Turystyka . Kultura . Tradycja . Historia . BESKIDZKIE BIBUŁOWE KWIATY .

Wpisy

  • wtorek, 20 czerwca 2017
  • niedziela, 18 czerwca 2017
  • wtorek, 13 czerwca 2017
  • niedziela, 11 czerwca 2017
  • sobota, 10 czerwca 2017
    • WPIS PRZENIESIONY Z MOJEGO BLOGA "ZBÓJNICY W KARPATACH"- NAJBARDZIEJ ZNANI.

      Zachowały się "Akta spraw złoczyńców " czyli protokoły z rozpraw przeciwko zbójnikom z lat 1589 - 1625 . Zaś najciekawszą kopalnią wiadomości , także o zbójnikach jest dzieło wójta żywieckiego Andrzeja Komonieckiego "Dziejopis żywiecki ".  Kronika napisana ok.1658 - 1729 , gdzie obok własnej oceny zdarzeń i czasami fantazji autor zacytował różne akta i dokumenty , które później na wskutek pożaru przestały istnieć .Jego opisy wyczynów zbójników , ich pojmania , okrutnych tortur wymyślanych przez bogatych lecz słynących z okrucieństwa mieszczan żywieckich zadawanych na żywieckim rynku lub na leżącej obok Żywca górze Grojec czyta się ze zgrozą z zapartym tchem .

      OTO NAJBARDZIEJ ZNANI ZBÓJNICY BESKIDZCY /w kolejności chronologicznej/ :

      Nazwisko lub pseudonim:                           Rok śmierci:

      Sebastian Bury                                          1630 r.

      Martyn Portasz                                          1689 r.

      Klimczak Wojciech                                    1695 r.

      Tomasz Masny                                           1696 r.

      Klimczak Mateusz                                      1697 r.

      Bartek Drozd                                             1709 r.

      Jura  Janosik                                             1713 r.

      Ondraszek                                                 1715 r.

      Józef Baczyński                                         1736 r.

      Jura Proćpak ( Kroćpak )                            1796 r.

      Wojtek Mateja                                           1875 r.

      Faktami najbardziej znanymi i pewnymi z  życia zbójników  - to data ich śmierci . To najbardziej  wiarygodne zapisy .

      Miejscowe opowieści i podania o zbójnikach wiążą się z traktem cesarskim , bo to przecież dawny szlak handlowy z Węgier i Austrii, który wybudowany został za panowania cesarza Józefa II by w XVIII w Kraków łączyć z Wiedniem . Tu przejeżdżały wozy kupieckie z bogatymi towarami . Góra Koczy Zamek-leżąca przy trakcie , który jako droga handlowa istniał w gorszym stanie wiek czy dwa wcześniej  - cieszyła się więc w XVII i XVIII w. złą sławą .

      Ucieczki chłopów ze wsi i zbójowanie  było związane z dziejami i kulturą Karpat . Trwało od początków XVI w aż do XIX  wieku . W zbójowaniu szukali lepszego życia , wolności , schronienia przed utratą wolności , przed więzieniem , zemsty , zysku - a nawet akceptacji . Tak właśnie było w Beskidach . Zbójnik był bardziej majętny od zwykłego górala , lepiej ubrany , młody i zgrabny . Miał powodzenie u góralek . Wybierał sobie najpiękniejsze dziewczyny .

      Grupa zbójecka liczyła od kilku do kilkudziesięciu osób , na jej czele stał herszt , hetman,harnaś . Napadali najczęściej nocą na bogate gospodarstwa , dwory , plebanie , karczmy , młyny . Z różnymi efektami . Czasem łupem padały drogocenne przedmioty innym zaś razem wystarczyc musiał chleb , mleko , masło i ser , bo takie przyziemne sprawy jak jedzenie też trzeba było zaspokoic . A górale chętnie spieszyli zbójnikom z pomocą ukrywając rannych , dając zimą ciepłe miejsce do spania .

      Najstarszy zapis o zbójnikach istnieje w dziele Jana z Pilzna "O różnych rzeczach i o gadaniach nowych w Sarmacji" wydanym w 1529 r. Biernat z Lublina opowiada narratorowi , że ledwie uciekł z życiem przed opryszkami spotkanymi pod Żywcem .

      Za największe "zbójnickie gniazdo" uważano Babią Górę , zaś najwięcej zapisów o działalności harnasi , liczebności grup zbójeckich , o wyczynach zbójników , ich ujęciu oraz o torturach i śmierci znaleźc można w Żywcu .

      ŹRÓDŁO:  1. dzieło Jana z Pilzna "O różnych rzeczach i o gadaniach nowych w Sarmacji" wydanym w 1529 r. 

      2. "Akta spraw złoczyńców" czyli protokoły z rozpraw przeciwko zbójnikom z lat 1589 - 1625 w Żywcu.

      3.  Dzieło wójta żywieckiego Andrzeja Komonieckiego "Dziejopis żywiecki ".

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      2009sara46
      Czas publikacji:
      sobota, 10 czerwca 2017 19:43
    • Wpis bez tytułu

      _SWOJE WPISY MOGE PRZENISIĆ GDZIE CHCĘ

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      2009sara46
      Czas publikacji:
      sobota, 10 czerwca 2017 19:31
    • "ROZBÓJNICY Z ROMANKI "POETKA ANNA SAŁAMUN Z CIŚCA CZYTA UTWÓR JÓZEFA SZCZOTKI Z MILÓWKI .

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      2009sara46
      Czas publikacji:
      sobota, 10 czerwca 2017 19:16
    • (1688 - 1713 r.) JURAJ JANOSIK

      Wina wszystkich zbójników jest niewątpliwa . Kara też za czyny być musiała . To dlaczego nam tych zbójników żal ? Dlaczego do dziś wzruszają nas ich losy ? Młody wiek w jakim odchodzili ... Brak perspektyw ... Próbujemy usprawiedliwiać ich zachowanie ciężkimi warunkami w jakich żyli ... Zaborami i koniecznością służenia w obcym , austriackim wojsku  . Biedą .

      Postać  najbardziej  obrosła w fantazję ludową i artystyczną ze wszystkich karpackich zbójników. Obok opracowań pisanych istnieją filmy o Janosiku , z których pierwszy nakręcony został w r. 1921 , kilka filmów następnych i dwa seriale . Polski w reż. Passendorfera z Markiem Perepeczko w roli głównej  i drugi - czechosłowacki w reż . Jaroslava Barana (28 odcinków ) . I ostatni : "Janosik . Historia prawdziwa. "w reż.  A.Holland i K. Adamik . Przewrotny tytuł wskazuje na prawdziwość wydarzeń a żadna historia o zbójnikach tak naprawdę prawdziwą być nie może .

      Jedno , co pewne , to zachowane akta z przesłuchania aresztowanego w domu Uhorczika Jury Janosika wiosną 1713 roku . Wynika z nich jednak , że to , za co go osądzono i skazano - zabójstwo księdza z Demanicy - nie było dziełem herszta Janosika lecz jednego z kompanów .

      Został skazany na karę powieszenia na haku , którą wykonano W Liptowskim Mikulaszu , gdzie odbywał się sąd , w którym i sędzią i obrońcą była ta sama osoba : Władysław Okolicsany .

      Wpis przeniesiony z mojego bloga: ZBÓJNICY W KARPATACHhttp://zboje.blox.pl/html.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      2009sara46
      Czas publikacji:
      sobota, 10 czerwca 2017 19:10
    • ZBÓJNIK SEBASTIAN BURY (1630- r. śmierci). ANDRZEJ KOMONIECKI "DZIEJOPIS ŻYWIECKI".

       

      Dziejopis żywiecki i jego autor Andrzej Komoniecki..

      W "Dziejopisie żywieckim " Andrzeja Komonieckiego natrafiamy na barwne opisy wyczynów zbójów i dokładne opisy wymyślnych kar i śmierci  , jakie zadane zostały hersztom i członkom band za szkody i krzywdy wyrządzone innym .

      Nie będę tłumaczyła z polskiego na polski , przetłumacz sobie sam i wyciągnij wnioski :

      "Tegoż roku 1630 Sebastian Bury, hetman nad zbójcami, z towarzystwem swoim w żywieckim państwie i indziej grasował, mając kompaniję, która z chorągwią, za nim chodziła".

      "Tenże Sebastian Bury, hetman samodziesiądz do Szymona Szczotki przeszedł i księdza plebana u niego na traktamencie zastał. Tam tedy z księdzem plebanem ciesząc się kazał huczno trunków i jadeł nosić, poczynając jak na bezpiecznym miejscu. O tym, gdy wiadomość doszła do jego miłości pana Krzysztofa Czarnieckiego - starosty żywieckiego zaraz miastu kazał wynijść ze strzelbą i łapać zbójników. Wyszło tedy 150 mieszczan aż na Milówkę, gdzie Szymona Szczotki dom obskoczono, co spostrzegłszy jeden zbójca nazwiskiem Czyżyk ogłosił ich i pod kadź się skrył. Sebastian Bury w samodziesięć w obronę się wdał, wpadłszy na szopę ostrzeliwali się. A mieszczanie, dostawszy słomę, szopę podpalili w końcu Burego i siedmiu przy nim ujęli, albowiem ósmy, przebiwszy Soły, w wodę skoczył i przepłynął na drugi brzeg. Czyżyk, co się pod kadź skrył tajemnie się tam wysiedział, gdyż go nikt nie widział, tylko sam ksiądz, który jako kapłan nie wydał go. Tak ujęto Burego i siedmiu jego towarzyszy. Mieszczanie bali się prowadzić Burego lądem by go nie odbito, nie byli bowiem pewni, czy ludność okoliczna nie ujmie się za nimi. Zbudowali więc tratwę, na którą poukładali powiązanych zbójników i w ten sposób ich Sołą do Żywca przewieźli".

      Gdy kat wbijał mu w bok hak , Bury zawołał :"Kciołbyk, cobyście mnie wszyscy panowie ślakcice, wszyscy sędziowie wszyscy wojacy, wszyscy miscuchy, ty kacie i wy wszyscy głuptocy coście się zgruchali dziwaj na zbójnickom śmierć - cobyście mnie wszyscy kielo wos haw jes- w goły zadek pocałowali- a wartko ..."

      A potem: "Wio Bury do góry!"

      Wpis przeniesiony z mojego blogu o zbójnikach:  http://zboje.blox.pl/html?page=webLogView&webLogView.tagFilter=1963

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      2009sara46
      Czas publikacji:
      sobota, 10 czerwca 2017 17:55
  • wtorek, 06 czerwca 2017
  • piątek, 26 maja 2017
  • sobota, 20 maja 2017
  • czwartek, 18 maja 2017
  • poniedziałek, 24 kwietnia 2017
  • piątek, 31 marca 2017
  • niedziela, 26 marca 2017
    • URSZULA LORANC "PORWANIE". HISTORIA PRAWDZIWA.

      TO OPOWIADANIE PODOBNIE JAK 3 POPRZEDNIE ZAMIEŚCIŁAM JUŻ WCZEŚNIEJ W INNYM MOIM BLOGU ALE RZADZIEJ ODWIEDZANYM PRZEZ CZYTELNIKÓW . TAM PODPISUJĘ SIĘ kaziapajestka  A TUTAJ 2009sara46 http://kpa.blox.pl/2015/03/Urszula-Loranc-Porwanie.html

       OPOWIEDZIAŁA MI TO MOJA KOLEŻANKA, EMERYTOWANA NAUCZYCIELKA  URSZULA LORANC Z CIŚCA, ZNANA DZIAŁACZKA SPOŁECZNA I DŁUGOLETNIA RADNA GMINY WĘGIERSKA GÓRKA. POPROSIŁAM, ABY MI TO NAPISAŁA. OTO JEJ OPOWIADANIE :

      Urodziłam się 2 lipca 1939 r. a więc nie pamiętam przebiegu wojny . Z opowiadań Rodziców wiem , że Tatuś został zabrany do wojska . Babcia i troje dzieci zostało z Mamą . Mieszkaliśmy w Ciścu ( obecnie ul. Brzoskwiniowa ) .   

      Musieliśmy uciekać do Sandomierza . Mama mówiła , że niosła mnie w wełnionce , a pieluchy prała w przydrożnych potoczkach , rzekach . Suszyła na plecach .

      Gdy wróciliśmy z wygnania nasz dom był spalony przez Niemców . Zamieszkaliśmy w budynku , który był w surowym stanie ( obecnie w nim mieszkam ) nie było pieca , podłóg , tynków . Z nami zamieszkały 3 rodziny Mików i Żółtych .

      Pamiętam koniec wojny , miałam 5 lat . Cesarką cały czas konie ciągnęły ciężkie wozy wyładowane dobytkiem wywożonym przez Niemców z Polski . Na niektórych wozach siedziały kobiety z dziećmi . Często jechały  też motory , były czarne i każdy miał przyczepę , w nich Niemcy ubrani na czarno , w hełmach . Bardzo bałam się tych motorów , ich warkot mnie przerażał i w popłochu uciekałam do domu .

      Te motocykle  z przyczepami , siedzący w nich Niemcy w czarnych mundurach i czarnych hełmach często mi się śniły i śnią do tej pory i zawsze ich się boję .

      Najbardziej utkwił mi w pamięci wiosenny dzień . Mama wypędziła krowę i pasła obok drogi . Byłam z Mamą , lecz wzięłam wiaderko i łopatkę i poszłam się bawić do piasku , który był obok drogi . (Tato z rzeki przywiózł do budowy ). Drogą jechały furmanki , konie . Przejeżdżała cała duża grupa Niemców na koniach .  Nagle jeden z Niemców tuż obok mnie zatrzymał konia , zeskoczył z niego i porwał mnie . Wsiadł ze mną na konia , moją twarz mocno przycisnął do munduru na piersiach i pogalopował . Bardzo płakałam i wołałam mamy . W rączkach trzymałam wiaderko i łopatkę ( były jasnozielone ). Długo jechaliśmy . Słyszałam tylko tętent końskich kopyt . Niemiec trzymał mnie mocno jedną ręką .

      Nagle zatrzymała  nas duża ilość żołnierzy z karabinami . Jeden z nich podszedł i zabrał mnie z konia . Zaniósł mnie do jakiegoś budynku , bałam się , płakałam . Niemiec  tłumaczył się łamaną polszczyzną , że przed wyjazdem zmarła mu taka córeczka z jasnymi kręconymi włoskami i błękitnymi oczkami i ręką wskazywał na mnie .

      Po jakimś czasie przyjechał Tato i odebrał mnie .Po tym wydarzeniu długo nie mogłam wyjść z domu , bałam się bardzo . Z opowiadań Rodziców wiem , że Mama biegła za Niemcem , który mnie porwał , później udało jej się zatrzymać przejeżdżający motor , który zawiózł Mamę do huty , gdzie pracował Tato . Huta miała już telefon - przedzwoniono do browaru i tam właśnie czekała policja , która mnie odebrała z konia . Tatę przywiózł do browaru  dyrektor Odlewni Żeliwa Węgierska Górka i on przywiózł nas do domu .

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      2009sara46
      Czas publikacji:
      niedziela, 26 marca 2017 00:02
  • sobota, 25 marca 2017
    • 25 LAT DIECEZJI BIELSKO - ŻYWIECKIEJ.

      6 stycznia 2014 roku w bielskiej katedrze odbyły się uroczystości przyjęcia sakry biskupiej i ingresu nowego ordynariusza diecezji. 7 stycznia w kaplicy Kurii w Bielsku-Białej bp Pindel kanonicznie objął rządy w diecezji."...

       

      ..."Jan Paweł II bullą „Totus Tuus Poloniae Populus” z dnia 25 marca 1992 roku – z wydzielonego terenu archidiecezji krakowskiej i diecezji katowickiej – utworzył diecezję bielsko-żywiecką. Równocześnie papież mianował biskupa ordynariusza nowo powstałej diecezji – księdza prałata Tadeusza Rakoczego. Biskupem pomocniczym papież mianował biskupa Janusza Zimniaka. Po przejściu hierarchy na emeryturę posługę tę pełni bp Piotr Greger, mianowany 22 października 2011 roku przez papieża Benedykta XVI. Jego święcenia biskupie odbyły się w katedrze św. Mikołaja w Bielsku-Białej – 27 listopada 2011 roku.

      W dniu 16 listopada 2013 roku papież Franciszek przyjął rezygnację biskupa bielsko-żywieckiego Tadeusza Rakoczego, mianując nowym ordynariuszem ks. prof. dr. hab. Romana Pindla, wówczas rektora Wyższego Seminarium Duchownego w Krakowie.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      2009sara46
      Czas publikacji:
      sobota, 25 marca 2017 13:32
  • środa, 22 marca 2017
  • niedziela, 19 marca 2017
  • piątek, 17 marca 2017
    • KAZIMIERA PAJESTKA DZIEJE PEWNEGO DOMU. HISTORIA PRAWDZIWA.

      http://kpa.blox.pl/2015/03/Prawdziwe-dzieje-pewnego-domu.html

       

       Dzieje pewnego domu . Bohaterami  opowiadania są też moi Rodzice : Stanisław i Wiktoria JOPEK.

      Był rok 1969 lub 1970 . Czerwiec lub wrzesień,  bo dzień był upalny,  słoneczny.

      Wracałam z pracy . Wysiadłam z autobusu na przystanku przed naszym domem i ze zdumieniem patrzyłam na tatę biegającego wokół domu za starszą , elegancką panią w kapeluszu i z aparatem fotograficznym na szyi . Bardziej jeszcze niż ten obrazek wprawiło mnie w zdumienie to wulgarne słowo  , które mój ojciec , człowiek łagodny i pogodny wykrzykiwał raz po raz.

      Pani salwowała się ucieczką do domu sąsiada a ojciec padł zemdlony na schody .

      Mama stała jak żona Lota nie mogąc zrobić kroku.

      Pobiegłam do telefonu. Najbliższy był w szkole prawie 2 km od nas. Ośrodek zdrowia - 7 km. Przybyły lekarz Stanisz stwierdził u ojca zawał.

      Co się stało ?

      Teraz dopiero wszystko  wyjaśniła mi mama .

      Przyszła do nas Niemka , która mieszkała w czasie wojny w naszym domu .

      Moi rodzice mieszkali  na polanie leśnej Barania - Bobki  w Kamesznicy , gdzie dzielili pokój z inną rodziną z dziećmi , ale i tak byli szczęśliwi , że ominęło ich wysiedlenie.  Mama i tak płakała codziennie i często chodziła popatrzeć na swój dom, w którym najpierw mieszkała Niemka z dziećmi, później był szpital Rosjan - a  musiała iść całą godzinę.  

      Aż wreszcie po ustaniu działań wojennych mama z tatą mogli wrócić do swojego domu.

      Mój ojciec od Niemki usłyszał zdanie wypowiedziane łamaną polszczyzną  takiej treści :- Przyszłam zobaczyć jak tu dbacie o mój dom . Chcę go jeszcze sfotografować w środku !

      Do nowego domu z trudem przy pomocy rodziców wybudowanego przez tatę moi rodzice jako świeżo poślubione małżeństwo wprowadzili się rok przed wojną - w 1938 roku . Od 1939 r. już w nim nie mieszkali.
      Obok studni , która służyła nam , cioci i sąsiadce , w 1945 r. w kwietniu pochowani zostali dwaj Rosjanie , bo w naszym domu po ucieczce Niemców był rosyjski szpital . Po wojnie zostali ekshumowani i przewiezieni na cmentarz żołnierzy Armii Czerwonej w Żywcu - Moszczanicy .Następne trzęsienie ziemi dom przeszedł w 1946 r. Funkcjonariusze UB dokończyli tego , czego nie zniszczyła jeszcze wojna . Wszystkie obrazki zostały pozbawione ram i zniszczone , okna i drzwi wyrwane z framugami , zerwane podłogi . Tata został zabrany z domu przez fukcjonariuszy UB i ledwie wrócił po trzech dobach zbity, posiniaczony, ze złamaną ręką. Nie chciał martwić mamy i nie chciał nawet wspominać tych okropnych trzech dni. Po 3 miesiącach ja się urodziłam.

      Szczęściem nikt z wojennych mieszkańców domu nie pozostawił w nim broni .

      A także nie wiedzieli, że tata pomagał partyzantom, bo  pewnie nigdy bym go już nie zobaczyła.

      BARANIA-BOBKI  http://2009sara46.blox.pl/2013/06/Barania-Bobki-Kamesznica-gmina-Milowka-kolo-Zywca.html 

      Dom, w którym moi Rodzice mieszkali przez całą wojnę w pokoju z  wielodzietną rodziną dzięki życzliwości dobrych ludzi,  krewnych mojej Mamy - Kurowskich:

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      2009sara46
      Czas publikacji:
      piątek, 17 marca 2017 21:06
  • wtorek, 07 marca 2017
    • KAZIMIERA PAJESTKA FRANIA RATUJE. HISTORIA PRAWDZIWA.

      To ta sama Frania Pajestka de domo Kubica(mama mojego męża,bohaterka innych moich opowiadań), bo była i druga Frania Kubica, łączniczka partyzantów, jej kuzynka, która wyszła za mąż za Antoniego Gustyńskiego.

      Frania spóźniła się , bo musiała dwuletniego synka i sześcioletnią córeczkę odprowadzić do Anielki . Biegła więc za teściem Leonem z drewnianymi grabiami na ramieniu. Leon szedł wolno torami. Za plecami rytmicznie poruszała się niedawno wyklepana, ostra kosa. Chociaż stary i brakło mu już sił, musiał sam kosić, bo syn Staś, mąż Frani był zesłany przez hitlerowców  na roboty do Niemiec. A Franek już dwa lata był w partyzantce. Wiosną dołączył do niego młodszy Michał, który uciekł z domu do lasu bez zgody taty Leona.

      Jak spod ziemi na przejściu kolejowym, do którego dobiegała Frania, pojawili się dwaj  Niemcy z karabinami na ramionach.

      Hände hoch!- padła niemiecka komenda.

      - Ręce w górę! -krzyczał gardłowo rozwścieczony Niemiec.

      - Stój, bo strzelam!- zdjęty z ramienia karabin hitlerowskiego Niemca już wycelowany był w dziadka Leona,który spokojnie szedł sobie torami nie wiedząc nic o tym, co dzieje się za jego plecami. Nie mógł wiedzieć, bo od kilku lat był głuchy.

      Frania podbiegła do hitlerowca, mierzącego w dziadka i wyrwała mu karabin. Drugi już mierzył w Franię. Przerażona wykrzyczała pokazując na migi, że człowiek na torach nie słyszy.

      KAZIMIERA PAJESTKA.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      2009sara46
      Czas publikacji:
      wtorek, 07 marca 2017 20:42
  • wtorek, 28 lutego 2017
    • KAZIMIERA PAJESTKA "FRANEK" . HISTORIA PRAWDZIWA, KTÓRĄ OPOWIEDZIAŁA MI SIOSTRA FRANKA - ANIELA ŁAJCZAKOWA.

      CIOCIA ANIELA ŁAJCZAKOWA Z DOMU PAJESTKA - SIOSTRA FRANKA I MICHAŁA,ŻOŁNIERZY NSZ, KTRZY ZGINĘLI W 1946 r. . JEJ MĄŻ FRANCISZEK ŁAJCZAK TO BRAT STANISŁAWA ŁAJCZAKA - TEŻ ŻOŁNIERZA NSZ , KTÓRY ZGINĄŁ W 1946 r. ORAZ BRAT  ŁĄCZNICZKI GENOWEFY MADEJCZYK Z DOMU ŁAJCZAK. UKOCHANA FRANKA TO TEŻ POSTAĆ PRAWDZIWA, ALE ZMIENIŁAM JEJ IMIĘ, ABY NIE MYLIŁY SIĘ ANIELKI. ZMARŁA W UBIEGŁYM ROKU.

      http://kpa.blox.pl/2013/05/Kazimiera-Pajestka-Franek.html

      Majowy dzień śmiał się dziś do Franka .

      Jechał na spotkanie ze swoją ukochaną . 
      Był wczesny ranek  ,  bo dwudziestodwuletni  chłopak obudzony został o świcie śpiewem słowika  ,  który zagnieździł się w kalinie rosnącej u wezgłowia jego leśnego legowiska położonego pod gołym niebem    .
       Zjeżdżał stromym  zboczem  Małej Barani  ,  porośniętym  dzikimi czeremchami , pod którymi jak śnieg leżały opadłe białe płatki dopiero co przekwitłych drzew . Franek gwizdał swoją ulubioną melodię "Serce w plecaku " i raz po raz powstrzymywał cugle Siwka , który wyrywał się do przodu . Zatrzymał go na chwilę , zgrabnie zeskoczył , wyjął z kieszeni woreczek , nienawykłe palce zrobiły grubego skręta i zaciągnąwszy się głęboko , zakaszlał . Właściwie to papierosy nie smakowały mu , ale tym razem chciał jeszcze chwilę posiedzieć na miedzy .

      Był to szczupły, wysoki i przystojny chłopak z ciemnymi, lekko wijącymi się dość długimi teraz, bo dawno nie obciętymi włosami, który podobał się dziewczynom. Wyglądem przypominał swojego ojca Leona.

      Dużo za wcześnie wyjechał z lasu . Przywiązał więc konia do drzewa i patrzył na swoją wieś widoczną jak na dłoni .

      Przerzedzone przez niemieckich hitlerowskich nazistów domy ciągnęły się to rzadziej , to gęściej wzdłuż błękitnej wstęgi Soły na obu jej brzegach . Jak kwiaty wśród liści sadów . Oczy Franka zatrzymały się w miejscu , gdzie stał przed wojną jego dom rodzinny . Był tam tylko sad ze starymi gruszami sadzonymi jeszcze przez dziadka a plac po domu i podwórku zielenił się świeżą trawą . Dwa domy dalej mieszkała Hanka . Z komina jej domu snuła się błękitna smużka dymu .

      Obraz przybliżał się w miarę jak zjeżdżał stromo w dół . Już z dala na moście zobaczył kolorową szczupłą sylwetkę . Serce zabiło mocniej a na policzki wystąpiły rumieńce . Przeczesał ręką bujną ciemną fryzurę , poprawił ubranie pod pasem .

       Franek zaciął konia , który zadudnił kopytami po drewnianym moście na Sole . Chłopak porwał na konia krzyczącą i śmiejącą się głośno dziewczynę w tym samym czasie , kiedy siwek ślizgiem zahamował na wilgotnych jeszcze od porannej rosy deskach mostu . Całował ją długo i namiętnie wyczuwając nieme przyzwolenie dziewczyny .

      Znów zadudniły głucho kopyta i rozległ  się miarowy stukot wozu . Hanka spojrzała przez ramię  z trwogą , zeskoczyła zgrabnie z konia .  Poznał zbliżającą się sylwetkę starego Józofa , ojca Hanki .  Franek skłonił grzecznie głowę i zasalutował . Ten lekko skinął głową  i rzekł spokojnie do córki :

      - Szukałem cię koło domu ale mama powiedziała , żeś pewnie już w polu . A ty pobiegłaś do niego . 

      Zarumieniona Hanka lekko jak ptaszek wleciała na drabiniasty wóz i z wdziękiem zamachała Frankowi na pożegnanie .

      Zaciął konia i pojechał w stronę domu siostry Anielki , która  odwiedziny partyzantów traktowała jak normalne zdarzenie , bo jej mąż , też Franek ,  miał brata w partyzantce a siostra Gienia była ich łączniczką .

       W piekarniku chociaż pora była wczesna topił się tłuszcz z psiny , który  służył  jako maść na przeziębienie , bo obie dziewczynki Anielki kaszlały jakby na wyścigi . Wybiedzony w lesie zimą Franek wciągał nosem zapach pieczeni , która po odlaniu do słoika tłuszczu , miała iśc dla suni ,  matki trojga głodnych szczeniąt . Dla Franka  czekała już na stole jego ulubiona jajecznica . Kiedy kończył jeść , usłyszał przeraźliwe gwizdnięcie Janka  Drożdża , który wieczorem pojechał do rodziców . Mieli zaciągnąć języka we wsi i dowiedzieć się co u Niemców . W ten sposób gwizdali na ostrzeżenie . Franek nie zwlekając porwał czapkę , rzucił od drzwi :

      -Z Bogiem !

      I wskoczył na konia . Pognali na most i dalej stromym zboczem Gronia - do lasu .

      Janek zawsze miał nosa , umiał przeczuć bezbłędnie czyhające niebezpieczeństwo - takie było zdanie Franka o  przyjacielu , z którym tworzył jedną z trzech par zwiadowców w swoim oddziale . Dlatego tak szybko reagował i nawet nie pytał o przyczynę . Rozumieli się bez słów .

      Do kuchni siostry zwabieni zapachem weszli dwaj Niemcy w policyjnych mundurach .

      - Ciekawe czy Franek z kolegą są już na moście - przemknęło przez głowę Anieli .

      Anielka z małą córeczką Marysią na ręce uczyniła zapraszający gest . Jeden z nich znał trochę język polski :

      - Kózka ? - zapytał chyba dlatego , że obok domu pasła się stara rogata koza .

      - Ja , ja - odpowiedziała Aniela , bo tyle tylko umiała po niemiecku .

      Gdy jeden z nich zaglądał do piekarnika , Aniela otworzyła  drzwiczki . Zapach był tak apetyczny , że wszyscy przełknęli głośno ślinkę : ojciec , mąż Franek,  pięcioletnia Zosia a nawet malutka Marysia . A najgłośniej obaj Niemcy .

      Co było robic ?

      Obie tylne nóżki wylądowały na talerzach . Natychmiast Niemcy rozpoczęli ucztowanie . Ojciec z mężem i mała Zosia wynieśli się cichaczem . Chleb upieczony wczoraj przez Franię - bratową Anieli dopełniał reszty .

      Dopiero teraz Aniela zdała sobie sprawę z tego , co wydarzyło się przed chwilą . Niemcy kończyli psie udka .

      Co będzie dalej ? - zadrżała Aniela z trwogi .

      Niemcy z apetytem pochłaniali pieczeń . Anielka widziała , że im smakuje  . Podziękowali i wyszli tupiąc po podłodze podkutymi obcasami . Wsiedli  na swoje rowery .

      Głośno zapłakała Marysia a Aniela poczuła jak wali jej serce ze strachu i plecy oblewa zimny pot .

      KAZIMIERA PAJESTKA.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      2009sara46
      Czas publikacji:
      wtorek, 28 lutego 2017 20:49

Wyszukiwarka

Zakładki

Kanał informacyjny