajki , bzy . Kwiaty o różnych kształtach i barwach , które później układane były w bukiety , wieńce , serca , kolorowe girlandy w zależności od tego , co miały zdobic .

       A zdobiły kościoły , liczne cisieckie kapliczki , weselne domy i cmentarze ( kwiaty na groby i wiązanki pogrzebowe były woskowane ) . Kwiaty z bibuły pojawiały się w chwilach radosnych , na dożynkach ,  białe bibułowe lilijki niosły dziewczynki do Pierwszej Komunii świętej , a także towarzyszyły góralom  w chwilach smutku i bólu , na pogrzebach

      CISIEC- wieś w Beskidzie żywieckim . Położona jest między Żywcem a Zwardoniem a dokładniej między dwoma bardziej znanymi wsiami : oddziela Węgierską Górkę od Milówki . Cisiec od dawna znany jest w regionie z pięknych kwiatów z bibuły . Artystkami w tej dziedzinie były nieżyjące już mieszkanki Ciśca , które chętnie przychodziły na spotkania do miejscowej szkoły i uczyły tej sztuki dzieci . Wymienię te najbardziej znane : MARIA MOTYKA  I MARIA MADEJCZYK  , ANIELA ŁAJCZAK , TERESA SZELĄG i inne . Ich uczennicą m.in. była obecna nauczycielka pracująca w Szkole Podstawowej i Gimnazjum w Ciścu  mgr BARBARA PYDYCH  . Prowadzi tu kółko na którym teraz ona uczy dzieci wykonywania bibułkowych kwiatów . Dzieci zdobywają pierwsze miejsca na różnych konkursach miejscowych i o zasięgu ogólnopolskim bo naprawdę przepiękne są CISIECKIE BIBUŁOWE KWIATY.

      A jak zrobię stokrotkę ...

      I różę :

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      2009sara46
      Czas publikacji:
      środa, 12 marca 2014 17:30
  • wtorek, 11 marca 2014
    • Minister Prowincjalny Franciszkańskiej Prowincji Św. Maksymiliana - Ojciec Jan Maria Maciejowski .

      Ojciec Jan Maria Maciejowski ur. w Żywcu 25 stycznia 1970 r. , syn Wiktorii i Tadeusza Maciejowskich .

      Do Zakonu Franciszkańskiego wstąpił w 1989 roku . Śluby wieczyste złożył 4 października 1994 r. Święcenia kapłańskie przyjął 25 maja 1996 r.

      Po ukończeniu studiów w Wyższym Seminarium Duchownym OO. Franciszkanów w Łodzi-Łagiewnikach i obronie pracy magisterskiej na KUL w Lublinie uzyskał w 1996 roku tytuł magistra teologii.

      Od lipca 1996 r. do września 1997 r. pracował duszpastersko w Gdyni, a od września 1997 r. do lipca 1998 r. w Gnieźnie. W październiku 1998 r. podjął studia z duchowości franciszkańskiej na Fakultecie Teologicznym św. Bonawentury w Rzymie, wieńcząc je zdobyciem licencjatu z duchowości chrystocentrycznej franciszkańskiej.

      Na V Kapitule Prowincjalnej Zwyczajnej w roku 2000 został wybrany magistrem nowicjatu. Funkcję magistra nowicjatu w Gnieźnie pełnił przez cztery lata.

      Na VI Kapitule Prowincjalnej Zwyczajnej w roku 2004 został wybrany gwardianem klasztoru w Gdyni. Urząd ten pełnił przez dwie kadencje Od lipca 2004 r. jest również proboszczem parafii pw. św. Antoniego z Padwy w Gdyni.

      Na VII Kapitule Zwyczajnej w roku 2008 został wybrany asystentem prowincjalnym oraz ponownie gwardianem klasztoru w Gdyni.

      26 marca 2012 r. został wybrany V Ministrem Prowincjalnym Prowincji św. Maksymiliana Marii Kolbego .

      11 maja 2012 r.odbyło się zaprzysiężenie nowego Ministra  Prowincjalnego  Ojca Jana Maciejowskiego . Zaprzysiężenie przyjmował Minister Generalny Ojciec Marco Tasca , po czym nowy Prowincjał  przyjmował serdeczne życzenia .

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      2009sara46
      Czas publikacji:
      wtorek, 11 marca 2014 19:01
  • niedziela, 09 marca 2014
    • Partyzanci na Baraniej Górze - szkic .

      Publikacje na tematy związane z walką Żołnierzy Wyklętych są coraz liczniejsze ale bohaterowie i świadkowie tamtych zdarzeń odeszli a nielicznych pozostałych wnet nie będzie . Dokumenty pozostałe w UB Katowice czy też z aresztowań w czasie wojny w Mysłowicach i w Bielsku - i po wojnie oczywiście są niewiarygodne .

      Właściwie to ludźmi starymi są ci , którzy wówczas byli dziecmi .

      Maciej T. Nowak " Operacja "Lawina" . "Dzieje przemilczanej zbrodni "to książka wydana w 2012 r. przedstawiająca te tragiczne zdarzenia w świetle badań Instytutu Pamięci Narodowej .

      Od września  1939 r. czyli od samego początku  podbicia Polski przez niemieckie nazistowskie wojska Hitlera zaczęły powstawac organizacje czynnego oporu na terenie lasów okolic Baraniej Góry . Zalążkiem były kilkuosobowe grupy . Jedną z nich tworzyli Gustaw Matuszny "pseudonim "Biały Orzeł ", Ludwik Ligocki , Gorzałka  Paweł -  pochodzący z Koniakowa i ich kilku towarzyszy .

      Te kilkunastoosobowe oddziały początkowo niezrzeszone tworzyli mężczyźni ukrywający się  przed wywiezieniem na roboty do Niemiec czy wcieleniem do niemieckiego wojska , lub  członkowie tworzących się pod okupacją niemiecką polskich organizacji podziemnych .  Napadały one na Niemców głównie w celu zdobycia na nich broni , często równocześnie w kilku wsiach . Szerzyli w ten sposób panikę wśród Niemców budząc w nich przeświadczenie , że oddziały partyzanckie są liczne i silne .

      Z biegiem czasu grupy partyzanckie rozrosły się do sześciu  kilkunastoosobowych oddziałów . Oddział "Orła Białego" przyjął nazwę  "Barania" i Związek Walki Zbrojnej narzucił mu dowódcę "Urbana" jesienią 1942 r. Partyzanci lubili go i szanowali jako niezwykle uczciwego i prawego człowieka . "Urban" zginął od kuli ...(artykuł w następnym wpisie).

      W rejonie Beskidu Żywieckiego i Śląskiego powstały :"Romanka" , "Czantoria" , "Malinka"a do beskidzkich lasów przenikali nawet Słowacy jak Rudolf Bestwina (który po wojnie ożenił się w Kamesznicy ).

      Władze hitlerowskie stosowały różne sposoby przeciwdziałania partyzantom . Osadzanie ludności polskiej w więzieniach i obozach koncentracyjnych , rozstrzeliwanie i wieszanie , przesłuchiwanie w więzieniach - stało się nieodłącznym elementem działań niemieckich .

       

      Za działalnośc partyzancką w lasach w okolicach Baraniej Góry i za pomoc okolicznej ludności niesioną  partyzantom Niemcy hitlerowscy  powiesili  w Kamesznicy 10 osób dnia 3 września 1943 r. Dwie osoby nieznane z nazwiska oraz : Kuśnierz Franciszek , Kurowski Leon , Misiarz Jan , Matuszny Stanisław , Roczyna Józef , Szczotka Wawrzyniec , Zeman Jan i Zeman Ludwik . Miejsce egzekucji upamiętniono obeliskiem z tablicą pamiątkową . Wspomnienia naocznego świadka .

      Tego samego dnia  1943r.  Niemcy hitlerowscy powiesili też partyzantów w Żabnicy . H. Woźniak : cytuję : ..."Na skutek prowokacji i donosów konfidentów, w lipcu i sierpniu 1943 roku nastąpiły masowe aresztowania w Kamesznicy, Sopotni Małej, i Wielkiej, Węgierskiej Górce i Żabnicy, pod zarzutem kontaktu z partyzantką i udzielanie jej pomocy. Wszyscy aresztowani byli przewożeni do Bielska, a następnie do Mysłowic. Spośród aresztowanych wybrano 21 osób i publicznie na oczach spędzonych na egzekucję powieszono w dniu 3 września 1943 r. 10 w Kamesznicy i 11 w Żabnicy. W Żabnicy zginęli wtedy: Fryderyk Gaweł, Józef Fijak, Franciszek Chowaniec, Jan Kania, Jan Żabnicki, Franciszek Szumlas, Stanisław Konior, Jan Waligóra, Rudolf Dobosz i Jan Zeman ".

       We wrześniu 1943 r. bestialski mord na Polakach w Kamesznicy i w Żabnicy wywołał trwogę w okolicznych wsiach  .

      Ludzie wspominali też jesienną gehennę sprzed dwóch lat , kiedy to Żywiecczyzna zadrżała od grozy podczas wysiedleń , które trwały od 22 września 1940 r. do 31 stycznia 1941 r. na mocy wydanego przez Adolfa Hitlera dekretu z 7 października 1939 r. Zakładał on włączenie Górnego Śląska , w ramach którego znalazła się i Żywiecczyzna do Rzeszy Niemieckiej . 16 tysięcy mieszkańców Żywiecczyzny zostało wywłaszczonych , wysiedlonych i deportowanych do Generalnego Gubernatorstwa przez okupanta hitlerowskiego w ramach Akcji Żywiec (Aktion Saybusch).

       Partyzantka umacniała się i organizowała . Związek Walki Zbrojnej w czasie okupacji przekształcał się w Armię Krajową a po wojnie partyzanci , którzy nie akceptowali  nowej władzy organizowali Narodowe Siły Zbrojne .

      "Sztubak" - Antoni Biegun z Milówki wśród partyzantów na Baraniej Górze pojawił się dopiero w lipcu 1945 r. Szybko zebrał ich  przeszło trzydziestoosobowy oddział , który zajął się najpierw likwidacją kolaboracji  i bandytyzmu .

      Oto słynna akcja 3 Maja 1946 r.  w Wiśle w relacji Władysława Foksa pseud. "Rodzynek" :

      „Na dzień 3 maja 1946 roku została zarządzona koncentracja prawie wszystkich oddziałów do sztabu na Baraniej Górze. W koncentracji tej nie brał udział oddział „Szarego” Antoniego Bieguna, któremu wyznaczono rolę zabezpieczenia terenu wokół Wisły, natomiast żołnierze oddziału Rodzynka rozmieszczeni zostali w miastach Cieszynie, Bielsku, Białej i Żywcu przy koszarach wojskowych, Urzędach Bezpieczeństwa, Komendach MO i ORMO, gdzie w razie jakichkolwiek większych zgrupowań mieli natychmiast o tym meldować. Przy takiej obstawie oddziały „Bartka” zeszły ze stoków Baraniej Góry i w szyku bojowym, w pięknym uzbrojeniu, z ryngrafami na piersiach przemaszerowali ulicami Wisły. Oddziały te w ilości 200 żołnierzy prowadził z-ca komendanta Oddziałów Leśnych Jan Przewoźnik „Ryś” a defiladę przyjmował sam komendant Henryk Flame „Bartek”. Trwało to około dwóch godzin".

      Partyzanci działający w lasach porastających stoki Baraniej Góry mogli prowadzic  działalnośc ponieważ mieli oparcie w swoich rodzinach mieszkajacych w okolicznych wsiach Beskidu Śląskiego i Żywieckiego . Aprowizacja dla przeszło 180 ludzi , przetrwanie zimy , chorób , akcje - to wszystko wymagało zaangażowania wielu ludzi akceptujących ich działania : gospodarzy , piekarzy a także zaprzyjaźnionych lekarzy . Twardzi , beskidzcy górale w większości potrafili byc pomocni partyzantom . Na szczególne wyróżnienie zasługują mieszkańcy polan wśródleśnych  takich jak : Barania Bobki , Barania Cisiecka , Stecówka , Cumówki , Berkówki , Pietrasionka i inne , które w niedostępnych okresach zimowych służyły ciepłem swych siedzib . Latem pomocą służyli aż do 1950 r. juhasi i baca wypasający owce na Hali Mgurce (radziechowskiej).

      Początkowo oddział "Sztubaka " należał do zgrupowania "Bartka" Henryka Flame , jednak później w marcu 1947 ze względu na różnicę zdań w dowództwie NSZ odłączył się od "Bartka", który w grudniu 1947 r. zginął od kuli milicjanta Rudolfa Dadaka .

       Kapitan Henryk Flame   to polski bohater , który winien  służyc za wzór naszej młodzieży .

       Kpt. Henryk Flame ps. "Grot" w AK ( w walce z hitlerowcami ) ,  a później pod pseudonimem  "Bartek" - legendarny dowódca partyzantów NSZ( w walce z komunizmem) i Antoni Biegun "Sztubak"(dowódca  VII Okręgu NSZ wchodzącego w skład zgrupowania "Bartka") przeciwni byli wysyłaniu na zachód swoich partyzantów i nawet podejrzewali zagrożenie ze strony Henryka Wendrowskiego ps."Lawina" podającego się za kapitana z dowództwa VII Śląskiego okręgu NSZ oraz ze strony Kazimierza Zaborskiego ps. "Górny - Łamigłowa" .

      " Ten perfidny agent UB "LAWINA" - Henryk Wendrowski wygłosił 20 sierpnia 1946 roku na Baraniej Górze płomienne przemówienie do partyzantów NSZ, w którym poinformował o rzekomym rozkazie dowództwa NSZ przegrupowania oddziałów leśnych na zachodnie ziemie odzyskane.
      W taki oto sposób rozpoczęła się operacja bezpieki pod kryptonimem „Lawina” , która stanowiła początek zbrodni ludobójstwa dokonanej na kilkuset partyzantach Narodowych Sił Zbrojnych.
      Według mojej wiedzy pełna lista członków NSZ współpracujących z bezpieką nigdy nie została opublikowana, a z uwagi na fakt, że do NSZ wstępowali również funkcjonariusze MO a nawet UB, to warto byłoby wreszcie sprawdzić , który z nich wstąpił do zgrupowania „Bartka” dlatego , że został oddelegowany przez bezpiekę ?" - cytowałam Rajmunda Pollaka .

      Natomiast młodzi chłopcy  zostali wysłani z Wisły w zaplombowanych z zewnątrz wagonach towarowych na śmierc   i nigdy do domu nie wrócili .

      Ich transport odbył się pociągiem w dwóch grupach . Młodszego , siedemnastoletniego zapaleńca Michała , który był w oddziale chroniony i nie mógł się doczekac , kiedy pójdzie z innymi na akcję żegnał w Wiśle starszy brat Franek Pajestka - który był w oddziale Bartka zwiadowcą wraz z Janem  Drożdżem . Obaj : i Janek  Dróżdż i Franek Pajestka wyjechali wraz z innymi drugim kolejowym transportem z Wisły  . 

      W tej liczbie wysłanych 167 żołnierzy Bartka  z NSZ " Beskidy" zginęło 2  wujków mojego męża , braci ojca : Franciszek Pajestka  i Michał Pajestka.

      Ci , którzy się ujawnili spędzili w więzieniu powojenne lata .

      Najdłużej , bo do 24 listopada 1950 r. ukrywali się w Kamesznicy dwaj partyzanci "Bartka" : Jan Filary ps."Lis" i Władysław Szczotka ps."Orlik" . Zostali otoczeni przez grupę operacyjną UB zostali zastrzeleni tam , gdzie samotnie w strachu pędzili tak długo swoje życie - wśród beskidzkich lasów , które wiele powiedziałyby o przyjaźni i zdradzie gdyby potrafiły mówic.

      CZEŚC ICH PAMIĘCI !

      Poniżej córka Władysława Szczotki : Wanda Snaczke oraz po prawej łączniczka "Bartka" Genowefa Madejczyk .

        

       

      Symboliczny grób partyzantów Narodowych Sił Zbrojnych przed kościołem jednej doby w Ciścu .

       

      Na prośbę Antoniego Bieguna pseudonim "Sztubak"- byłego dowódcy jednego z oddziałów partyzanckich działających po wojnie w rejonie Baraniej Góry ,  ks. Władysław Nowobilski - proboszcz kościoła jednej doby w Ciścu  wyraził zgodę na wzniesienie symbolicznego grobu przed kościołem . Ks. bp. Tadeusz Rakoczy poświęcił nagrobek w 1997 r. podczas zorganizowanej uroczystości patriotycznej .

      Dzięki badaniom IPN dziś już wiemy więcej niż wtedy o tym , gdzie i w jakich okolicznościach zginęli  partyzanci z naszych okolic  , którym wzniesiono ten symboliczny grób .

      Dziś już wiadomo , że do zarządu Narodowych Sił Zbrojnych w Gliwicach weszło dwóch agentów kontrwywiadu sowieckiego i oni przyjechali  do "Bartka" , dowódcy jednego z  partyzanckich oddziałów działających w rejonie Baraniej Góry z rozkazem załadowania partyzantów na samochody , bo organizowany jest przerzut na zachód . Wyjechali kilkoma samochodami w różnych terminach . I ślad po nich zaginął .

      Dopiero kilka ostatnich lat badań przynosi wyjaśnienie chociaż części tajemnicy ich zaginięcia : Polana Śmierci w Barucie  w pobliżu Strzelec Opolskich .  

      A oto sprawozdanie z ubiegłorocznych obchodów rocznicowych (wraz z błędem w nazwisku naszego proboszcza - uczestnika tego święta ).

       CYTUJĘ :"O tej zbrodni przez lata nie można było mówić. Ten czas na szczęście już minął i można oddać cześć partyzantom i żołnierzom zamordowanym w 1946 roku pod Dąbrówką w gminie Wielowieś.
      W ostatnią sobotę września na polanie w Barucie koło Dąbrówki odbyła się uroczystość upamiętniająca zbrodnię, dokonaną w tym miejscu 65 lat temu. We wrześniu 1946 roku zginęło tu ok. 200 partyzantów Polskiego Państwa Podziemnego z Podhala, zwabionych obietnicą wyjazdu na Zachód przez agentów UB i NKWD, a także żołnierzy wracających z Zachodu. Umieszczono ich w baraku, który został wysadzony w powietrze i spalony. Miejsce to upamiętnione mogło zostać dopiero po polskich przemianach ustrojowych w 1989 roku – stoi tu postawiony przez miejscową ludność krzyż, pod którym co roku właśnie w każdą ostatnią sobotę września odprawiana jest msza św. i odbywa się Apel Poległych. Pamięć o pomordowanych ocalił od zapomnienia Światowy Związek Żołnierzy AK Oddział w Gliwicach.
      – Stoimy w miejscu, gdzie brat zabił brata – mówił na początku tegorocznej uroczystości wójt Wielowsi Ginter Skowronek. – Zwabieni tu podstępem partyzanci i żołnierze zostali unicestwieni, tak by nikt się o tym nie dowiedział. Szli do wolności, a trafili do wiecznej wolności.
      W uroczystości uczestniczyli m.in. mieszkańcy okolicznych miejscowości, żołnierze, kombatanci, harcerze, leśnicy, rodziny pomordowanych, posłowie Andrzej Gałażewski i Jan Kaźmierczak, wicewojewoda opolski Antoni Jastrzembski, przedstawiciele władz samorządowych oraz reprezentanci IPN. Mszę św. odprawił ks. prałat kmdr por. Henryk Sofiński, proboszcz wojskowej parafii pw. św. Barbary w Gliwicach. Po Eucharystii odbył się Apel Poległych, a następnie salwę oddała kompania honorowa wystawiona przez 6 batalion powietrznodesantowy z Gliwic. Delegacje złożyły pod krzyżem upamiętniającym zbrodnię wieńce i wiązanki kwiatów. W skład delegacji Powiatu Gliwickiego wchodzili przewodniczący Rady Powiatu Tadeusz Mamok orazstarosta Michał Nieszporek.
      Hołd pomordowanym oddali także górale ze Związku Podhalan Ziemi Żywieckiej, przyjeżdżając do Baruta ze swym sztandarem i nisko pokłaniając się pod tutejszym krzyżem. – Co roku jest nas więcej – zaznaczył ks. prałat Władysław Nowosielski z Cisiec, który towarzyszył ks. Sofińskiemu w odprawianiu mszy św. w intencji poległych.
      Uroczystość zorganizowana została przez Gminę Wielowieś".

      Źródło cytatu :Powiat Gliwicki  

      Wpis w Beskidzkich bibułowych kwiatach : IPN w Ciścu na Żywiecczyźnie Można zabic ciało ale nie duszę .

      Na polanie Hubertus między wsiami Barut i Dąbrówka miejscowa ludnośc postawiła partyzantom z rejonu Beskidu Śląskiego i Żywieckiego pomnik . Napis na na nim głosi :

      "We wrześniu 1946 r. do resztek oddziałów leśnych NSZ , AK , Win działających w górach w rejonie źródeł Wisły , Soły i Skawy , a walczących dalej , (mimo zakończenia wojny w maju 1945 r. ) o prawdziwie wolną i niepodległą Polskę , przeniknęli konfidenci z milicji i Urzędu Bezpieczeństwa PRL-u , którzy obiecywali przeprowadzenie żołnierzy do Armii Polskiej gen. Andersa we Włoszech .

      W czasie tej akcji oddziały zostały podzielone na mniejsze grupki , a następnie rozbrojone . Partyzantów przewieziono samochodami do stodoły stojącej na tej polanie . Po drodze dołączono do nich przetrzymywanych w więzieniach żołnierzy powracających z zachodu do Polski oraz AK - owców .

      By nie było żadnych świadków , przygotowanego dokładnie mordu , las otoczono szczelnym kordonem milicji , w czasie przejazdu samochodów przez pobliską wieś Barut , z drogi i obejśc usunięto wszystkich ludzi , okna musiały byc szczelnie pozasłaniane , przy każdym domu stał milicjant .

      Spowodowany został potężny wybuch amunicji i benzyny celowo ukrytych pod dylami i słomą . Ogień strawił doszczętnie stodołę , łącznie z ciałami rozszarpanych żołnierzy . Ranni porozrzucani wybuchem po całej polanie byli dobijani i wrzucani do ognia . Żołnierzy , którzy nie mieścili się w stodole , rozstrzelano w pobliskich zagajnikach .

      Postawienie tegoż pomnika stało się możliwym dopiero po 54 latach od dokonania tego perfidnego mordu , gdy zrywem Solidarności całego narodu , obalony został zbrodniczy ustrój komunistyczny a do Polski nadeszła wolnośc i niepodległośc , o którą walczyli ci młodzi 18 - 25 letni partyzanci . Cześc ich pamięci ! Boże daj Im wieczne spoczywanie !"

      Żołnierz Narodowych Sił Zbrojnych - WAWRZYNIEC HUBKA - poeta ludowy tak pisał w swoim wierszu :

      "Mnie okrzyczano przestępcą , lecz tej potwarzy nie wstydzę się wcale ,

      Bo to , com uczynił - czyniłem dla Polski i ku jej chwale "... 

      a w innym wierszu pt " RATUJ NAS CHRYSTE":

       Gdy ginie naród ze swej woli
      Choć ma przed sobą drogi przejrzyste
      Wtedy tak serce ogromnie boli
      Ratuj nas Chryste

      Kiedy nas niemoc bezduszna zżera
      Choć nas wzywają prawdy wieczyste
      Pomóż Polakom fałsze odpierać
      Ratuj nas Chryste

      Tym, co zaparli się Twego krzyża
      Wskazuj niebo jasne przejrzyste
      Niech się do prawdy Twojej przybliżą
      Ratuj nas Chryste

      Daj udręczonym narodom wojną
      Koniec bitewnej drogi ciernistej
      Roztocz nad światem ciszę spokojną
       Ratuj nas Chryste.

      Wawrzyniec Hubka (1921 - 1999) -poeta ludowy Żywiecczyzny .

      Oto co o nim pisze Hieronim Woźniak .Cytuję :

      "W czasie drugiej wojny światowej nadal pracował w lesie, ale mało kto wie, że doskonała znajomość terenu była mu pomocna w działalności jaką podjął jako kurier przeprowadzający rodaków na Węgry. Omal tej kurierskiej działalności nie przypłacił wpadką. Ominęły go też aresztowania jakie objęły żywiecki ruch oporu w roku 1942. Dopiero w końcowej fazie wojny związał się z kilkuosobową grupą partyzancką, która nadciągnęła w te strony. Był młody, rwał się do walki, chociaż na większe czyny czasu już nie starczyło. Okazało się później, że ta mała grupa partyzancka to NSZ, która po zakończeniu wojny rozpoczęła walkę z władzą ludową. W ten sposób Wawrzyniec Hubka znalazł się w oddziale Antoniego Bieguna "Sztubaka", rodem z Milówki, przybyłego w rodzinne strony w dniu 6 kwietnia 1945 roku. 

      Po niecałych dwóch latach w lutym 1947 roku "Sztubak" się ujawnił, a Wawrzyniec Hubka wstąpił z poręki "Sztubaka" do Narodowego Zjednoczenia Wojskowego i działał w nim do grudnia 1948 roku. W lipcu 1951 roku nawiązał kontakt z działająca na terenie Ujsół i Rajczy WRN (Wolność, Równość, Niepodległość). Po trzech miesiącach został aresztowany i po roku śledztwa skazany na dożywotnie więzienie, które po zastosowaniu amnestii z 1947 roku zmieniono mu na 12 lat. Siedział we Wronkach i Rawiczu. Wyszedł w październiku 1956 roku".

      Projekt IPN "Powinniśmy wracac po swoich"

      Partyzanci , wywiadowcy , łącznicy

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      2009sara46
      Czas publikacji:
      niedziela, 09 marca 2014 22:32
    • Pamięci Mariana Barthela de Weydenthal ps. "Urban"- artykuł Aliny Świeży - Sobel .

      Alina Świeży-Sobel - "Partyzantowi spod Baraniej Góry".

      W Wiśle( 08 października 2013 r. - dodane przeze mnie )odsłonięto tablicę upamiętniającą pchor. Mariana Barthela de Weydenthal ps. „Urban”. Zginął w sierpniu 1943 r. w okolicach Wyśniego na terenie Wisły Malinki.

      Partyzantowi spod Baraniej Góry   Alina Świeży-Sobel /GN Uczestnicy uroczystości na Zielonym Kopcu

       Był pierwszym dowódcą oddziału „Barania”, należącego do Związku Walki Zbrojnej, a później do Armii Krajowej.

      Wspomnieniowe spotkanie rozpoczęło się w Muzeum Beskidzkim w Wiśle, gdzie przybyli przedstawiciele władz samorządowych, kombatanci II wojny światowej, młodzież gimnazjalna z Istebnej oraz Wisły. Rodzinę reprezentowali: ks. Szymon Fedorowicz oraz Ewa i Jan Barthel de Weydenthal, przybyli do Wisły z Francji.

      Krzysztof Kiereś, nauczyciel historii w Gimnazjum im. Jana Pawła II w Istebnej, a zarazem pomysłodawca i inicjator uczczenia pamięci „Urbana” przedstawił jego losy na tle partyzantki nazwanej powszechnie baraniogórską.

      Marian Barthel de Weydenthal urodził się 2 czerwca 1921 r. Jego ojcem był dr Jerzy Teofil Barthel de Weydenthal, pełniący w okresie międzywojennym funkcje konsula generalnego Ambasady Polskiej w Zagrzebiu oraz delegata pełnomocnego RP w Chinach. Matką była Kazimiera Bzowska. Braćmi jego ojca byli: Przemysław, żołnierz 3. Brygady Legionów, członek Polskiej Organizacji Wojskowej (POW), uczestnik „kryzysu przysięgowego”, odznaczony pośmiertnie krzyżem Virtuti Militari oraz Jan, więzień KL Dachau i Mauthausen – Gusen, w którym zmarł w lipcu 1941 r. Siostrą ojca Mariana była Jadwiga Barthel de Weydenthal ps. „Brzeska”, aktywna działaczka POW w czasie I wojny światowej, matka chrzestna statku pasażerskiego MS „Batory”, odznaczona krzyżem Virtuti Militari.

      Po zdaniu matury w roku 1938 zapisał się na studia politechniczne, najpierw postanawiając odbyć służbę wojskową. Ukończył Szkołę Podchorążych Artylerii Przeciwlotniczej i kurs obsługi fabrycznych armat przeciwlotniczych w 2. Pułku Strzelców Podhalańskich w Sanoku.

      Był uczestnikiem wojny obronnej 1939 r., walcząc w szeregach7. Dywizjonu Artylerii Przeciwlotniczej Armii Poznań. Później podjął działalność konspiracyjną w ramach ZWZ, a następnie AK.

      W okolice Baraniej Góry „Urban” trafił jesienią 1942 r. z rozkazu dowódcy ppłka Pawła Zagórowskiego ps. „Maciej”. We wspomnieniach podkomendnych zapisał się jako świetny dowódca, odważny i stanowczy, zawsze uczciwy.

      Bunkier oddziału znajdował się w Wiśle na Wyśnim, na trasie z Białej Wisełki na Baranią. Zbudował go  jesienią 1942 r. pochodzący z Koniakowa Gustaw Matuszny ps. „Biały Orzeł” oraz Ludwik Ligocki. Byli oni również pierwszymi współpracownikami „Urbana”. Jego zastępcą był przybyły z Katowic Woszczyna ps. „Sosna”.

      Jako dowódca oddziału „Urban” znany był z praworządności i przestrzegania wojskowego kodeksu, To przyczyniło się do jego tragicznej śmierci w czerwcu 1943 r. gdy zginął z ręki dwóch podwładnych, którym nie pozwalał na działania bandyckie.|

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      2009sara46
      Czas publikacji:
      niedziela, 09 marca 2014 20:04
    • Szybownik - Sabastian Kawa .

      SEBASTIAN KAWA - lekarz i najlepszy pilot szybowcowy świata ( siedmiokrotny mistrz świata )  .

       Lata w bielskim Aeroklubie na bielskim szybowcu . Rozsławił nie tylko Polskę ale i polski szybowiec DIANA 2 , wyprodukowany w bielskiej wytwórni w Aleksandrowicach . Panu Sebastianowi zawdzięcza firma nobilitację swego szybowca na najlepszy w świecie, bo na nim odnosi sukcesy .

      ..." Sebastian Kawa (ur. 1972) jest pilotem szybowcowym i siedmiokrotnym mistrzem świata. Lata na szybowcach od 1988 roku. Zdobył już dziesięć złotych medali mistrzostw Świata i Europy kontynuując w ten sposób lotniczą pasję swojego ojca. Większość tych sukcesów odniósł startując na szybowcach polskiej konstrukcji. Na XVI Szybowcowych Mistrzostwach Europy w 2011 roku potwierdził swoją supremację zdobywając kolejny tytuł mistrzowski. Zanim zasiadł z sterami pływał na żaglówkach".../J. Mytych/.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      2009sara46
      Czas publikacji:
      niedziela, 09 marca 2014 15:05

Wyszukiwarka

Zakładki

Kanał informacyjny