Turystyka . Kultura . Tradycja . Historia . BESKIDZKIE BIBUŁOWE KWIATY .

Wpisy

  • piątek, 31 marca 2017
  • niedziela, 26 marca 2017
    • URSZULA LORANC "PORWANIE". HISTORIA PRAWDZIWA.

      TO OPOWIADANIE PODOBNIE JAK 3 POPRZEDNIE ZAMIEŚCIŁAM JUŻ WCZEŚNIEJ W INNYM MOIM BLOGU ALE RZADZIEJ ODWIEDZANYM PRZEZ CZYTELNIKÓW . TAM PODPISUJĘ SIĘ kaziapajestka  A TUTAJ 2009sara46 http://kpa.blox.pl/2015/03/Urszula-Loranc-Porwanie.html

       OPOWIEDZIAŁA MI TO MOJA KOLEŻANKA, EMERYTOWANA NAUCZYCIELKA  URSZULA LORANC Z CIŚCA, ZNANA DZIAŁACZKA SPOŁECZNA I DŁUGOLETNIA RADNA GMINY WĘGIERSKA GÓRKA. POPROSIŁAM, ABY MI TO NAPISAŁA. OTO JEJ OPOWIADANIE :

      Urodziłam się 2 lipca 1939 r. a więc nie pamiętam przebiegu wojny . Z opowiadań Rodziców wiem , że Tatuś został zabrany do wojska . Babcia i troje dzieci zostało z Mamą . Mieszkaliśmy w Ciścu ( obecnie ul. Brzoskwiniowa ) .   

      Musieliśmy uciekać do Sandomierza . Mama mówiła , że niosła mnie w wełnionce , a pieluchy prała w przydrożnych potoczkach , rzekach . Suszyła na plecach .

      Gdy wróciliśmy z wygnania nasz dom był spalony przez Niemców . Zamieszkaliśmy w budynku , który był w surowym stanie ( obecnie w nim mieszkam ) nie było pieca , podłóg , tynków . Z nami zamieszkały 3 rodziny Mików i Żółtych .

      Pamiętam koniec wojny , miałam 5 lat . Cesarką cały czas konie ciągnęły ciężkie wozy wyładowane dobytkiem wywożonym przez Niemców z Polski . Na niektórych wozach siedziały kobiety z dziećmi . Często jechały  też motory , były czarne i każdy miał przyczepę , w nich Niemcy ubrani na czarno , w hełmach . Bardzo bałam się tych motorów , ich warkot mnie przerażał i w popłochu uciekałam do domu .

      Te motocykle  z przyczepami , siedzący w nich Niemcy w czarnych mundurach i czarnych hełmach często mi się śniły i śnią do tej pory i zawsze ich się boję .

      Najbardziej utkwił mi w pamięci wiosenny dzień . Mama wypędziła krowę i pasła obok drogi . Byłam z Mamą , lecz wzięłam wiaderko i łopatkę i poszłam się bawić do piasku , który był obok drogi . (Tato z rzeki przywiózł do budowy ). Drogą jechały furmanki , konie . Przejeżdżała cała duża grupa Niemców na koniach .  Nagle jeden z Niemców tuż obok mnie zatrzymał konia , zeskoczył z niego i porwał mnie . Wsiadł ze mną na konia , moją twarz mocno przycisnął do munduru na piersiach i pogalopował . Bardzo płakałam i wołałam mamy . W rączkach trzymałam wiaderko i łopatkę ( były jasnozielone ). Długo jechaliśmy . Słyszałam tylko tętent końskich kopyt . Niemiec trzymał mnie mocno jedną ręką .

      Nagle zatrzymała  nas duża ilość żołnierzy z karabinami . Jeden z nich podszedł i zabrał mnie z konia . Zaniósł mnie do jakiegoś budynku , bałam się , płakałam . Niemiec  tłumaczył się łamaną polszczyzną , że przed wyjazdem zmarła mu taka córeczka z jasnymi kręconymi włoskami i błękitnymi oczkami i ręką wskazywał na mnie .

      Po jakimś czasie przyjechał Tato i odebrał mnie .Po tym wydarzeniu długo nie mogłam wyjść z domu , bałam się bardzo . Z opowiadań Rodziców wiem , że Mama biegła za Niemcem , który mnie porwał , później udało jej się zatrzymać przejeżdżający motor , który zawiózł Mamę do huty , gdzie pracował Tato . Huta miała już telefon - przedzwoniono do browaru i tam właśnie czekała policja , która mnie odebrała z konia . Tatę przywiózł do browaru  dyrektor Odlewni Żeliwa Węgierska Górka i on przywiózł nas do domu .

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      2009sara46
      Czas publikacji:
      niedziela, 26 marca 2017 00:02
  • sobota, 25 marca 2017
    • 25 LAT DIECEZJI BIELSKO - ŻYWIECKIEJ.

      6 stycznia 2014 roku w bielskiej katedrze odbyły się uroczystości przyjęcia sakry biskupiej i ingresu nowego ordynariusza diecezji. 7 stycznia w kaplicy Kurii w Bielsku-Białej bp Pindel kanonicznie objął rządy w diecezji."...

       

      ..."Jan Paweł II bullą „Totus Tuus Poloniae Populus” z dnia 25 marca 1992 roku – z wydzielonego terenu archidiecezji krakowskiej i diecezji katowickiej – utworzył diecezję bielsko-żywiecką. Równocześnie papież mianował biskupa ordynariusza nowo powstałej diecezji – księdza prałata Tadeusza Rakoczego. Biskupem pomocniczym papież mianował biskupa Janusza Zimniaka. Po przejściu hierarchy na emeryturę posługę tę pełni bp Piotr Greger, mianowany 22 października 2011 roku przez papieża Benedykta XVI. Jego święcenia biskupie odbyły się w katedrze św. Mikołaja w Bielsku-Białej – 27 listopada 2011 roku.

      W dniu 16 listopada 2013 roku papież Franciszek przyjął rezygnację biskupa bielsko-żywieckiego Tadeusza Rakoczego, mianując nowym ordynariuszem ks. prof. dr. hab. Romana Pindla, wówczas rektora Wyższego Seminarium Duchownego w Krakowie.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      2009sara46
      Czas publikacji:
      sobota, 25 marca 2017 13:32
  • środa, 22 marca 2017
  • niedziela, 19 marca 2017
  • piątek, 17 marca 2017
    • KAZIMIERA PAJESTKA DZIEJE PEWNEGO DOMU. HISTORIA PRAWDZIWA.

      http://kpa.blox.pl/2015/03/Prawdziwe-dzieje-pewnego-domu.html

       

       Dzieje pewnego domu . Bohaterami  opowiadania są też moi Rodzice : Stanisław i Wiktoria JOPEK.

      Był rok 1969 lub 1970 . Czerwiec lub wrzesień,  bo dzień był upalny,  słoneczny.

      Wracałam z pracy . Wysiadłam z autobusu na przystanku przed naszym domem i ze zdumieniem patrzyłam na tatę biegającego wokół domu za starszą , elegancką panią w kapeluszu i z aparatem fotograficznym na szyi . Bardziej jeszcze niż ten obrazek wprawiło mnie w zdumienie to wulgarne słowo  , które mój ojciec , człowiek łagodny i pogodny wykrzykiwał raz po raz.

      Pani salwowała się ucieczką do domu sąsiada a ojciec padł zemdlony na schody .

      Mama stała jak żona Lota nie mogąc zrobić kroku.

      Pobiegłam do telefonu. Najbliższy był w szkole prawie 2 km od nas. Ośrodek zdrowia - 7 km. Przybyły lekarz Stanisz stwierdził u ojca zawał.

      Co się stało ?

      Teraz dopiero wszystko  wyjaśniła mi mama .

      Przyszła do nas Niemka , która mieszkała w czasie wojny w naszym domu .

      Moi rodzice mieszkali  na polanie leśnej Barania - Bobki  w Kamesznicy , gdzie dzielili pokój z inną rodziną z dziećmi , ale i tak byli szczęśliwi , że ominęło ich wysiedlenie.  Mama i tak płakała codziennie i często chodziła popatrzeć na swój dom, w którym najpierw mieszkała Niemka z dziećmi, później był szpital Rosjan - a  musiała iść całą godzinę.  

      Aż wreszcie po ustaniu działań wojennych mama z tatą mogli wrócić do swojego domu.

      Mój ojciec od Niemki usłyszał zdanie wypowiedziane łamaną polszczyzną  takiej treści :- Przyszłam zobaczyć jak tu dbacie o mój dom . Chcę go jeszcze sfotografować w środku !

      Do nowego domu z trudem przy pomocy rodziców wybudowanego przez tatę moi rodzice jako świeżo poślubione małżeństwo wprowadzili się rok przed wojną - w 1938 roku . Od 1939 r. już w nim nie mieszkali.
      Obok studni , która służyła nam , cioci i sąsiadce , w 1945 r. w kwietniu pochowani zostali dwaj Rosjanie , bo w naszym domu po ucieczce Niemców był rosyjski szpital . Po wojnie zostali ekshumowani i przewiezieni na cmentarz żołnierzy Armii Czerwonej w Żywcu - Moszczanicy .Następne trzęsienie ziemi dom przeszedł w 1946 r. Funkcjonariusze UB dokończyli tego , czego nie zniszczyła jeszcze wojna . Wszystkie obrazki zostały pozbawione ram i zniszczone , okna i drzwi wyrwane z framugami , zerwane podłogi . Tata został zabrany z domu przez fukcjonariuszy UB i ledwie wrócił po trzech dobach zbity, posiniaczony, ze złamaną ręką. Nie chciał martwić mamy i nie chciał nawet wspominać tych okropnych trzech dni. Po 3 miesiącach ja się urodziłam.

      Szczęściem nikt z wojennych mieszkańców domu nie pozostawił w nim broni .

      A także nie wiedzieli, że tata pomagał partyzantom, bo  pewnie nigdy bym go już nie zobaczyła.

      BARANIA-BOBKI  http://2009sara46.blox.pl/2013/06/Barania-Bobki-Kamesznica-gmina-Milowka-kolo-Zywca.html 

      Dom, w którym moi Rodzice mieszkali przez całą wojnę w pokoju z  wielodzietną rodziną dzięki życzliwości dobrych ludzi,  krewnych mojej Mamy - Kurowskich:

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      2009sara46
      Czas publikacji:
      piątek, 17 marca 2017 21:06
  • wtorek, 07 marca 2017
    • KAZIMIERA PAJESTKA FRANIA RATUJE. HISTORIA PRAWDZIWA.

      To ta sama Frania Pajestka de domo Kubica(mama mojego męża,bohaterka innych moich opowiadań), bo była i druga Frania Kubica, łączniczka partyzantów, jej kuzynka, która wyszła za mąż za Antoniego Gustyńskiego.

      Frania spóźniła się , bo musiała dwuletniego synka i sześcioletnią córeczkę odprowadzić do Anielki . Biegła więc za teściem Leonem z drewnianymi grabiami na ramieniu. Leon szedł wolno torami. Za plecami rytmicznie poruszała się niedawno wyklepana, ostra kosa. Chociaż stary i brakło mu już sił, musiał sam kosić, bo syn Staś, mąż Frani był zesłany przez hitlerowców  na roboty do Niemiec. A Franek już dwa lata był w partyzantce. Wiosną dołączył do niego młodszy Michał, który uciekł z domu do lasu bez zgody taty Leona.

      Jak spod ziemi na przejściu kolejowym, do którego dobiegała Frania, pojawili się dwaj  Niemcy z karabinami na ramionach.

      Hände hoch!- padła niemiecka komenda.

      - Ręce w górę! -krzyczał gardłowo rozwścieczony Niemiec.

      - Stój, bo strzelam!- zdjęty z ramienia karabin hitlerowskiego Niemca już wycelowany był w dziadka Leona,który spokojnie szedł sobie torami nie wiedząc nic o tym, co dzieje się za jego plecami. Nie mógł wiedzieć, bo od kilku lat był głuchy.

      Frania podbiegła do hitlerowca, mierzącego w dziadka i wyrwała mu karabin. Drugi już mierzył w Franię. Przerażona wykrzyczała pokazując na migi, że człowiek na torach nie słyszy.

      KAZIMIERA PAJESTKA.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      2009sara46
      Czas publikacji:
      wtorek, 07 marca 2017 20:42
  • wtorek, 28 lutego 2017
    • KAZIMIERA PAJESTKA "FRANEK" . HISTORIA PRAWDZIWA, KTÓRĄ OPOWIEDZIAŁA MI SIOSTRA FRANKA - ANIELA ŁAJCZAKOWA.

      CIOCIA ANIELA ŁAJCZAKOWA Z DOMU PAJESTKA - SIOSTRA FRANKA I MICHAŁA,ŻOŁNIERZY NSZ, KTRZY ZGINĘLI W 1946 r. . JEJ MĄŻ FRANCISZEK ŁAJCZAK TO BRAT STANISŁAWA ŁAJCZAKA - TEŻ ŻOŁNIERZA NSZ , KTÓRY ZGINĄŁ W 1946 r. ORAZ BRAT  ŁĄCZNICZKI GENOWEFY MADEJCZYK Z DOMU ŁAJCZAK. UKOCHANA FRANKA TO TEŻ POSTAĆ PRAWDZIWA, ALE ZMIENIŁAM JEJ IMIĘ, ABY NIE MYLIŁY SIĘ ANIELKI. ZMARŁA W UBIEGŁYM ROKU.

      http://kpa.blox.pl/2013/05/Kazimiera-Pajestka-Franek.html

      Majowy dzień śmiał się dziś do Franka .

      Jechał na spotkanie ze swoją ukochaną . 
      Był wczesny ranek  ,  bo dwudziestodwuletni  chłopak obudzony został o świcie śpiewem słowika  ,  który zagnieździł się w kalinie rosnącej u wezgłowia jego leśnego legowiska położonego pod gołym niebem    .
       Zjeżdżał stromym  zboczem  Małej Barani  ,  porośniętym  dzikimi czeremchami , pod którymi jak śnieg leżały opadłe białe płatki dopiero co przekwitłych drzew . Franek gwizdał swoją ulubioną melodię "Serce w plecaku " i raz po raz powstrzymywał cugle Siwka , który wyrywał się do przodu . Zatrzymał go na chwilę , zgrabnie zeskoczył , wyjął z kieszeni woreczek , nienawykłe palce zrobiły grubego skręta i zaciągnąwszy się głęboko , zakaszlał . Właściwie to papierosy nie smakowały mu , ale tym razem chciał jeszcze chwilę posiedzieć na miedzy .

      Był to szczupły, wysoki i przystojny chłopak z ciemnymi, lekko wijącymi się dość długimi teraz, bo dawno nie obciętymi włosami, który podobał się dziewczynom. Wyglądem przypominał swojego ojca Leona.

      Dużo za wcześnie wyjechał z lasu . Przywiązał więc konia do drzewa i patrzył na swoją wieś widoczną jak na dłoni .

      Przerzedzone przez niemieckich hitlerowskich nazistów domy ciągnęły się to rzadziej , to gęściej wzdłuż błękitnej wstęgi Soły na obu jej brzegach . Jak kwiaty wśród liści sadów . Oczy Franka zatrzymały się w miejscu , gdzie stał przed wojną jego dom rodzinny . Był tam tylko sad ze starymi gruszami sadzonymi jeszcze przez dziadka a plac po domu i podwórku zielenił się świeżą trawą . Dwa domy dalej mieszkała Hanka . Z komina jej domu snuła się błękitna smużka dymu .

      Obraz przybliżał się w miarę jak zjeżdżał stromo w dół . Już z dala na moście zobaczył kolorową szczupłą sylwetkę . Serce zabiło mocniej a na policzki wystąpiły rumieńce . Przeczesał ręką bujną ciemną fryzurę , poprawił ubranie pod pasem .

       Franek zaciął konia , który zadudnił kopytami po drewnianym moście na Sole . Chłopak porwał na konia krzyczącą i śmiejącą się głośno dziewczynę w tym samym czasie , kiedy siwek ślizgiem zahamował na wilgotnych jeszcze od porannej rosy deskach mostu . Całował ją długo i namiętnie wyczuwając nieme przyzwolenie dziewczyny .

      Znów zadudniły głucho kopyta i rozległ  się miarowy stukot wozu . Hanka spojrzała przez ramię  z trwogą , zeskoczyła zgrabnie z konia .  Poznał zbliżającą się sylwetkę starego Józofa , ojca Hanki .  Franek skłonił grzecznie głowę i zasalutował . Ten lekko skinął głową  i rzekł spokojnie do córki :

      - Szukałem cię koło domu ale mama powiedziała , żeś pewnie już w polu . A ty pobiegłaś do niego . 

      Zarumieniona Hanka lekko jak ptaszek wleciała na drabiniasty wóz i z wdziękiem zamachała Frankowi na pożegnanie .

      Zaciął konia i pojechał w stronę domu siostry Anielki , która  odwiedziny partyzantów traktowała jak normalne zdarzenie , bo jej mąż , też Franek ,  miał brata w partyzantce a siostra Gienia była ich łączniczką .

       W piekarniku chociaż pora była wczesna topił się tłuszcz z psiny , który  służył  jako maść na przeziębienie , bo obie dziewczynki Anielki kaszlały jakby na wyścigi . Wybiedzony w lesie zimą Franek wciągał nosem zapach pieczeni , która po odlaniu do słoika tłuszczu , miała iśc dla suni ,  matki trojga głodnych szczeniąt . Dla Franka  czekała już na stole jego ulubiona jajecznica . Kiedy kończył jeść , usłyszał przeraźliwe gwizdnięcie Janka  Drożdża , który wieczorem pojechał do rodziców . Mieli zaciągnąć języka we wsi i dowiedzieć się co u Niemców . W ten sposób gwizdali na ostrzeżenie . Franek nie zwlekając porwał czapkę , rzucił od drzwi :

      -Z Bogiem !

      I wskoczył na konia . Pognali na most i dalej stromym zboczem Gronia - do lasu .

      Janek zawsze miał nosa , umiał przeczuć bezbłędnie czyhające niebezpieczeństwo - takie było zdanie Franka o  przyjacielu , z którym tworzył jedną z trzech par zwiadowców w swoim oddziale . Dlatego tak szybko reagował i nawet nie pytał o przyczynę . Rozumieli się bez słów .

      Do kuchni siostry zwabieni zapachem weszli dwaj Niemcy w policyjnych mundurach .

      - Ciekawe czy Franek z kolegą są już na moście - przemknęło przez głowę Anieli .

      Anielka z małą córeczką Marysią na ręce uczyniła zapraszający gest . Jeden z nich znał trochę język polski :

      - Kózka ? - zapytał chyba dlatego , że obok domu pasła się stara rogata koza .

      - Ja , ja - odpowiedziała Aniela , bo tyle tylko umiała po niemiecku .

      Gdy jeden z nich zaglądał do piekarnika , Aniela otworzyła  drzwiczki . Zapach był tak apetyczny , że wszyscy przełknęli głośno ślinkę : ojciec , mąż Franek,  pięcioletnia Zosia a nawet malutka Marysia . A najgłośniej obaj Niemcy .

      Co było robic ?

      Obie tylne nóżki wylądowały na talerzach . Natychmiast Niemcy rozpoczęli ucztowanie . Ojciec z mężem i mała Zosia wynieśli się cichaczem . Chleb upieczony wczoraj przez Franię - bratową Anieli dopełniał reszty .

      Dopiero teraz Aniela zdała sobie sprawę z tego , co wydarzyło się przed chwilą . Niemcy kończyli psie udka .

      Co będzie dalej ? - zadrżała Aniela z trwogi .

      Niemcy z apetytem pochłaniali pieczeń . Anielka widziała , że im smakuje  . Podziękowali i wyszli tupiąc po podłodze podkutymi obcasami . Wsiedli  na swoje rowery .

      Głośno zapłakała Marysia a Aniela poczuła jak wali jej serce ze strachu i plecy oblewa zimny pot .

      KAZIMIERA PAJESTKA.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      2009sara46
      Czas publikacji:
      wtorek, 28 lutego 2017 20:49
    • FRANIA GOTUJE . HISTORIA PRAWDZIWA OPOWIEDZIANA PRZEZ MOJĄ TEŚCIOWĄ.

      MATKA MOJEGO MĘŻA - FRANCISZKA PAJESTKA  Z DOMU KUBICA. TO SIOSTRA ŻONY WŁADYSŁAWA SZCZOTKI "ORLIKA" , KTÓRY UKRYWAŁ SIĘ W LASACH AŻ DO 1950 r. DWÓCH BRACI MOJEGO TEŚCIA STANISŁAWA PAJESTKI : FRANCISZEK PAJESTKA  I MICHAŁ PAJESTKA  NALEŻELI DO NSZ I ZGINĘLI W 1946 r. MIETEK - MÓJ MĄŻ A MARYSIA TO MATKA PIOTRA TYRLIKA, GRZEGORZA TYRLIKA, JACKA TYRLIKA I GABRYSI KABACIK.

      http://kpa.blox.pl/2014/04/Frania-gotuje.html

      Od sierpnia 1943 roku Niemców w okolicy przybyło . Przez wieś przejeżdżały patrole policyjne .  Jeździło także gestapo swoimi ciężkimi motocyklami .

      A we wrześniu 1943 r. bestialski mord na Polakach w Kamesznicy i w Żabnicy odbił się echem od Beskidów i cały październik płakał deszczem .

      Ludzie wspominali też jesienną gehennę sprzed dwóch lat , kiedy to Żywiecczyzna zadrżała od grozy podczas wysiedleń , które trwały od 22 września 1940 r. do 31 stycznia 1941 r. na mocy wydanego przez Adolfa Hitlera dekretu z 7 października 1939 r. Zakładał on włączenie Górnego Śląska , w ramach którego znalazła się i Żywiecczyzna do Rzeszy Niemieckiej .

      16 tysięcy mieszkańców Żywiecczyzny zostało wywłaszczonych , wysiedlonych i deportowanych do Generalnego Gubernatorstwa przez okupanta hitlerowskiego w ramach Akcji Żywiec (Aktion Saybusch).

      Do izby u dobrych ludzi , którą zajmowała Frania - żona Frankowego brata Stanisława będącego na przymusowych robotach w Niemczech i do innych rodzin partyzantów coraz częściej zaglądali Niemcy .

      Frania oczekiwała dziś obu chłopców z lasu . I Franek i szesnastoletni Michał przystępowali do sakramentu Bierzmowania w sąsiedniej wsi Żabnicy , którego udzielić miał im  biskup krakowski . Przyjechać miał sam Arcybiskup Adam Książę Sapieha .

      Obaj przebrali się w garnitury i śnieżnobiałe , wyprane przez bratową Franię koszule i poszli przez pola do Żabnicy . Frania z małym Mietkiem na ręce i Marysią biegającą za jedną z pięciu ich kur stała przed domem i modliła się za całą rodzinę . Oczami śledziła znikające sylwetki szwagrów . Wpadła do ciasnej , zajmowanej przez nią izby . Wyniosła ubrania do stodoły i przykryła słomą .

      - Mamo , Niemcy tu idą .

      Frania wrzuciła do popielnika leżący pod poduszką pistolet , przysypała go resztką zimnego popiołu .

      Hitlerowiec rozejrzał się po izbie , podniósł poduszkę , pierzynę , zajrzał pod łóżko i do szafy .

      - Gdzie syn ? - rzucił pytanie .

      Wskazała ręką na bawiącego się kamykami Mietka .

      - Ale ten partyzant ?

      - Nie mam innego syna tylko jeszcze mam córeczkę .

      - Był tu dziś wujek ? - zwrócił się do małej Marysi  Niemiec .

      - Nikogo u nas nie było - hardo i śmiało odrzekła dziewczynka .

      Drugi wszedł do sąsiedniego pomieszczenia  . Później obaj zajrzeli do szopy i stodoły. Wreszcie poszli sobie. Frani wydawało się , że trwa to wieki .

      Obrała ziemniaki . Postawiła z garnkiem na piec . Napaliła w piecu . Kiedy już sporą chwilę ziemniaki i zupa gotowały się na piecu rozległ się huk i piec rozleciał się na kawałki .

      - Bogu dzięki , że dzieci były na podwórku .

      KAZIMIERA PAJESTKA.

       

      Mam jeszcze kilka historii rodzinnych, które mam nadzieję zamieścić tutaj.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      2009sara46
      Czas publikacji:
      wtorek, 28 lutego 2017 20:26
  • niedziela, 26 lutego 2017
  • wtorek, 21 lutego 2017
  • poniedziałek, 13 lutego 2017
  • poniedziałek, 06 lutego 2017
    • ŻOŁNIERZ NSZ I LEKARZ ADAM BODZEK.

        

      Notatka i fotografia skopiowane z internetu :

      W kościele Św.Floriana w Żywcu-Zabłociu odbędą się uroczystości pogrzebowe dn, 7 lutego 2017 r. (wtorek) o godz. 14.

      W wieku 84 lat zmarł Adam Bodzek ps. Najlepszy. Był Żołnierzem wywiadu w oddziele Jerzego Figury ps. Juhas. Podporządkowanym Henrykowi Flame ps. Bartek. Od grudnia 1945 do 1947 roku działał w konspiracji NSZ. Nigdy Urząd Bezpieczeństwa nie trafił na jego trop a więc uniknął wiezienia. Ukończył Szkołę Gimnazjum w Żywcu. Następnie rozpoczął studia medyczne. Był lekarzem Chorób Wewnętrznych. W latach 90-tych wstąpił do powstałego Związku Żołnierzy Narodowych Sił Zbrojnych Okręg Podbeskidzie, gdzie aktywnie działał.Przesłuchiwany i zastraszany przez funkcjonariuszy SB nie zrezygnował z tworzenia Związku i do końca realizował misję działacza związkowego. 

       Adam Bodzek (znany w środowisku żywieckim lekarz chorób wewnętrznych) w latach 80 podjął aktywną działalność na rzecz utworzenia struktur NSZZ "Solidarność" w służbie zdrowia na terenie Żywca i powiatu.W dniu 23.11.2010 r. w Szpitalu Powiatowym w Żywcu odbyło się uroczyste spotkanie z dr. med. Adamem Bodzkiem, wyróżnionym medalem trzydziestolecia NSZZ "Solidarność".

      Wieczny odpoczynek racz Mu dać Panie :


      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      2009sara46
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 06 lutego 2017 17:58
  • wtorek, 31 stycznia 2017
  • poniedziałek, 30 stycznia 2017
    • HAFTY BIAŁE : ŻYWIECKI, KONIAKOWSKI I BESKIDU ŻYWIECKIEGO.

      W stroju mieszczek żywieckich haftowane były : kryza(wokół szyi) ozdoby przy rękawach koszuli, szal(łoktusza), i fartuch.

      Haft żywiecki to misterne białe wzory roślinne na białym tiulu..." Miały one różną grubość oczek, lecz te najcenniejsze, tzw. angielskie mgiełki, wymagały największej precyzji i najpełniej ukazywały kunszt hafciarski. Za pomocą specjalnej igły i nitki żywieckie hafciarki cerowały drobne oczka tiulu, komponując bukiety: rumianków, niezapominajek, stokrotek, bratków, róż, goździków, i chabrów oraz liście bzowe, dębowe i winogronowe. Wielością odmian wymienionych robótek mierzono hafciarski kunszt. Haft na tiulu w stroju żywieckim nie osiągnąłby takiego poziomu artystycznego i bogactwa wzorów, gdyby nie istniejące w mieście od dawna tradycje hafciarskie i koronkarskie"...(- cytat z folderu wystawy: Motywy roślinne w żywieckim hafcie na tiulu z warsztatów prowadzonych przez Małgorzatę Ostrowską, instruktorkę zajęć haftu na tiulu).

         

      HAFT KONIAKOWSKI

      'Heklowanie" należy do rodzinnych tradycji : piękne czepce i czółka wykonane z koronki należą do regionalnego stroju śląskiego . Wykonywano także wstawki do pościeli i bluzek , serwetki okrągłe różnej wielkości , obrusy okrągłe , serwetki owalne i prostokątne . Wykonywane są najczęściej z białych lub lub w kolorze ecru nici . Każdy element wykonywany jest osobno , później łączy się je w całość .To pracochłonne i trudne zajecie ale daje niezwykle piękne efekty . Arcydzieła z Koniakowa trafiały na stoły królewskie : królowej Anglii oraz królowej Belgii . Znalazły się też jako dar dla Papieża Jana Pawła II w Watykanie .Piękne koniakowskie koronki oglądać możemy w "Potopie" , gdzie zdobią mankiety i kołnierze Karola Gustawa i Bogumiła Radziwiłła .Koronkarstwo koniakowskie jest dalej kultywowane a nawet jego asortyment się poszerza choćby o te stringi ale i o rękawiczki , kapelusze , suknie i ozdoby choinkowe .

      HAFT GÓRALI ŻYWIECKICH

      - to haft białą nitką na bawełnianym materiale czyli haft beskidzki . 

      Najczęściej stanowią go wzory kwiatowe , w które układają się misternie wykonane okrągłe dziureczki .

       Haft ten podobny jest do bardziej  znanego od żywieckich haftów - haftu makowskiego rozsławionego przez Krajową Szkołę Haftu w Makowie Podhalańskim otwartą w roku 1890 , do której uczęszczały też dziewczyny z bogatych chłopskich rodzin z okolic Żywca .

       Oprócz wymienionego haftu z dziureczek okrągłych hafciarki stosowały

      haft tzw. toledo tj. misterne wypełnianie nicią środka kwiatków na palcu lub tamborku .

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      2009sara46
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 30 stycznia 2017 10:44
  • sobota, 28 stycznia 2017
    • PARTYZANCI VII OKRĘGU ŚLĄSKIEGO NSZ ZGRUPOWANIA "BARTEK".

      RYNGRAF - noszony na piersi przez partyzantów NSZ.

        Henryk Flame (1918 Frysztat - 1 grudnia 1947 Zabrzeg).

      Antoni Biegun "Sztubak"(1924-2001)obok symbolicznego grobu partyzantów NSZ.

       Ks.mjr. Rudolf Marszałek. Związany z Oddziałem NSZ "Orła Białego" (Gustawa Matusznego), Brygadą  Świętokrzyską i z VII Oddziałem NSZ Henryka Flamego (Bartka). Aresztowany przez UB w 1946 r. Zamordowany 2 lata później przez władze komunistyczne.

      Święty  Jan Paweł II (18.05.1994 r.): 

      Trzeba wspomnieć wszystkich zamordowanych rękami także polskich instytucji i służb bezpieczeństwa pozostających na usługach systemu przyniesionego ze wschodu. Trzeba ich przynajmniej przypomnieć przed Bogiem i historią, aby nie zamazywać prawdy, naszej przeszłości w tym decydującym momencie dziejów”.

       Walka z okupantem niemieckim podczas wojny .

      Od września  1939 r. czyli od samego początku  podbicia Polski przez niemieckie nazistowskie wojska Hitlera zaczęły powstawać organizacje czynnego oporu na terenie lasów okolic Baraniej Góry . Zalążkiem były kilkuosobowe grupy . Te  oddziały początkowo niezrzeszone tworzyli mężczyźni ukrywający się w lasach  przed wywiezieniem na roboty do Niemiec czy wcieleniem do niemieckiego wojska , lub  członkowie tworzących się pod okupacją niemiecką polskich organizacji podziemnych .  Napadały one na Niemców głównie w celu zdobycia na nich broni , często równocześnie w kilku wsiach . Szerzyli w ten sposób panikę wśród Niemców budząc w nich przeświadczenie , że oddziały partyzanckie są liczne i silne .

      Z biegiem czasu grupy partyzanckie rozrosły się do sześciu  kilkunastoosobowych oddziałów . Oddział "Orła Białego" przyjął nazwę  "Barania" i Związek Walki Zbrojnej narzucił mu dowódcę "Urbana" jesienią 1942 r. Partyzanci lubili go i szanowali jako niezwykle uczciwego i prawego człowieka .

      W rejonie Beskidu Żywieckiego i Śląskiego powstały :"Romanka" , "Czantoria" , "Malinka"a do beskidzkich lasów przenikali nawet Słowacy jak Rudolf Bestwina (który po wojnie ożenił się w Kamesznicy ).

      Władze hitlerowskie stosowały różne sposoby przeciwdziałania partyzantom . Osadzanie ludności polskiej w więzieniach i obozach koncentracyjnych , rozstrzeliwanie i wieszanie , przesłuchiwanie w więzieniach - stało się nieodłącznym elementem działań niemieckich .

      Od 22 września 1940 r. do 31 stycznia 1941 r. na mocy wydanego przez Adolfa Hitlera dekretu z 7 października 1939 r. , który zakładał  włączenie Górnego Śląska , w ramach którego znalazła się i Żywiecczyzna do Rzeszy Niemieckiej , ludność polska traktowana była jako cudzoziemcy  . 16 tysięcy mieszkańców Żywiecczyzny zostało wywłaszczonych , wysiedlonych i deportowanych do Generalnego Gubernatorstwa przez okupanta hitlerowskiego w ramach Akcji Żywiec (Aktion Saybusch).

      Za działalność partyzancką w lasach w okolicach Baraniej Góry i za pomoc okolicznej ludności niesioną  partyzantom Niemcy hitlerowscy  powiesili  w Kamesznicy 10 osób dnia 3 września 1943 r. , a 11 osób  tego samego dnia w Żabnicy .

      Partyzanci po wojnie

      Oto fragment uchwały Sejmu RP z 9 listopada 2012 r., podjętej w związku z 70. rocznicą powstania Narodowych Sił Zbrojnych:

      „Siedemdziesiąt lat temu, w 1942 r., powstały Narodowe Siły Zbrojne, jedna z trzech największych polskich organizacji wojskowych walczących o wolną i niepodległą Polskę. Narodowe Siły Zbrojne utworzone zostały przez działaczy ruchu narodowego i realizowały program polityczny tego nurtu ideowego, akcentując szczególnie potrzebę walki z okupantem zarówno niemieckim, jak i sowieckim. Historyczną zasługą tej organizacji było wysunięcie przez jej środowisko polityczne postulatu powrotu Polski na Ziemie Zachodnie.

      Narodowe Siły Zbrojne, zachowując swoją samodzielność, stały się częścią Sił Zbrojnych w Kraju, podległych legalnym władzom RP na uchodźstwie i wniosły istotny wkład w walkę o niepodległość Rzeczypospolitej. Po zakończeniu II wojny światowej żołnierze Narodowych Sił Zbrojnych, a także członkowie Narodowego Zjednoczenia Wojskowego, które przejęło spuściznę NSZ, byli zaciekle zwalczani przez komunistyczne siły bezpieczeństwa. Ostatnie oddziały zbrojne ruchu narodowego wytrwały w walce do przełomu lat czterdziestych i pięćdziesiątych.

      Sejm Rzeczypospolitej Polskiej, czcząc ich pamięć, stwierdza, że Narodowe Siły Zbrojne dobrze zasłużyły się Ojczyźnie”.

      Antoni Biegun "Sztubak""Szary"  z Milówki wśród partyzantów na Baraniej Górze pojawił się dopiero w lipcu 1945 r. Szybko zebrał ich  przeszło trzydziestoosobowy oddział , który zajął się najpierw likwidacją kolaboracji  i bandytyzmu .

      Oto słynna akcja 3 Maja 1946 r.  w Wiśle w relacji Władysława Foksa pseud. "Rodzynek"(mieszkającego w Żywcu i obchodzącego w br. 97 rocznicę urodzin ) :

      „Na dzień 3 maja 1946 roku została zarządzona koncentracja prawie wszystkich oddziałów do sztabu na Baraniej Górze. W koncentracji tej nie brał udział oddział „Szarego” Antoniego Bieguna, któremu wyznaczono rolę zabezpieczenia terenu wokół Wisły, natomiast żołnierze oddziału Rodzynka rozmieszczeni zostali w miastach Cieszynie, Bielsku, Białej i Żywcu przy koszarach wojskowych, Urzędach Bezpieczeństwa, Komendach MO i ORMO, gdzie w razie jakichkolwiek większych zgrupowań mieli natychmiast o tym meldować. Przy takiej obstawie oddziały „Bartka” zeszły ze stoków Baraniej Góry i w szyku bojowym, w pięknym uzbrojeniu, z ryngrafami na piersiach przemaszerowali ulicami Wisły. Oddziały te w ilości 200 żołnierzy prowadził z-ca komendanta Oddziałów Leśnych Jan Przewoźnik „Ryś” a defiladę przyjmował sam komendant Henryk Flame „Bartek”. Trwało to około dwóch godzin".

      Kpt. Henryk Flame ps. "Grot" w AK ( w walce z hitlerowcami ) ,  a później działał pod pseudonimem  "Bartek" - legendarny dowódca partyzantów NSZ (w walce z komunizmem), bohater , który powinien służyć za wzór naszej młodzieży - i Antoni Biegun "Sztubak"(dowódca  VII Okręgu NSZ wchodzącego w skład zgrupowania "Bartka"). Obaj przeciwni byli wysyłaniu na zachód swoich partyzantów i nawet podejrzewali zagrożenie ze strony Henryka Wendrowskiego ps."Lawina" .  Henryk Wendrowski wygłosił 20 sierpnia 1946 roku na Baraniej Górze płomienne przemówienie do partyzantów NSZ, w którym poinformował o rozkazie dowództwa NSZ przegrupowania oddziałów leśnych na zachodnie ziemie odzyskane. Tak rozpoczęła się operacja bezpieki pod kryptonimem „Lawina” , która stanowiła początek zbrodni ludobójstwa dokonanej na  partyzantach Narodowych Sił Zbrojnych.

      Dziś już wiemy , że były  2 miejsca masowych mordów . Jedno - w okolicach wsi Baruta , na pograniczu opolskiego i śląskiego województwa , drugie niedaleko Łambinowic .

      Antykomunistyczna partyzantka prowadziła nierówną walkę z UB , MO , KBW , ORMO po wojnie do roku 1947 , kiedy to władze ogłosiły amnestię . Wtedy nieliczni pozostali ujawnili się , a kilku dalej pozostało w lesie . Najdłużej , bo do 24 listopada 1950 r. ukrywali się w Kamesznicy dwaj partyzanci "Bartka" : Jan Filary ps."Lis" i Władysław Szczotka ps."Orlik" . Zostali otoczeni przez grupę operacyjną w zasadzce zorganizowanej na podstawie donosów przez cieszyński Urząd Bezpieczeństwa Publicznego  i zastrzeleni tam , gdzie samotnie w strachu pędzili tak długo swoje życie - wśród beskidzkich lasów , które wiele powiedziałyby o przyjaźni i zdradzie gdyby potrafiły mówić.

      Zbigniew Herbert powiedział 

      "Nie dajmy zginąć poległym ".

      a  Wawrzyniec Hubka  :

      "Mnie okrzyczano przestępcą , lecz tej potwarzy nie wstydzę się wcale ,

      Bo to , com uczynił - czyniłem dla Polski i ku jej chwale "...

      Słowa wiersza żołnierza Narodowych Sił Zbrojnych Wawrzyńca Hubki pseudonim "Drwal" i drugi :"Góral" , poety . Ukrywał się w lesie do 1951 r.  Jesienią tegoż roku został aresztowany i  skazany na 12 lat więzienia za działalność w antykomunistycznej partyzantce. Wyszedł w 1956 r. Pisał wiersze . Zdobywał nagrody w konkursach poetyckich ziemi żywieckiej .

      Na prośbę Antoniego Bieguna z Milówki pseudonim  "Sztubak"- byłego dowódcy jednego z oddziałów partyzanckich działających po wojnie w rejonie Baraniej Góry ,  ks. Władysław Nowobilski - proboszcz kościoła jednej doby w Ciścu  wyraził zgodę na wzniesienie symbolicznego grobu przed kościołem .

      Ks. bp. Tadeusz Rakoczy poświęcił nagrobek w 1997 r. podczas zorganizowanej uroczystości patriotycznej.Tu w Ciścu w naszym Kościele jednej doby odbywają się teraz co roku  patriotyczne uroczystości dla uczczenia żołnierzy walczących po wojnie o wolną Polskę .

      Tu  27 kwietnia 2014 r. do Kościoła pod wezwaniem św. Maksymiliana Kolbe  przybyli przedstawiciele Instytutu Pamięci Narodowej , w celu uświadomienia mieszkańcom Ciśca i innych miejscowości  okoliczności w jakich zginęli żołnierze Narodowych Sił Zbrojnych oraz w celu pobrania próbek materiałów genetycznych i danych osobowych ofiar od ich najbliższych krewnych .

      Licznie zebrani krewni ofiar z września 1946 r. wysłuchali prelekcji ilustrowanej pokazem fotografii z miejsca tragedii , gdzie IPN prowadzi prace archeologiczne z użyciem najnowocześniejszego sprzętu wykopaliskowego . Wstrząsające były fotografie znalezionych kości ofiar , z których żadna nie była w całości . W oczach wielu słuchaczy błyszczały łzy .  Pracownicy Instytutu Pamięci Narodowej  podjęli się tak trudnego a potrzebnego wyjaśniania mrocznych historycznych tajemnic .

      Dzięki badaniom IPN dziś już wiemy więcej  o tym , gdzie i w jakich okolicznościach zginęli  partyzanci z naszych okolic  , którym wzniesiono ten symboliczny grób .

      Dziś już wiadomo , że do zarządu Narodowych Sił Zbrojnych w Gliwicach weszło dwóch agentów kontrwywiadu sowieckiego i oni przyjechali  do "Bartka" , dowódcy jednego z  partyzanckich oddziałów działających w rejonie Baraniej Góry z rozkazem załadowania partyzantów na samochody , bo organizowany jest przerzut na zachód . Wyjechali kilkoma samochodami w różnych terminach . I ślad po nich zaginął .

      Dopiero kilka ostatnich lat badań przynosi wyjaśnienie chociaż części tajemnicy ich zaginięcia - to  Polana Śmierci w Barucie  w pobliżu Strzelec Opolskich .  

       Do Baruty corocznie z Ciśca ks. Władysław Nowobilski organizuje wyjazdy rodzin poległych partyzantów .

      Partyzanci działający w lasach porastających stoki Baraniej Góry mogli prowadzić  działalność ponieważ mieli oparcie w swoich rodzinach mieszkających w okolicznych wsiach Beskidu Śląskiego i Żywieckiego . Aprowizacja dla przeszło 180 ludzi , przetrwanie zimy , chorób , akcje - to wszystko wymagało zaangażowania wielu ludzi akceptujących ich działania : gospodarzy , piekarzy a także zaprzyjaźnionych lekarzy . Twardzi , beskidzcy górale w większości potrafili być pomocni partyzantom . Na szczególne wyróżnienie zasługują mieszkańcy polan śródleśnych  takich jak : Barania Bobki , Barania Cisiecka , Stecówka , Cumówki , Berkówki , Pietrasionka i inne , które w niedostępnych okresach zimowych służyły ciepłem swych siedzib . Latem pomocą służyli aż do 1950 r. juhasi i baca Jopek Józef wypasający owce na Hali Magurce (radziechowskiej). 

      Początkowo oddział "Sztubaka " należał do zgrupowania " Bartka "Henryka Flame ,który w grudniu 1947 r. zginął od kuli milicjanta Rudolfa Dadaka .

      Krewni partyzantów NSZ nauczeni strasznymi doświadczeniami , milczeniem przez długie lata o czynach swoich bliskich dalej niezbyt chętnie o nich opowiadają .

      Ludzie z Ciśca , którzy należeli do oddziałów Narodowych Sił Zbrojnych (NSZ) na czele których stał legendarny "Bartek" Henryk Flame wg listy IPN:

      Jan                    pseudonim : "Roch",Cisiec  ,partyzant

       1. Jan Dróżdż                   łącznik , partyzant,

       2. Franciszek Dziedzic  , "Orlik" ,  partyzant

       3. Władysław Dziedzic  "Waldemar" ,  partyzant

      4. Józef Greń                               partyzant

      5. Antoni Gustyński  "Kuna"    partyzant

      6. Józef Kubica   "Bolesław"   łącznik "Bartka"

      7. Władysław Kubica   "Czapla",  partyzant

      8. Stanisław Kupczak , "Huragan", "Zdrój" , partyzant

      9. Franciszka Kubica   , "Frania" , łączniczka

      10. Stanisław Kuśnierz , partyzant

      11. Stanisław Łajczak   ,"Wtorek , partyzant

      12. Jan Łajczak  ,  partyzant

      13. Genowefa Madejczyk  , "Jodła",  łączniczka

      14. Józef Maślanka , "Borsuk , partyzant

      15. Karol Maślanka  , "Tygrys" ,partyzant

      16. Jan Motyka                         , partyzant

      17. Franciszek Pajestka ,   partyzant

      18. Michał Pajestka  ,  partyzant

      19. Tadeusz Skrzypek ,"Zan", wywiad,łączność , partyzant ,

      20. ?           Słowik  ,  partyzant

      21. Jan Szczotka  , "Hucuł",  partyzant

      22. Karol Szczotka  ,  partyzant

      23. Stanisław Szczotka   ,  partyzant

      24. Jan Talik , "Konicek" , partyzant

      25. Franciszek Talik  , "Miś", partyzant

      25. Karol Talik , "Ryś" , partyzant

      26 .         Tetłak  , partyzant

      27.         Tyrlik , partyzant

      28. Julian Wojciuch  , "Wróbel",  partyzant

      29. Jan Wojtas  ,"Pilot",  partyzant

      30.        Wojtas ,  partyzant

      31. Franciszek Zawada , "Skrzetuski",  partyzant

      32. Jan Zawada , "Grom" , partyzant

      33. Józef Zawada  , "Sosna" , partyzant

      34.Franciszek Brodka, partyzant

      (Szczegółowe dane mam jeszcze niepełne i w miarę ich zdobywania wpis będę uzupełniać. K. Pajestka).

      Władysław Dziedzic "Waldemar". Na początku lat pięćdziesiątych odsiadywał wyrok w więzieniu w Rawiczu . Następnie wyjechał do Australii. Według słów pani Ewy Kuś w latach osiemdziesiątych ub. wieku powrócił do kraju i mieszkał w mieszkaniu , które było zapisane na panią Ewę, wraz z matką, którą przywiózł do Bielska - Białej ze Świnnej. Pani Ewa Kuś po jego śmierci przeniosła się do Żywca - Sporysza .Szczegółów podała mi mało, bo ma już kłopoty z pamięcią . Podkreślała w rozmowie, że bał się i nie chciał mówić o swoim życiu . 

      Franciszek Dziedzic  . Wraz ze starszym bratem Władysławem  i innymi brał udział w latach pięćdziesiątych w ucieczce z więzienia , jednak pochwycony , oskarżony o czynny udział w zorganizowaniu akcji skazany został na dożywocie . Po wyjściu z więzienia pracował jako piekarz w Milówce . W 1972 przeszedł na rentę inwalidzką .

      Jan Talik "Konicek" po wyjściu z więzienia zbierał przedmioty używane przez przodków mieszkańców tych terenów ,  do swojego prywatnego muzeum ,  człowiek niezwykły , miłośnik gór , góralskiej tradycji , umiejący pięknie śpiewać i opowiadać gwarą okolic Żywca .

      Jan Drożdż , Michał Pajestka i Franciszek Pajestka  . Młodszego , siedemnastoletniego zapaleńca Michała , który był w oddziale chroniony i nie mógł się doczekać , kiedy pójdzie z innymi na akcję żegnał w Wiśle starszy brat Franek Pajestka - który był w oddziale Bartka zwiadowcą wraz z Janem  Drożdżem . Obaj : i Janek  Dróżdż i Franek Pajestka wyjechali wraz z innymi drugim  transportem w nieznane   . W tej liczbie wysłanych 167 żołnierzy Bartka  z NSZ " Beskidy" zginęło 2  wujków mojego męża , braci ojca  i zarazem 2 wujków wójta Gminy Węgierska Górka Piotra Tyrlika ( bracia dziadka Stanisława Pajestki ) : Franciszek Pajestka  i Michał Pajestka.

      Jan Szczotka pseud . "Hucuł" - były żołnierz Zgrupowania Partyzanckiego NSZ "Bartek" , kombatant NSZ . Podczas wojny walczył z okupantem hitlerowskim w lasach sandomierskich , gdzie wraz z rodzicami został wysiedlony z Ciśca . Walkę kontynuował w beskidzkich lasach zaraz po wojnie w oddziale najpierw Antoniego Bieguna pseud."Sztubak" , później "Bartka"( Henryka Flame ) z innym wrogiem - komunistyczną władzą panoszącą się w Polsce . Ujawnił się 5 marca 1947 r i był jednym z nielicznych , którzy przeżyli powojenne piekło skrytobójczych mordów dokonanych przez funkcjonariuszy UBP , wieloletnie więzienie i represje . Zdobył zawód spawacza i pracował w Węgierskiej Górce .

      Antoni Gustyński "Kuna" i Franciszka ( Kubica)"Frania" - On były partyzant NSZ , ona: łączniczka . Ujawnili się w 1946 . Zwolnieni z więzienia w 1947 r. po amnestii . W 1948 r. pobrali się . W 1951 r. został aresztowany w Milówce i oskarżony o zabicie sowieckiego skoczka i za posiadanie broni . Dostał 5 lat więzienia . Odsiedział 3 lata pracując cały czas w kopalni "Siersza" i wyszedł na warunkowe zwolnienie . Żona jego , po aresztowaniu męża żyła w skrajnej biedzie z trójką dzieci , często niepokojona przez odwiedziny milicji i UB , bo podejrzewali , że dalej kontaktuje się z pozostałymi w lesie  kilkoma partyzantami antykomunistycznymi . A tak właśnie było . W 1954 r. Gustyńscy przenieśli się z Kamesznicy do   Ciśca  . Tu wychowali swoje dzieci . Na cmentarzu w Ciścu znajduje się ich grób .

      Tadeusz Skrzypek "Zan" nie ujawnił się i zaginął bez śladu .

      Stanisław Kupczak "Huragan" , "Zdrój" . Ujawnił się w Nowym Targu . Wrócił do domu . Tu w 1948 r. został aresztowany i przetrzymywany bez wyroku do 1950 r. Wrócił do Ciśca , ożenił się , pracował jako księgowy . Kombatant NSZ .

      Anna Szczotka ( primo voto Maślanka   wdowa po Józefie Maślance pseudonim  „Borsuk”, partyzancie Narodowych Sił Zbrojnych z oddziału Antoniego Bieguna „Sztubaka”." za pomoc udzielaną partyzantom była aresztowana w grudniu 1945 r. Maltretowana przez funkcjonariuszy UB w Żywcu, nikogo nie wydała . Sądzona przez Wojskowy Sąd Rejonowy w Krakowie wiosną 1946 r. została uniewinniona . W sierpniu 1946 r. ostatni raz widziała się z mężem, który wraz z innymi partyzantami zdecydował się na wyjazd na Zachód. Józef Maślanka został zamordowany we wrześniu 1946 r. przez funkcjonariuszy UB, najprawdopodobniej w trakcie tzw. operacji „Lawina” na  Śląsku Opolskim.  

      Przeszło 70 lat upłynęło od r. 1946 - bohaterowie walk antykomunistycznych  między innymi i z Ciśca zginęli w niewyjaśnionych dotąd do końca okolicznościach . Zdrajcy nie zostali ukarani . Rodziny latami poszukiwały swoich bliskich przez Polski Czerwony Krzyż  i innymi dostępnymi środkami .

      Maciej T. Nowak " Operacja "Lawina" . "Dzieje przemilczanej zbrodni "to książka wydana w 2012 r. przedstawiająca te tragiczne zdarzenia w świetle badań Instytutu Pamięci Narodowej

      Na polanie Hubertus między wsiami Barut i Dąbrówka miejscowa ludność postawiła partyzantom z rejonu Beskidu Śląskiego i Żywieckiego pomnik . Napis na na nim głosi :

      "We wrześniu 1946 r. do resztek oddziałów leśnych NSZ , AK , Win działających w górach w rejonie źródeł Wisły , Soły i Skawy , a walczących dalej , (mimo zakończenia wojny w maju 1945 r. ) o prawdziwie wolną i niepodległą Polskę , przeniknęli konfidenci z milicji i Urzędu Bezpieczeństwa PRL-u , którzy obiecywali przeprowadzenie żołnierzy do Armii Polskiej gen. Andersa we Włoszech .

      W czasie tej akcji oddziały zostały podzielone na mniejsze grupki , a następnie rozbrojone . Partyzantów przewieziono samochodami do stodoły stojącej na tej polanie . Po drodze dołączono do nich przetrzymywanych w więzieniach żołnierzy powracających z zachodu do Polski oraz AK - owców .

      By nie było żadnych świadków , przygotowanego dokładnie mordu , las otoczono szczelnym kordonem milicji , w czasie przejazdu samochodów przez pobliską wieś Barut , z drogi i obejść usunięto wszystkich ludzi , okna musiały być szczelnie pozasłaniane , przy każdym domu stał milicjant .

      Spowodowany został potężny wybuch amunicji i benzyny celowo ukrytych pod dylami i słomą . Ogień strawił doszczętnie stodołę , łącznie z ciałami rozszarpanych żołnierzy . Ranni porozrzucani wybuchem po całej polanie byli dobijani i wrzucani do ognia . Żołnierzy , którzy nie mieścili się w stodole , rozstrzelano w pobliskich zagajnikach .

      Postawienie tegoż pomnika stało się możliwym dopiero po 54 latach od dokonania tego perfidnego mordu , gdy zrywem Solidarności całego narodu , obalony został zbrodniczy ustrój komunistyczny a do Polski nadeszła wolność i niepodległość , o którą walczyli ci młodzi 18 - 25 letni partyzanci . Cześć ich pamięci ! Boże daj Im wieczne spoczywanie !" 

       A DO CZEGO POTRZEBNY CI TEN MÓJ TEKST, ŻE DRUKUJESZ GO W TEN SPOSÓB?

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      2009sara46
      Czas publikacji:
      sobota, 28 stycznia 2017 21:23
  • sobota, 14 stycznia 2017
    • ZABYTKOWY KOŚCIÓŁEK Z 1851 r. POD WEZWANIEM MATKI BOŻEJ SZKAPLERZNEJ W KAMESZNICY.

      Park założony został w latach : 1830 - 1833 przez ówczasnych właścicieli Kamesznicy : Marcela i Teresę Potockich .

      W roku 1851 na obrzeżach parku został wzniesiony niewielki kościółek z kamienia i z cegły , pokryty gontem .Swój obecny wygląd zawdzięcza renowacji przeprowadzonej w latach 50 ubiegłego wieku. Miejsce  wybrała hrabina Teresa Potocka . A wiążą się z nim dwie legendy .

      Pierwsza , romantyczna, którą opowiedziała nam moja babcia, lepiej oddaje charakter wybranego u szczytu wzniesienia miejsca , gdzie wiosną zakwitał  krzak dzikiej róży , której nawet rozgnieciony liść przepięknie pachnie , piękniej niż najlepsze paryskie perfumy . Tam często spacerowała hrabina podziwiając piękno okolicy i dworu , który stąd malowniczo wyglądał za drzewami parku . W chwilach zmartwień i kłopotów modliła się gorąco , nie na darmo słynęła z dobroci serca i pobożności . O zmierzchu wracając z wiosennego spaceru modliła się żarliwie do Matki Boskiej oddając Jej w opiekę swoje życie . Prosiła o zdrowie męża , który coraz słabiej widział , co irytowało go bardzo . W krzaku dzikiej róży ujrzała zarys kształtów Najświętszej Panienki jaśniejący dziwnym światłem na tle ciemnej ściany drzew . Już wiedziała co zrobi . Wzniesie tu kościółek . I tak się wkrótce stało .

      Druga legenda to życiowa proza : hrabia Marceli w chwili  złości byłby postrzelił swoją małżonkę Teresę . W miejscu , w którym się to zdarzyło , stanęła kaplica  .

      Dwukrotny remont nadał kościółkowi obecny wygląd . Poważniejszy był drugi remont , w latach pięćdziesiątych .  Na uprzednio wzniesionym tarasie , na którym , za drzwiami , modlono się pod gołym niebem , pobożny  lud dobudował  część kaplicy i powiększył ją . W przedzie pozostał stary ołtarz z dwoma obrazami .

      Po remoncie Kamesznica została nową parafią a proboszczem został ks.Stanisław Wicenciak(Wincenciak?).

      Kościółek położony na wzgórzu obok pięknego parku z początku XIX w. wygląda malowniczo o każdej porze roku.DO REJESTRU ZABYTKÓW WPISANY ZOSTAŁ POD NR REJESTRACYJNYM A-579/88 Z DN.22.09.1988 r.

      Należy do rzymskokatolickiej parafii Kamesznica pod wezwaniem Najświętszego Imienia Marii Panny należącej do dekanatu Milówka w w diecezji bielsko-bialskiej.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      2009sara46
      Czas publikacji:
      sobota, 14 stycznia 2017 14:36
  • niedziela, 18 grudnia 2016
    • ZAMEK HABSBURGÓW W ŻYWCU.

       

      Klasycystyczny pałac Habsburgów w Żywcu powstawał na przełomie XIX i XX w .

      Zaprojektował go Karol Pietschka a kilkakrotnie był rozbudowywany .

      Wnętrza urządzali artyści krakowscy : Tadeusz Stryjeński i Franciszek Mączyński . Na uwagę zasługuje sala lustrzana (balowa ).

      Karol Stefan Habsburg został właścicielem po śmierci swojego wuja , kolekcjonował obrazy i srebra .

      Habsburgowie Żywieccy nie podpisali volkslisty narażając się tym na prześladowania . Wojnę i czas powojenny spędzili w Szwecji .  W części pałacu mieszkała od lat dziewięćdziesiątych ub. w.  do śmierci w 2012 r. córka arcyksięcia Karola Olbrachta , księżna Maria Krystyna Altenburg .

      Pałac zajmuje Zespół Szkół Drzewnych i Leśnych.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      2009sara46
      Czas publikacji:
      niedziela, 18 grudnia 2016 12:27
  • piątek, 16 grudnia 2016
  • poniedziałek, 05 grudnia 2016
  • środa, 30 listopada 2016
    • ZIEMIA PRZEMÓWIŁA - FILM O MAKABRYCZNEJ ZBRODNI BEZPIEKI.

       

      "ZIEMIA PRZEMÓWIŁA"- film o makabrycznej zbrodni bezpieki na Żołnierzach Wyklętych  z terenu Żywiecczyzny w wyniku akcji prowokacyjnej "Lawina" przeprowadzonej przez U B przeszło 70 lat temu.

      "We wrześniu 1946 roku żołnierze z oddziału legendy Podbeskidzia kpt. Henryka Flame ps. „Bartek” byli przekonani, że trwa akcja ewakuacji ich na zachód. W rzeczywistości była to operacja Urzędu Bezpieczeństwa, któremu udało się wprowadzić w szeregi oddziału swoich agentów. Zgrupowanie Narodowych Sił Zbrojnych dowodzone przez „Bartka” zostało podzielone na trzy transporty, które z Podbeskidzia miały jechać na zachód. Wszystkie zatrzymały się na Opolszczyźnie. Żołnierze dostali kolację, w trakcie której częstowano ich zatrutym alkoholem. O świcie zaczęła się likwidacja – niektórych rozstrzelano, część zaś wysadzano w powietrze w budynkach, w których poprzedniego wieczora położyli się spać".

      Scenariusz produkcji, którą wyreżyserował Andrzej Buchowski, został oparty o książkę Macieja Nowaka pt. „Operacja Lawina. Przemilczana zbrodnia UB”.

       Zespół prof. Krzysztofa Szwagrzyka od kilku lat poszukiwał śladów tej zbrodni w Barucie, w okolicy Łambinowic i na terenie starego niemieckiego lotniska pod Starym Grodkowem. Równocześnie trwało też śledztwo IPN w tej sprawie. Szczątki żołnierzy Narodowych Sił Zbrojnych z oddziału kpt. Henryka Flame ps. „Bartek” udało się odnaleźć dopiero w marcu 2016 roku.

      Pomnik Żołnierzy Wyklętych w Żywcu.

       

      Symboliczny grób Żołnierzy Wyklętych w Ciścu .

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      2009sara46
      Czas publikacji:
      środa, 30 listopada 2016 00:17
  • piątek, 11 listopada 2016
  • czwartek, 15 września 2016
  • czwartek, 01 września 2016

Wyszukiwarka

Zakładki

Kanał informacyjny