Turystyka . Kultura . Tradycja . Historia . BESKIDZKIE BIBUŁOWE KWIATY .

Wpisy

  • sobota, 30 lipca 2016
    • ZACHOWAJ BEZPIECZEŃSTWO PODCZAS BURZY W GÓRACH.

      Latem często bywają burze. Zawsze wtedy martwię się o bliskich, którzy lubią urządzać wypady turystyczne w nasze Beskidy .

      Zasady sformułowane przez  Polskich Łowców Burz:

      ZASADY BEZPIECZEŃSTWA PODCZAS BURZY W GÓRACH :

      1"...W czasie burzy przebywanie na zewnątrz zawsze wiąże się z ryzykiem porażenia piorunem. Pamiętaj, że nie możesz być najwyższym punktem w swojej okolicy, gdyż wyładowania atm. zazwyczaj szukają najkrótszej drogi między chmurą a ziemią.

      2.Nigdy nie szukaj schronienia pod drzewami, masztami, latarniami,  słupami linii energetycznych i wolno stojącymi wieżami – są one wysokie i przez to ściągają pioruny. Dodatkowo stanie pod drzewem podczas burzy naraża ciebie na śmiertelne niebezpieczeństwo uderzenia i przygniecenia spadającymi konarami, gdy zerwie się porywisty wiatr.

      3.Podczas burzy unikaj wzniesień i szczytów górskich. Góry są wysokie, dodatkowo w wyższych partiach pozbawione są lasów i zabudowań. Pioruny najczęściej uderzają w najwyższe punkty w okolicy, w tym w szczyty górskie. Jeśli widzisz nadciągającą burzę, staraj się jak najszybciej schodzić w dół. Jeśli niedaleko jest schronisko górskie, udaj się do niego jak najszybciej i przeczekaj tam groźną pogodę.

      4.Jeśli burza zaskoczy ciebie na otwartej przestrzeni (polu, dużej łące), kucnij, jednocześnie maksymalnie zbliżając stopy do siebie. Jeśli piorun trafi w niedalekiej odległości, zniwelujemy wtedy skutek oddziaływania napięcia krokowego. Bieganie podczas burzy nie jest zalecane z tego powodu, że czynność ta wymaga stawiania dużych kroków, co powiększa napięcie krokowe w razie bardzo bliskiego uderzenia pioruna. Nie trzymaj się też innych osób – w razie bardzo bliskiego uderzenia pioruna możesz zginąć razem z nimi.

      5.Bezpiecznym miejscem podczas burzy jest samochód lub samolot. Metalowa obudowa samolotu czy samochodu tworzy tak zwana klatkę Faradaya. Dzięki temu prąd elektryczny przemieszcza się tylko po zewnętrznej stronie przewodnika, a pole elektryczne nie przenika do wnętrza pojazdu.

      6.Podczas burzy najbezpieczniejsze są budynki wyposażone w instalację odgromową. Piorunochrony są wykonane z materiałów świetnie przewodzących prąd. Piorun po uderzeniu w budynek szuka najłatwiejszej drogi do ziemi. Instalacja odgromowa przez swoje właściwości bezpieczne sprowadza prąd z wyładowania atm. do gruntu.

      7.Nie rozmawiaj przez telefon stacjonarny i nie korzystaj z urządzeń elektrycznych podłączonych kablem do instalacji. Piorun może uderzyć w linię energetyczną lub telekomunikacyjną i przemieszczać się nią aż do odbiorników (np. słuchawki telefonu). Na czas burzy część cenniejszych urządzeń elektrycznych lepiej odpiąć od instalacji, gdyż impuls elektryczny z wyładowania atm. może je zniszczyć. Pamiętaj jednak, że korzystanie w czasie burzy z urządzeń bezprzewodowych (np. telefon komórkowy, laptop nie podłączony przewodami do instalacji elektrycznej i telekomunikacyjnej) jest bezpieczne.

      8.Gdy słyszysz grzmoty, przerwij wykonywanie prac polowych, nie czekaj, aż zacznie padać. Piorun może uderzyć jeszcze przed strefą opadu. Odłóż wszelkie metalowe narzędzia i poszukaj bezpiecznego schronienia.

      9.Gdy widzisz zbliżającą się burzę, jak najszybciej skończ prace na wysokościach (dachy,drzewa). Przebywanie na dachu w trakcie burzy stanowi dla ciebie duże zagrożenie.

      10.Podczas burzy nie przebywaj w jeziorze, w morzu lub w rzece. Substancje chemiczne zawarte w nieprzefiltrowanej wodzie powodują przewodzenie prądu. Jeśli piorun uderzy w taflę jeziora, morza czy w rzekę, istnieje spore ryzyko porażenia.

      11.Nie żegluj, gdy widzisz, że burza się zbliża. Podczas burz nad akwenami wodnymi istnieje spora szansa na pojawienie się wiatru szkwałowego. Jeśli widzisz burzę, staraj się jak najszybciej dopłynąć do przystani.

      12.Gdy prognozowane jest wystąpienie burzy, nie parkuj samochodu pod drzewami. W razie pojawienia się silnego wiatru konary lub całe drzewo może zniszczyć twoje auto.

      13.Jeśli na wolnej przestrzeni dopadnie cię gradobicie, a wokół nie będzie żadnego bezpiecznego schronienia, skul się i zasłoń głowę rękoma.

      14.Zanim wyjdziesz na dłuższy spacer bądź wyjedziesz na wycieczkę, sprawdzaj prognozy burzowe i ostrzeżenia dostępne na naszej stronie. Możesz to sprawdzać także przez telefon. Przed dłuższą wyprawą w góry obserwuj na bieżąco portal PŁB i zobacz czy w miejscu, do którego się wybierasz, nie przewiduje się wystąpienia burzy"....

      DZIĘKUJĘ POLSKIM ŁOWCOM BURZ ZA WYŻEJ SFORMUŁOWANE ZASADY.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      2009sara46
      Czas publikacji:
      sobota, 30 lipca 2016 12:40
  • niedziela, 10 lipca 2016
  • niedziela, 26 czerwca 2016
  • poniedziałek, 13 czerwca 2016
  • sobota, 04 czerwca 2016
  • środa, 25 maja 2016
  • poniedziałek, 02 maja 2016
  • wtorek, 19 kwietnia 2016
  • niedziela, 03 kwietnia 2016
    • ŻOŁNIERZE WYKLĘCI - ODNALEZIENI !

      LINKI :

      RAECZPOSPOLITA : IPN trafił na szczątki żołnierzy "Bartka"?

      Wyklęci - odnalezieni.

      Rodziny odwiedziły miejsce ich spoczynku

        

      /fot. z internetu/

      Dzięki pracy archeologów z IPN  udało się w okolicach Starego Grodkowa odkryć szczątki  Żołnierzy Wyklętych z oddziału Henryka Flamego "Bartka" zamordowanych we wrześniu 1946 r.

      Katowicki IPN wznowił śledztwo w sprawie zbrodni komunistycznej będącej zbrodnią przeciwko ludzkości popełnionej przez UB na żołnierzach NSZ z oddziału Henryka Flamego ps."Bartek".

      1 kwietnia delegacja rodzin zamordowanych z Ciśca na czele z proboszczem Władysławem Nowobilskim z Ciśca  oraz z Piotrem Tyrlikiem - wójtem Węgierskiej Górki i z Zofią Pajestką-Jurasz (pracującą  nad albumem "Cisiec na starej fotografii") udali się na miejsce- w okolice Grodkowa na Opolszczyźnie, gdzie znaleziono szczątki zamordowanych przez UB we wrześniu 1946 r. 

      ..."W komunikacie poinformowano , że w piątek ( 8 kwietnia) zakończono prace dotyczące poszukiwania szczątków w Starym Grodkowie na Opolszczyźnie prowadzone przez Samodzielny Wydział Poszukiwań IPN pod kierunkiem prof. Krzysztofa Szwagrzyka, pełnomocnika prezesa IPN ds. poszukiwań nieznanych miejsc pochówku ofiar terroru komunistycznego. Prace te trwały od 7 marca 2016 r"...

      W ich wyniku odnaleziono szczątki ok. 30 osób , które przewieziono do Zakładu Medycyny Sądowej Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu celem wykonania szczegółowych badań i wydania kompleksowej opinii sądowo-lekarskiej a także wykonane zostaną badania genetyczne.

      ..."Z komunikatu katowickiego IPN wynika , że 69 żołnierzy z formacji "Bartka" miało zostać zastrzelonych  strzałem w potylicę na terenie nieustalonej wciąż miejscowości powiatu opolskiego"... 

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      2009sara46
      Czas publikacji:
      niedziela, 03 kwietnia 2016 18:24
  • środa, 16 marca 2016
    • POD TYMI STARYMI DRZEWAMI SPACEROWAŁ ŚWIĘTY.

       

      Stare fotografie udostępnione dzięki uprzejmości pani Lucyny Kuśnierz . Kardynał Karol Wojtyła wśród bierzmowanej młodzieży w Milówce .

      Te stare drzewa rosnące przy Kościele pod wezwaniem Wniebowzięcia Najświętszej Marii Panny i św. Aniołów usytuowanym w centrum Milówki obok szkół starych i nowych widziały wiele w historii tej malowniczej , górskiej miejscowości . Kilkakrotnie w ich cieniu spacerował i działał Święty Jan Paweł II kiedy był jeszcze biskupem . Zdarzenia te upamiętnione są napisami . Powyższa tablica upamiętnia czas, kiedy w cieniu tych pięknych starych drzew w słoneczne upalne dni  1 i 2 lipca 1961 r. młody biskup krakowski Karol Wojtyła udzielał Sakramentu Bierzmowania dzieciom z Milówki, Ciśca,Szarego, Kamesznicy, Nieledwi, Prusowa i z Lalik w liczbie aż 1208 osób .

      Druga tablica, na pomniku Jana Pawła II przypomina czas, kiedy biskup Karol Wojtyła udzielał pod drzewami Sakramentu Kapłaństwa trzem  diakonom : z Milówki, Ciśca i Ujsół. Miejsce celebry zostało upamiętnione w 2000 r. z inicjatywy proboszcza Kapelana Józefa Nędzy w 25 rocznicę wydarzenia .

      Źródło:Władysław Motyka "Tu był Piotr. Związki Jana Pawła II z Żywiecczyzną i Beskidami ". Milówka 2001 r.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      2009sara46
      Czas publikacji:
      środa, 16 marca 2016 14:08
  • wtorek, 15 marca 2016
    • PROF. HENRYK KĄKOL URODZONY W CIŚCU W 1939 r.

      Dr hab. prof. nadzw. HENRYK KĄKOL  - materiał źródłowy.

      Henryk Kąkol urodził się w Ciścu k/Żywca w 1939 r. Studia matematyczne w Wyższej Szkole Pedagogicznej w Krakowie ukończył w 1960 r. Na tej samej uczelni uzyskał  doktorat w 1977 r. a w 1999 -habilitację pracą "Nowoczesne środki dydaktyczne w procesie nauczania i uczenia się matematyki". Profesor nadzwyczajny UP w Krakowie w latach 2000 - 2009 r. a w Bielsku - Białej od 2014 r.

      Pierwsze 8 lat po ukończeniu studiów pracował jako nauczyciel matematyki w Książu Wielkim 2 lata i w Skarżysku Kamiennej w I LO 6 lat - do 1968 r.

      W latach 1968 - 1973 był kierownikiem  Sekcji Matematyki w Ośrodku Metodycznym w  Kielcach. Następnie od 1973 r. do 1977 r.  - kierownikiem Zakładu Przedmiotów  Matematyczno-Przyrodniczych IKNiBO w Kielcach.

      Praca w WSP w Kielcach przypada na lata : 1977 do 1984 r. Natomiast w Krakowie (WSP i UP) pracuje do 2009 r. kiedy to przechodzi na emeryturę .

      Od 2014 r.  związany jest z Wyższą Szkołą Administracji w Bielsku-Białej jako profesor nadzwyczajny.

      Problematyka badawcza będąca w kręgu zainteresowań prof. Henryka Kąkola to :

      Statystyka opisowa i rachunek prawdopodobieństwa w szkole . Nowoczesne technologie w procesie nauczania i uczenia się matematyki na różnych poziomach kształcenia .

      Prof. Henryk Kąkol to autor i współautor około 150 publikacji (artykuły, książki i podręczniki). Są to między innymi :

      Elementy rachunku prawdopodobieństwa, 1975.

      Podstawowe pojęcia statystyki i rachunku prawdopodobieństwa,1990.

      Matematyka- Egzamin do szkoły średniej,1991.

      Elementy statystyki opisowej w szkole podstawowej, 1994.

      Rola komputera w procesie rozwiązywania matematycznych zadań (współautor) Dydaktyka matematyki. 2004.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      2009sara46
      Czas publikacji:
      wtorek, 15 marca 2016 17:49
  • piątek, 11 marca 2016
    • WANDA CZUBERNATOWA - SAFONA Z RABY WYŻNEJ.

      CZUBERNATOWĄ spotkałam dziś na facebooku i postanowiłam napisać o niej i umieścić ją tu niejako  gościnnie, bo przecież nie żyje w Beskidach . 

      Safoną z Raby Wyżnej nazwał Czubernatową ks.Józef Tischner. Znali się od dziecka . ks. Tischner namawiał Wandę Czubernatową, aby pisała . Na wielu swoich wykładach cytował jej wiersze . Ich rozmowy odbywały się głównie listownie, bo wiele lat Wanda korespondowała z Tischnerem a z ich listów powstała ich wspólna książka "Wieści ze słuchanicy ".Nazywano ją Tiśnerową muzą. "Najlepsza poetka wśród kucharek i najlepsza kucharka wśród poetek"

      Oto jeden z jej wierszy :

      WANDA CZUBERNATOWA  "W LETNIM LESIE"

      byłeś mój

      W letnim lesie

      na odwiecerz

      byłeś mój

      w borównicku niedoźrałym

      we mchach rośnych

      byłeś mój

      ręce twoje zakwitały

      kwitły ogniem kwitły kwiatem

      ochraniały mnie przed światem

      byłeś mój

       

      Pote miesiąc ślozł z wierzchołka

      nabroł gwiozdek do podołka

      i złociście sioł po lesie

      od gór leci letnie granie

      tońcom gwiozdki na polanie

      na cetynie

      na smrecynie

      septo zając zajęcynie

      byłeś mój

       

      Byłeś ogniem

      byłeś światem

      zielonością

      duchem

      kwiatem

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      2009sara46
      Czas publikacji:
      piątek, 11 marca 2016 17:12
    • BIBUŁOWE KWIATY OD PRZEDSZKOLA .

      Po pogadance wygłoszonej gwarą przez panią bibliotekarkę Helenę Śleziak - o góralskich tradycjach naszego regionu - pani Renata Babicka sprawdziła czy dzieci zrozumiały. Okazało się , że tak . Dzieci same poprosiły , aby panie nauczyły je robić kwiaty z bibuły . Było przy tym wiele radości . 

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      2009sara46
      Czas publikacji:
      piątek, 11 marca 2016 15:51
  • sobota, 27 lutego 2016
  • piątek, 26 lutego 2016
    • JEDZMY ZDROWY MIÓD .

      Niestety pszczoły w okolicach Żywca , podobnie jak i w innych miejscach nie mają się najlepiej . Co roku pszczelarze z wiosną otwierają niektóre puste ule . A jest pustych uli coraz więcej . Co jest powodem umierania pszczół ?

      Starożytni wkładali swoim faraonom do grobowca wraz z innymi drogocennymi przedmiotami naczynie z miodem .

      ..."Leczy przeziębienie, wzmacnia organizm i łagodzi podrażnienia skóry. Miód to naprawdę wspaniały produkt. Potwierdzają to także naukowcy.

      To, że miód jest zdrowy, wie chyba każdy. Naukowcom takie proste stwierdzenie jednak nie wystarczało. Od kilku lat badają ten słodki produkt. I są coraz bardziej zaskoczeni. Analizy potwierdziły to, co wiedziały już nasze babki – że miód jest skuteczny w leczeniu wielu schorzeń.

      Doskonała jest  woda miodowa, czyli łyżeczka miodu rozpuszczona w 3/4 szklanki wody pozostawiona na noc pod przykryciem. – Wypijamy ją rano, wcześniej dobrze mieszając. Taką kurację stosujemy co najmniej przez 30 dni. To naprawdę działa – przekonuje Zbigniew Durajczyk.

      Naukowcy z uniwersytetu stanowego w Pensylwanii wykazali, że miód likwiduje uporczywy kaszel u dzieci. Przebadali 105 maluchów, które leczyli albo syropem przeciwkaszlowym, albo miodem. Łyżeczka miodu przed snem sprawiła, że zarówno dzieci, jak i ich rodzice mogli spokojnie przespać noc – zapewniają uczeni. Z ich analizy wynika, że miód jest skuteczniejszy niż jeden z najpopularniejszych w USA syropów na kaszel. Nie ma też działań ubocznych.

      – Miód jest niemal całkowicie bezpieczny – komentuje badania pediatra dr Ian Paul. Jego zdaniem miód może łagodzić kaszel, bo jest bogaty w antyoksydanty, np. witaminę C i flawonoidy. – Związki te pomagają zwalczyć różne infekcje wywołujące objawy przeziębienia. Miód przynosi ulgę, wzmaga też produkcję śliny, która rozcieńcza śluz i nawilża górne drogi oddechowe – dodaje dr Paul.

      Do identycznych wniosków doszli naukowcy z uniwersytetu w Tel Awiwie, którzy podobne badanie przeprowadzili na grupie trzystu dzieci w wieku od roku do pięciu lat"... /Dorota Romanowska/.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      2009sara46
      Czas publikacji:
      piątek, 26 lutego 2016 11:16
  • niedziela, 21 lutego 2016
  • czwartek, 18 lutego 2016
  • piątek, 12 lutego 2016
  • wtorek, 09 lutego 2016
    • SZUMI JAWOR SZUMI CZYLI ZWIĄZEK PODHALAN ŻYWIECKICH.

       

      JÓZEF PIENIĄŻEK "GÓRAL ŻYWIECKI" 1933 R.
       
      Ks. WŁADYSŁAW ZĄZEL na czele Podhalan .
       
       
      ..."Związek Podhalan przetrwał lata okupacji w konspiracji. Po 1945 ...r. podejmowano próby wznowienia działalności, ale w 1948 r. komunistyczne władze PRL rozwiązały organizację, jako wrogo nastawioną do nowej rzeczywistości społeczno-politycznej. W 1957 r. .podjął działalność Związek Górali Tatrzańskich, który w 1964 r. przyjął na nowo nazwę Związek Podhalan. W okresie PRL, na Żywiecczyźnie działalności organizacyjnej nie podjęto, z uwagi na losy jej przedwojennych działaczy. W czasie wojny dorobek materialny Związku został zniszczony, a czołowi działacze, jak Władysław Pieronek, Józef Szczotka czy Michał Ryłko zostali wysiedleni i okupację przeżyli na wygnaniu, w Generalnej Gubernii. Sekretarz Powiatowego Zarządu Ognisk Podhalańskich inż. Włodzimierz Kawecki, więzień Starobielska, został zamordowany przez NKWD w Charkowie w 1940 r.
      Niemniej spuścizna Związku Podhalan była żywa. Na doświadczeniach i repertuarze góralskich zespołów z Radziechów i Milówki, prowadzonych przez Ogniska ZP w okresie międzywojennym, bazowały nowe zespoły regionalne z terenu Żywiecczyzny"... (AUTOR  NIEZNANY ).
      Na Żywiecczyźnie działa Oddział Górali Żywieckich z siedzibą w Milówce oraz ogniskami w gminach Jeleśnia, Koszarawa i Radziechowy–Wieprz, działalnością swą obejmując także inne gminy powiatów żywieckiego i bielskiego (np. Lipowa, Porąbka, Rajcza, Ujsoły, Węgierska Górka). W Żywcu, w ramach Tygodnia Kultury Beskidzkiej odbywa się Festiwal Folkloru Górali Polskich.
       
      

       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      2009sara46
      Czas publikacji:
      wtorek, 09 lutego 2016 09:48
  • niedziela, 07 lutego 2016
  • środa, 03 lutego 2016
    • ANNA DZIEDZIC "HISTORIA KOŚCIOŁA JEDNEJ DOBY " W CIŚCU . (NA ŻYWIECCZYŹNIE ).

        Fot . K. Pajestka .

      Kamera na żywo

       To najciekawsza z wielu - historia powstania "Kościoła Jednej Doby " w Ciścu - pióra pani  Anny Dziedzic , mieszkanki Ciśca . PRZECZYTAJ , BO WARTO !

      "Jeśli nam zburzycie ten kościół - wybudujemy drugi, a nawet trzeci i dziesiąty…".
      O wydarzeniach związanych z nielegalną budową kościoła w Ciścu było głośno nie tylko w Polsce, ale i za granicą nawet przez parę lat po jej zakończeniu..  

      Do dziś wioska Cisiec kojarzy się wielu, zwłaszcza starszym ludziom, ze słynnym powstaniem świątyni w ciągu jednego dnia i jednej nocy.
      Mieszkańcy Ciśca od dawna pragnęli mieć własny kościół. Od XVI wieku uczestniczyli w życiu religijnym i duszpasterskim parafii Milówka. Do parafialnego kościoła trzeba było chodzić 5 - 7 kilometrów. Religijny Cisiec czuł się upokorzony wobec sąsiednich wiosek brakiem własnego kościoła. Jego mieszkańcy zabiegali o zgodę na budowę kościoła już przy okazji komasacji gruntów w 1969 roku, składali także wnioski do władz w Krakowie i w Żywcu. Odpowiedzi jednak nie nadeszły i zgody nie wydano. W 1971 roku prośbę ponowił ks. kard. Karol Wojtyła, który wyrażał gotowość finansowego wsparcia budowy kościoła przez Kurię, pod warunkiem, że zaangażuje się w nią jeden z księży pracujących w Milówce. Wybór padł na ks. wikarego Władysława Nowobilskiego.
      Ksiądz Władysław Nowobilski urodził się w Białce Tatrzańskiej w 1942 roku w rodzinie, w której trzech synów zostało kapłanami, a jedna z córek siostrą zakonną. Święcenia kapłańskie otrzymał w rodzinnej miejscowości w 1967 roku z rąk ks. abpa Karola Wojtyły. Po wyświęceniu przez cztery lata był wikariuszem w Zawoi, a stamtąd został przeniesiony do Milówki. Przejął on obowiązki katechety w sąsiednich wioskach, m. in. w Ciścu. To właśnie przy okazji katechizacji zapoznał się z dążeniami mieszkańców, pragnących mieć własny kościół. W lutym 1972 roku małe grono parafian wraz z ks. Nowobilskim podjęło decyzję o budowie kościoła. Początkowo grupa organizacyjna, za radą ks. Władysława wpadła na pomysł, by znaleźć w Ciścu jakiś starszy dom i przebudować go na kaplicę lub przeznaczyć na rozbiórkę, a na wolnej parceli przystąpić do budowy. W centrum miejscowości, na posesji państwa Marii i Władysława Śleziaków znajdowała się stara, nieczynna już piekarnia, idealnie nadająca się na realizację powyższych planów. Rodzeństwo Maria i Władysław ani chwili się nie namyślając, nie tylko wyrazili zgodę, ale oddali piekarnię wraz z parcelą za darmo. Tym samym wzięli na siebie ogromną odpowiedzialność.
      Stanisław Wiewióra, inż. architekt, pierwszy doradca, proponował rozbiórkę walącej się już piekarni i rozpoczęcie budowy „domu dwurodzinnego”, który potem łatwo mógłby być zaadaptowany jako kaplica. On też polecił jako wykonawcę planów architektonicznych inż. Bolesława Szurana, który zlecenie przyjął i dokumentację wykonał w taki sposób, by przy minimalnych korektach z domu mieszkalnego powstał kościół. Władze powiatowe projekt zaakceptowały i wydały pozwolenie.
      W czerwcu 1972 roku rozpoczęto budowę; powstały solidne fundamenty i ułożono część ściany. Wtedy władze powiatowe, podejrzewając, jakie będzie jej ostateczne przeznaczenie, zabroniły jej kontynuowania.

      Rozpoczęło się nękanie ludzi. Wstrzymano dowóz materiałów budowlanych, a nawet w poszczególnych placówkach wydano zakazy sprzedaży tychże materiałów. Jednak ci parafianie, którzy budowali własne domy, gromadzili materiały także na budowę kościoła. Każdy, ile mógł, ofiarowywał: pustaki, trochę drutu, parę worków wapna, cementu, trochę cegły. Ludzie nie dawali poznać po sobie, że ze swoich planów nie tylko nie zrezygnowali, ale też, że do ich realizacji intensywnie się przygotowują. Ta pełna konspiracja uśpiła nieco administrację państwową. W międzyczasie ks. Władysław Nowobilski pojechał do Zakopanego na rekolekcje kapłańskie i spotkał tam ks. Mariana Przewrockiego z Milczy, który w maju tego roku wybudował w swojej miejscowości kościół w ciągu 24 godzin. Ksiądz ten zobowiązał się do udzielenia pomocy ks. Władysławowi, zadeklarował przyjazd do Ciśca wraz z cieślą i kilkoma murarzami. Spotkanie wyznaczono na dzień 28 października. Po przyjeździe z rekolekcji ks. Władysław Nowobilski zwołał tajne zebranie pod przysięgą na krzyż grupy wtajemniczonych w liczbie około piętnastu osób celem omówienia organizacji pracy. Jednak informacja o zamiarze budowy i bezpośrednich przygotowaniach do niej przedostała się jakoś do władz powiatowych. W środę przed rozpoczęciem budowy, 24 października, , zaczęto wzywać na przesłuchania. Wzmocniono służby milicyjne. W piątek, 26 października, władze żywieckie zorganizowały zebranie mieszkańców wsi, w tym niektórych uczestników owego tajnego zebrania, celem nakłonienia ich do rezygnacji z planowanego przedsięwzięcia. Patrole milicyjne obserwowały plac budowy dniem i nocą. Na mostach ustawiono małe oddziały milicji. We wsi powiało strachem. Wielu ludzi dotychczas bardzo zaangażowanych w plany budowy kościoła zwątpiło w możliwość ich realizacji przy takim nacisku władz oraz służb milicyjnych i na skutek tego wycofało swój udział przygotowywaniu dalszej budowy. Ksiądz Nowobilski musiał podjąć więc bardzo ważną decyzję, co dalej robić w sytuacji, gdy władze porządkowe dalej intensywnie patrolowały wieś, a ks. Przewrocki, który miał pokierować budową, był śledzony przez milicję. Ks. Nowobilski zorganizował więc spotkanie w jeszcze węższym gronie, by podjąć kolejną decyzję: Co dalej? Postanowiono, że aby tym razem uśpić czujność władz, inicjatorzy i uczestnicy tego zebrania do niedzieli nie będą podejmować żadnych prac na placu budowy. Dopiero wczesnym rankiem 5 listopada powiadomią ludzi, że przy fundamentach będzie odprawiana Msza św. przez ks. Władysława Nowobilskiego. Tylko wtajemniczeni mieli zabrać ze sobą konieczne do pracy narzędzia. Czy plan się powiedzie, nie wiedziano. Wszystko zależało od tego, czy ludzie w ogóle przyjdą.
      W niedzielę, 5 listopada około godziny piątej nad ranem mieszkańcy Ciśca, korzystając z osłony nocy, małymi grupkami, ciągnęli na wyznaczone miejsce przy wybudowanych już wcześniej fundamentach. Od strony Małego Ciśca nadeszła duża grupa młodzieży wraz z ks. Władysławem Nowobilskim. Na nabożeństwie zebrało się około 300 osób. Ksiądz Nowobilski, przy ołtarzu zbudowanym z pustaków, odprawił o godzinie 600 Mszę św.. Kazanie, w którym przytoczył przykład św. Maksymiliana Marii Kolbego, zmobilizowało i jednocześnie zagrzało ludzi do rozpoczęcia ryzykownej budowy.
      Wtajemniczeni, głównie murarze, przyszli z narzędziami i zaraz po Mszy św. przystąpili do pracy. Większość prawie trzytysięcznej wioski nie wiedziała, że to właśnie dziś budować będą kościół. Ale widząc, jak praca wre, kolejni, nawet z sąsiednich miejscowości, przyłączali się by pomóc. W sumie zebrało się około 1000 osób, w tym kobiety i dzieci. Grupa inicjatywna sądziła i słusznie, że obecność kobiet i dzieci jest w stanie powstrzymać władze i milicję przed próbą brutalnego stłumienia cisieckiego wyczynu. Mury rosły w oczach; wszyscy pracowali z poświęceniem, gdy jedni odchodzili by odpocząć, przychodzili kolejni. Mężczyźni robili szalunki na mury, a murarze rozpoczęli prace murarskie.


      Kobiety, dziewczęta a nawet siostra zakonna Beata Talik przygotowywały zaprawę murarską . Dzieci pomagały też rozbierać mury starej piekarni, podawano cegłę i pustaki taśmowo, praca szła więc bardzo szybko. Chłopi furmankami zwozili cegłę, pustaki, piasek i wapno rozlokowane po domach, zwozili także drewno na dach. Cieśle miejscowi wraz z ekipą brata ks. Władysława, Stanisława Nowobilskiego z Podhala, zajęli się montowaniem więźby przygotowanej przez nich już trzy dni wcześniej w pobliżu jednego z budujących się prywatnych domów. Kobiety przygotowywały posiłki i roznosiły jedzenie na stanowiska pracy, by pracujący na murach nie tracili czasu na schodzenie z rusztowań.
           Około godz. 11  na terenie budowy pojawili się przedstawiciele Służby Bezpieczeństwa wraz z Przewodniczącym Powiatowej Rady Narodowej Ferdynandem Łukaszkiem. Apelowali do ludzi, aby zebrali się w budynku Domu Ludowego. Chciano nakłonić organizatorów budowy do jej przerwania i do opuszczenia placu budowy, aby mogły go zająć uzbrojone oddziały milicji. Wtedy powrót na budowę byłby już niewykonalny. Grożono wyłączeniem prądu, jednak nikt nie słuchał, każdy trwał na swoim stanowisku i pracował. Nawoływania do przerwania budowy okazały się bezskuteczne, więc ekipa odjechała, zostawiając jednak we wsi patrole.


           W niedługim czasie władze przypuściły szturm. Po południu wracający do domu Władysław Dziedzic został porwany do samochodu milicyjnego. Został przewieziony na Komendę Milicji w Żywcu. Jego przesłuchiwanie wzbudziło przerażenie u budujących. Na szczęście zwolniony murarz przyszedł prosto na budowę. Ludzie widząc, że jest bezpieczny, jeszcze żwawiej zabrali się do pracy. Ponieważ wyłączono prąd w całej okolicy, pracujący zmuszeni byli wziąć się do ręcznego mieszania zaprawy murarskiej i do dźwigania jej w wiadrach na linie. Ponieważ ściemniło się, ludzie rozpalili ogniska i pochodnie, rozniecając je oblanymi ropą oponami samochodowymi, a nawet gumowymi butami.
           Władze nie ustawały w szykanowaniu budujących. Wysłano milicjantów oraz operatorów kamer, którzy rozpoczęli filmowanie przebiegu budowy. Taki dokument mógłby ułatwić dziś odtworzenie tamtych wydarzeń jednak film ten prawdopodobnie podzielił los dokumentów, których niszczenie w roku 1990 wstrząsnęło opinią publiczną. 


           Mury kościoła wznoszonego w tak trudnych warunkach ciągle rosły. Około godz. 22 były prawie na ukończeniu. Jednak budowla nie była stabilna, mury zaczęły się rozchodzić na boki i groziły zawaleniem się. Zaczęto więc podpierać je żerdziami. Cieśle zaczęli montaż więźby, na świeże mury kładli krokwie, pracowali nad tym do rana. To, że zdołano dach ułożyć na murach grożących niemal w każdej chwili zawaleniem, w pośpiechu i strachu przed tym, co się może jeszcze wydarzyć, graniczyło niemal z cudem.
           W poniedziałek, 6 listopada, o godz. 6 rano krokwie znajdowały się już na murach, potem przybito deski i dach pokryto papą. Pogoda się jednak popsuła, zaczął padać deszcz i wiać zimny, listopadowy wiatr. Zmęczeni, niewyspani ludzie, mimo trudnych warunków, rozpoczęli dalszą pracę. Po drogach ustawicznie jeździły samochody milicyjne. Na słupach przydrożnych milicja powywieszała afisze, które ostrzegały przed niebezpieczeństwem przebywania na terenie budowy oraz o grożących za to sankcjach karnych; ludzie jednak nie opuścili budowy. Choć zasadniczo budowa kościoła została zakończona, zostało jeszcze wiele prac murarskich, ciesielskich i porządkowych do wykonania. Po południu dowiedziano się, że przyjechać miała straż pożarna z całego powiatu i walić mury kościoła przy pomocy wody. Ludzie więc czuwali. Od tego dnia zarządzono dyżurowanie przy kościele. Księdzu Władysławowi przygotowano pomieszczenie z pustaków w świeżo wybudowanej świątyni. Na posłaniu ze słomy spędził dwie noce, pełniąc wartę i broniąc kościoła przed próbami zburzenia go. Jego pełne determinacji słowa podniosły ludzi na duchu i zmobilizowały do obrony kościoła za wszelką cenę: „-"W obronie Waszego kościoła i Was jestem gotowy nawet zginąć. Gdy będą burzyć kościół nie wyjdę z niego, choćby mnie miały przysypać gruzy. Jeśli zburzą kościół, to razem ze mną".” Wszystko było bowiem możliwe. Władze szukały nadal ochotników wśród strażaków. Milicja zamierzała rozpędzić ludzi pompami strażackimi i wodą rozmyć świeżą jeszcze zaprawę murarską. Nie znaleziono jednak zuchwalca, który wykonałby takie zadanie.
           W nocy z poniedziałku na wtorek, 7 listopada, prace trwały. Również w ciągu dnia ludzie gromadzili się na budowie, by pracować. Ks. Władysław odprawił w nocy z 7 na 8 listopada, przy zaimprowizowanym ołtarzu, dziękczynną Mszę św. i modlił się za wszystkich, dzięki którym kościół został wzniesiony i dziękował Bogu za cud, jaki dokonał się 5 listopada.

       

      Fot .czarno-białe  ze zbiorów ks.prob. Władysława Nowobilskiego - budowniczego kościoła jednej doby w Ciścu .

       Prace na budowie trwały codziennie prawie do końca grudnia, mimo trwających już przesłuchań oraz ciągłych patroli milicji na drogach i wokół budowy. Rozpoczęto też kopanie fundamentów pod prezbiterium. Noce mieszkańcy spędzali przy kościele.
           Wieści o tym, co się stało w Ciścu, dzięki Radiu „Wolna Europa” poszły w świat. Jednak dopiero teraz mieszkańcy odczuli ciężar krzyża, który wzięli na swe barki. Wieś dotknęły nie raz brutalne szykany ze strony milicji i władz. Wszyscy płacili mandaty pod byle pretekstem: woźnica za posiadanie bata, rowerzysta za brak dzwonka. Funkcjonariusze Służby Bezpieczeństwa nakazali dyrekcji Odlewni Żeliwa w Węgierskiej Górce zwalniać z pracy ludzi z Ciśca. Zwolniono m. in. Jana Tomiczka, którego żona Zofia oświetlała budowę. Po interwencji w Komitecie Centralnym w Warszawie wrócił do Odlewni. Pracował tam do 1992 roku, nie będąc jednak formalnie przyjętym do zakładu.
           Jedną z osób, która doświadczyła najwięcej przesłuchań był Władysław Śleziak, obecny kościelny, a ówczesny właściciel działki, na której wybudowano kościół i człowiek w pierwszym rzędzie pociągany do odpowiedzialności. Był przesłuchiwany kilkanaście razy, zasądzono mu 99 tys. zł. kary grzywny za nielegalną budowę kościoła, którą później obniżono do 35 tys. Mieszkańcy Ciśca poskładali się, aby mógł tę karę zapłacić. Grożono mu więzieniem na 5 lat, jeśli nie zgłosi do władz, gdyby ktoś pojawił się na budowie oraz odebraniem renty.
           Jak wynika z dokumentów zebranych w Archiwum Kurii Biskupiej w Bielsku - Białej, milicja organizowała „łapanki”; zabierała ludzi z ulicy, pola, miejsca pracy, z domów. Przesłuchiwano ich, grożono karami. Również dzieci były straszone przez nauczycieli wyrzuceniem ze szkoły. Ludzi straszono w zakładach pracy; niektórym pracownikom odbierano premie.      Dyspozycje w sprawie rodzaju postępowania wobec mieszkańców Ciśca w związku z nielegalną budową kościoła przychodziły z Komitetu Centralnego Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej.
           Do dziś nie wyjaśniono sprawy Czesława Ścigaja, który poniósł śmierć prawdopodobnie na skutek pobicia przez milicję. Kiedy 16 listopada 1972 roku wracał z Węgierskiej Górki z kursu prawa jazdy, wciągnięto go do samochodu milicyjnego. Po kilkudniowych poszukiwaniach żona dowiedziała się, że ciało jej męża Czesława znaleziono skatowane nad Sołą. Pogrzeb odbył się 20 listopada 1972 roku przy obstawie milicji.
           Władze dalej groziły mieszkańcom Ciśca zburzeniem kościoła. W związku z tym ludzie co noc dyżurowali przy kościele. Ksiądz Nowobilski został przez Kurię wezwany do powrotu na plebanię w Milówce. Nie wolno mu było przebywać na terenie kościoła w Ciścu ani odprawiać na razie w obiekcie Mszy św. Polecenie musiał wykonać. 11 listopada 1972 roku władze powiatowe w wyniku rozporządzenia władz wojewódzkich wydały nakaz rozbiórki w ciągu siedmiu dni nielegalnie wybudowanego obiektu pod sankcją karną, od którego państwo Śleziakowie wnieśli odwołanie. Odwołanie takie wniósł też ks. kard. Karol Wojtyła w imieniu Kurii Metropolitalnej w Krakowie.
           W Ciścu nastąpiła pełna mobilizacja. Ludzie w dalszym ciągu byli zdecydowani na wszystko. Przenieśli dzwon z pobliskiej kapliczki, by w razie zagrożenia szybko zwołać mieszkańców do obrony kościoła. Jedną z pierwszych sytuacji, kiedy dzwon okazał się skuteczny, była próba zaplombowania budowy przez władze powiatowe 21 listopada 1972 roku.


           Pełna obrona kościoła przez ludzi trwała dwa lata. Przez cały ten okres latem i zimą przy zapalonych ogniskach mury nowo wybudowanej świątyni rozbrzmiewały modlitwą i śpiewem. Dzwon trzy razy gromadził prawie wszystkich mieszkańców Ciśca w chwilach zagrożenia. Ciągle trwały przesłuchania. Ksiądz Nowobilski kilkunastokrotnie był wzywany na posterunki milicji w Węgierskiej Górce i Żywcu, jak i do Prokuratury. Władze domagały się od Kurii przeniesienia księdza. Kuria zwlekała z tą decyzją. Motywowała to podczas ustawicznych rozmów z władzami tym, że jest poważna obawa, iż usunięcie ks. Nowobilskiego spowoduje wzrost wzburzenia wśród mieszkańców, że każda reakcja może podnieść temperaturę nastrojów w Ciścu. Twierdziła, że trzeba poczekać, aż się sytuacja w Ciścu nieco uspokoi. Ale tak jak ks. Nowobilski nie opuszczał ludzi i oni nie opuszczali jego. Gdy został wezwany na jedno z przesłuchań do Żywca, ludzie bojąc się, że może mu grozić niebezpieczeństwo, pieszo, w osiemdziesięcioosobowej grupie udali się za nim. Księdzu i mieszkańcom ciągle grożono wysłaniem oddziałów wojska do rozbiórki. Postawa ludzi, tak bardzo jednak zaangażowanych w to dzieło, była nieugięta. Wielokrotnie powtarzali: "Jeśli nam zburzycie ten kościół - wybudujemy drugi, a nawet trzeci i dziesiąty…"
           Wzniesiona 5 listopada 1972 roku bryła kościoła na polu prostokąta, pokryta dość stromym dwuspadowym dachem przypominała swym wyglądem rzeczywiście duży dom mieszkalny. By przybrać postać obecną budynek ten przez 18 lat był ustawicznie rozbudowywany. Dzisiaj jest przykładem architektury ładnej, ciekawej, lekkiej i dobrze wkomponowanej w otaczający go beskidzki krajobraz. Na uwagę zasługuje również wystrój wnętrza świątyni, urzekający przestrzennością, prostotą i funkcjonalnością. Rozbudowa zewnętrzna obiektu podyktowana była z jednej strony dążeniem do nadania mu sakralnego charakteru, z drugiej zaś koniecznością zagwarantowania chwiejnej budowli odpowiedniej statyki oraz spełnienia wymogów architektury i sztuki budowlanej.
           W grudniu 1972 roku wykonano półkoliste prezbiterium. W listopadzie następnego roku jednej nocy, w dalszym ciągu bez zezwolenia dobudowano zakrystię. W roku 1976 roku z kamienia i stali wykonano solidne ogrodzenie kościoła, co sprawiło, że całość budowli zaczęła prezentować się estetycznie i okazale. Ale budowa ogrodzenia nie obyła się bez kłopotów z władzą. Kuria Metropolitalna w Krakowie zwróciła się do ks. Nowobilskiego o przedstawienie pisemnego sprawozdania w tej sprawie. Ksiądz Nowobilski wyjaśnił, że sprawa dotyczy panów Władysława Śleziaka i Władysława Witosa, którzy są prawnymi właścicielami działek, na których stoi kościół, a którzy pozwolenia na ich ogrodzenie otrzymali z Urzędu Gminy w Węgierskiej Górce w roku 1975. W sprawie podłączenia kościoła do sieci energetycznej, na co władze nie chciały udzielić zgody, mieszkańcy interweniowali pisemnie u I Sekretarza KC PZPR Edwarda Gierka. Mimo to, na przestrzeni osiemnastu lat, tzn. od 1972 roku do roku 1990, wykonano kolejno: prezbiterium, zakrystię, ogrodzenie, przedsionek i przebudowano w związku z tym wejście na chór, dobudowano kaplice boczną i wieżę, która dodała blasku całej budowli, a także grotę z figurą Matki Bożej Loretańskiej.
           Od momentu wybudowania kościoła do czasu jego zalegalizowania przez Urząd Wojewódzki w Bielsku - Białej, tj. w latach 1973 - 1979, projektowaniem zabudowy i wystroju wnętrza oraz nadzorowaniem wykonawstwa zajmował się krakowski artysta plastyk Andrzej Dzięgielewski. Jego autorstwa jest granitowy ołtarz, posadzka, płaskorzeźba na ścianie prezbiterium przedstawiająca "Wieczerzę Pańską", statua patrona kościoła Maksymiliana Kolbego oraz kasetonowy sufit z drewna modrzewiowego, projektowany wspólnie z miejscowymi stolarzami, którzy byli jego wykonawcami.
           Ołtarz został konsekrowany w grudniu 1977 roku przez ks. kard. Karola Wojtyłę. Od tego czasu roboty w zakresie rozbudowy oraz wystroju wnętrza odbywały się legalnie. Kolejne elementy wystroju i wyposażenia powierzono inż. arch. Stanisławowi Wiewiórze z Żywca. Według jego koncepcji i pod jego nadzorem zostały wykonane kolejno: boazerie, organy, ławy i konfesjonały.
           Wiosną 1999 roku rozpoczęto budowę nowej plebanii, która została zaprojektowana przez inż. arch. Jacka Wiewiórę, syna nieżyjącego już Stanisława w taki sposób, by była utrzymana w tym samym stylu architektonicznym, co kościół.
           11 sierpnia 1984 roku na mocy decyzji Urzędu Wojewódzkiego "niezgłaszającego zastrzeżeń co do legalizacji kościoła i utworzenia parafii w miejscowości Cisiec", ks. kard. Franciszek Macharski wydał dekret erygujący parafię w Ciścu.
           Szczególną rolę w powstaniu parafii w Ciścu odegrał ks. kard. Karol Wojtyła, który w swej mądrości potrafił prowadzić sprawę budowy kościoła ku dobru najpierw wiernych w Ciścu, potem ich duszpasterza, jak i dobru całego Kościoła w Polsce. Miał trudne zadanie. To w głównej mierze, od jego decyzji w pewnym momencie zależało powodzenie bądź niepowodzenie całego cisieckiego przedsięwzięcia. Władze świeckie za wszelką cenę nie chciały dopuścić, aby wybudowany nielegalnie obiekt stał i służył ludziom jako kościół. Dlatego szukały sposobów na zburzenie go lub przeznaczenie na inny cel. Między innymi wystąpiły z podstępną propozycją, że Cisiec w ciągu 24 godzin dostanie pozwolenie na budowę nowego kościoła pod dwoma warunkami: należy wyłączyć kościół w Ciścu z użytkowania, nakazując zamknięcie go i oddanie kluczy do władz powiatowych oraz przenieść ks. Nowobilskiego z parafii Milówka na inną parafię. Władze chciały obarczyć winą ks. kardynała za przekreślenie całego poświęcenia i męki przy budowie kościoła. Kardynał na te warunki się nie zgodził i nie podpisał ich. Jego decyzja przekreśliła podstępną politykę władz i możliwość zlikwidowania kościoła w Ciścu. Wspierał także cisiecką wspólnotę swoją obecnością (np. w 1973 roku odwiedził Cisiec dwukrotnie). Do dziś Ojciec Święty pamięta te chwile i przy każdorazowym spotkaniu z ks. Władysławem i pielgrzymami z Ciśca często wspomina z uśmiechem: "Aleśmy w Ciścu walczyli."
           Kościół w Ciścu stał się zarówno pomnikiem wzniesionym ku pamięci męczeńskiej śmierci św. Maksymiliana Marii Kolbego, jak i wyrazem męczeństwa wszystkich braci Polaków, również mieszkańców Ciśca, którzy stracili swoje życie w czasie ostatniej wojny światowej. Stał się pomnikiem otoczonym tak wielkim kultem, gdyż był wyrazem łączności z ofiarami pomordowanymi przez okupanta hitlerowskiego i stalinowskiego, ale i symbolem rzeczywistego męczeństwa mieszkańców Ciśca zaangażowanych w tak trudne i bolesne przedsięwzięcie, jakim było podjęcie się budowy kościoła wbrew władzom a nawet przy ich bezpośrednim  sprzeciwie .

      AUTOR : ANNA DZIEDZIC .

       FOT OSTATNIA  BY RADEK  RADZISZEWSKI FOT.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      2009sara46
      Czas publikacji:
      środa, 03 lutego 2016 20:23
  • niedziela, 24 stycznia 2016
    • TERESA I PIOTR MICHAŁKOWIE .

       

      http://www.rzezba-michalek.pl/index.php 

      Piotr Michałek prowadzi   firmę rodzinną : Pracownia Rzeźby i Mebli Artystycznych Michałek .

      Oferta firmy to : rzeźba świecka , rzeźba sakralna , meblarstwo , elementy dekoracyjne , formy użytkowe i kopie rzeźb .

       

      Piotr Michałek ur. 29.04.1965 w Limanowej. Absolwent Liceum Sztuk Plastycznych im. A. Kenara w Zakopanem. Od około 20 lat zajmuje się rzeźbą oraz meblarstwem artystycznym, począwszy od zaprojektowania do końcowej fazy realizacji. Realizuje głównie swoje projekty inspirując się klasyką. Przeważającym tematem twórczości jest rzeźba sakralna, w swoim dorobku artystycznym ma wiele realizacji w licznych kościołach, opactwach, zakonach, kaplicach oraz kolekcjach prywatnych w kraju i za granicą, co można zobaczyć na stronie.Rzeźby Piotra michałka zdobią boczny obraz Matki Boskiej Częstochowskiej znajdujący się w kościele w Ciścu .Znajduje się tu też wyrzeźbiony przez niego herb Ojca Świętego Jana Pawła II a w kościele w Milówce płaskorzeźba przedstawiająca Jana Pawła II

      Wykonuje głównie duże rzeźby, nawet kilkumetrowe w drewnie. Następnym ważnym tematem Jego twórczości są meble - nietypowe, masywne z nutą stylu barokowego oraz elementy dekoracyjne i formy użytkowe. Obecnie mieszka w Ciścu , w  Gminie Węgierska-Górka k/ Żywca gdzie prowadzi pracownie rzeźby.

      PIOTR MICHAŁEK przy pracy.

      Teresa Michałek , żona Piotra tworzy sztukę artystyczną i użytkową : malarstwo na szkle i kolorowe witraże.

       Zajmuje się również polichromią na rzeźbach i meblach  wykonanych w ich pracowni. Oferuje  usługi renowacyjne  zarówno  rzeźb polichromowanych jak i  obrazów olejnych. Wykonuje również obrazy olejne i  kopie  na zamówienie.


      Oto link do jej strony : obrazy i witraże

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      2009sara46
      Czas publikacji:
      niedziela, 24 stycznia 2016 18:33
  • niedziela, 17 stycznia 2016

Wyszukiwarka

Zakładki

Kanał informacyjny