Turystyka . Kultura . Tradycja . Historia . BESKIDZKIE BIBUŁOWE KWIATY .

Wpis

wtorek, 13 lutego 2018

KAZIMIERA PAJESTKA "FRANEK".

Początkowa część opowiadania "Franek" znajduje się w tym blogu ale dalsza wpisana jest w innym. Dlatego przenoszę tu całość.

Oparłam go na wydarzeniach prawdziwych. Osoby też są prawdziwe. Zmieniłam tylko imię ukochanej Franka. Naprawdę dziewczyna miała na imię Aniela

To, że młodzi się kochali i spotykali potajemnie potwierdziła młodsza siostra Anieli - pani Franciszka Piwowar, która opisała mi wygląd Franka  a jej siostra pani Maria Tondytko dodała , że ojciec był przeciwny. 

FAKTY PRZEDSTAWIŁA MI CIOCIA ANIELA ŁAJCZAKOWA Z DOMU PAJESTKA - SIOSTRA FRANKA I MICHAŁA,ŻOŁNIERZY NSZ, KTRZY ZGINĘLI W 1946 r. . JEJ MĄŻ FRANCISZEK ŁAJCZAK TO BRAT STANISŁAWA ŁAJCZAKA - TEŻ ŻOŁNIERZA NSZ , KTÓRY ZGINĄŁ W 1946 r. ORAZ BRAT  ŁĄCZNICZKI GENOWEFY MADEJCZYK Z DOMU ŁAJCZAK. UKOCHANA FRANKA TO TEŻ POSTAĆ PRAWDZIWA, ALE ZMIENIŁAM JEJ IMIĘ, ABY NIE MYLIŁY SIĘ ANIELKI. ZMARŁA W UBIEGŁYM ROKU.

http://kpa.blox.pl/2013/05/Kazimiera-Pajestka-Franek.html

Majowy dzień śmiał się dziś do Franka .

Jechał na spotkanie ze swoją ukochaną . 
Był wczesny ranek  ,  bo dwudziestodwuletni  chłopak obudzony został o świcie śpiewem słowika  ,  który zagnieździł się w kalinie rosnącej u wezgłowia jego leśnego legowiska położonego pod gołym niebem    .
 Zjeżdżał stromym  zboczem  Małej Barani  ,  porośniętym  dzikimi czeremchami , pod którymi jak śnieg leżały opadłe białe płatki dopiero co przekwitłych drzew . Franek gwizdał swoją ulubioną melodię "Serce w plecaku " i raz po raz powstrzymywał cugle Siwka , który wyrywał się do przodu . Zatrzymał go na chwilę , zgrabnie zeskoczył , wyjął z kieszeni woreczek , nienawykłe palce zrobiły grubego skręta i zaciągnąwszy się głęboko , zakaszlał . Właściwie to papierosy nie smakowały mu , ale tym razem chciał jeszcze chwilę posiedzieć na miedzy .

Był to szczupły, wysoki i przystojny chłopak z ciemnymi, lekko wijącymi się dość długimi teraz, bo dawno nie obciętymi włosami, który podobał się dziewczynom. Wyglądem przypominał swojego ojca Leona.

Dużo za wcześnie wyjechał z lasu . Przywiązał więc konia do drzewa i patrzył na swoją wieś widoczną jak na dłoni .

Przerzedzone przez niemieckich hitlerowskich nazistów domy ciągnęły się to rzadziej , to gęściej wzdłuż błękitnej wstęgi Soły na obu jej brzegach . Jak kwiaty wśród liści sadów . Oczy Franka zatrzymały się w miejscu , gdzie stał przed wojną jego dom rodzinny . Był tam tylko sad ze starymi gruszami sadzonymi jeszcze przez dziadka a plac po domu i podwórku zielenił się świeżą trawą . Dwa domy dalej mieszkała Hanka . Z komina jej domu snuła się błękitna smużka dymu .

Obraz przybliżał się w miarę jak zjeżdżał stromo w dół . Już z dala na moście zobaczył kolorową szczupłą sylwetkę . Serce zabiło mocniej a na policzki wystąpiły rumieńce . Przeczesał ręką bujną ciemną fryzurę , poprawił ubranie pod pasem .

 Franek zaciął konia , który zadudnił kopytami po drewnianym moście na Sole . Chłopak porwał na konia krzyczącą i śmiejącą się głośno dziewczynę w tym samym czasie , kiedy siwek ślizgiem zahamował na wilgotnych jeszcze od porannej rosy deskach mostu . Całował ją długo i namiętnie wyczuwając nieme przyzwolenie dziewczyny .

Znów zadudniły głucho kopyta i rozległ  się miarowy stukot wozu . Hanka spojrzała przez ramię  z trwogą , zeskoczyła zgrabnie z konia .  Poznał zbliżającą się sylwetkę starego Józofa , ojca Hanki .  Franek skłonił grzecznie głowę i zasalutował . Ten lekko skinął głową  i rzekł spokojnie do córki :

- Szukałem cię koło domu ale mama powiedziała , żeś pewnie już w polu . A ty pobiegłaś do niego . 

Zarumieniona Hanka lekko jak ptaszek wleciała na drabiniasty wóz i z wdziękiem zamachała Frankowi na pożegnanie .

Zaciął konia i pojechał w stronę domu siostry Anielki , która  odwiedziny partyzantów traktowała jak normalne zdarzenie , bo jej mąż , też Franek ,  miał brata w partyzantce a siostra Gienia była ich łączniczką .

 W piekarniku chociaż pora była wczesna topił się tłuszcz z psiny , który  służył  jako maść na przeziębienie , bo obie dziewczynki Anielki kaszlały jakby na wyścigi . Wybiedzony w lesie zimą Franek wciągał nosem zapach pieczeni , która po odlaniu do słoika tłuszczu , miała iśc dla suni ,  matki trojga głodnych szczeniąt . Dla Franka  czekała już na stole jego ulubiona jajecznica . Kiedy kończył jeść , usłyszał przeraźliwe gwizdnięcie Janka  Drożdża , który wieczorem pojechał do rodziców . Mieli zaciągnąć języka we wsi i dowiedzieć się co u Niemców . W ten sposób gwizdali na ostrzeżenie . Franek nie zwlekając porwał czapkę , rzucił od drzwi :

-Z Bogiem !

I wskoczył na konia . Pognali na most i dalej stromym zboczem Gronia - do lasu .

Janek zawsze miał nosa , umiał przeczuć bezbłędnie czyhające niebezpieczeństwo - takie było zdanie Franka o  przyjacielu , z którym tworzył jedną z trzech par zwiadowców w swoim oddziale . Dlatego tak szybko reagował i nawet nie pytał o przyczynę . Rozumieli się bez słów .

Do kuchni siostry zwabieni zapachem weszli dwaj Niemcy w policyjnych mundurach .

- Ciekawe czy Franek z kolegą są już na moście - przemknęło przez głowę Anieli .

Anielka z małą córeczką Marysią na ręce uczyniła zapraszający gest . Jeden z nich znał trochę język polski :

- Kózka ? - zapytał chyba dlatego , że obok domu pasła się stara rogata koza .

- Ja , ja - odpowiedziała Aniela , bo tyle tylko umiała po niemiecku .

Gdy jeden z nich zaglądał do piekarnika , Aniela otworzyła  drzwiczki . Zapach był tak apetyczny , że wszyscy przełknęli głośno ślinkę : ojciec , mąż Franek,  pięcioletnia Zosia a nawet malutka Marysia . A najgłośniej obaj Niemcy .

Co było robic ?

Obie tylne nóżki wylądowały na talerzach . Natychmiast Niemcy rozpoczęli ucztowanie . Ojciec z mężem i mała Zosia wynieśli się cichaczem . Chleb upieczony wczoraj przez Franię - bratową Anieli dopełniał reszty .

Dopiero teraz Aniela zdała sobie sprawę z tego , co wydarzyło się przed chwilą . Niemcy kończyli psie udka .

Co będzie dalej ? - zadrżała Aniela z trwogi .

Niemcy z apetytem pochłaniali pieczeń . Anielka widziała , że im smakuje  . Podziękowali i wyszli tupiąc po podłodze podkutymi obcasami . Wsiedli  na swoje rowery .

Głośno zapłakała Marysia a Aniela poczuła jak wali jej serce ze strachu i plecy oblewa zimny pot .

Szczegóły wpisu

Tagi:
Kategoria:
Autor(ka):
2009sara46
Czas publikacji:
wtorek, 13 lutego 2018 16:50

Polecane wpisy

Trackback